5 mar 2017

Verstehst du nicht - 06.

- Wiedziałem, że dobrze kojarzę tę twarz - usłyszałam, kiedy tylko zjawiłam się w salonie. Zamarłam, słysząc jego głos i widząc jego twarz. Ogólnie go całego u nas w domu.
Siedział na kanapie, jakby był u siebie. Oparłam się o ścianę i patrzyłam się na niego. Dalej nie wierzyłam, że ostatnimi dniami „rozmawialiśmy” więcej, niż w przeciągu kilku miesięcy naszej „znajomości”. Przecież to nierealne, nie mające swoich szans w rzeczywistym świecie. A jednak.
Do domu wróciłam dobrą godzinę po ich treningu. Przez ten czas udało się nam dojść do  czegoś na kształt porozumienia i... nawet pogodzić obecną sytuację. Zdążył mnie przeprosić jeszcze z kilka razy, kiedy to jego wargi znów nawiązały chociażby krótkotrwały kontakt. Ostatecznie ustaliliśmy, że... że pozostaniemy w przyjacielskich stosunkach. Chociaż zastrzegł sobie, że może mu się zdarzyć, że się zapędzi i zrobi coś, czego nie powinien. Nie, żeby już wtedy mu się nie zdarzyło...
- Gdzie Philipp? - uniosłam brew ku górze, próbując zachować się w miarę normalnie. Czułam suchość gardła i drżenie ciała, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Ważniejszą kwestią było to, gdzie obecnie znajduje się mój brat i dlaczego go nie ma w domu. Oraz to, dlaczego jest w nim Ivan. 
- Pojechał po coś do jedzenia i kazał mi zostać, jakbyś w końcu zdecydowała się wrócić - prychnął cicho. - Powiesz mi, kim on dla Ciebie jest?
Dobrze wiadomo, kogo miał na myśli.
- Czemu się tak bardzo tym interesujesz? - nie potrafiłam pojąć tego, czemu tak bardzo chce to wiedzieć. Zmieni to jakoś jego życie, czy co?
- Mam swoje powody, których nie musisz znać. Jest Twoim chłopakiem, czy nie?
Chwilę milczałam, starając się zebrać na tyle, aby zapanować nad drżeniem głosu, które dało się słyszeć w poprzednich wypowiedziach. Jego osoba zdecydowanie powodowała, że moja pewność  siebie momentalnie ulatywała.
- Nie musisz znać odpowiedzi na to pytanie - odparłam hardo. Patrzyliśmy się sobie wprost w oczy. Atmosfera między nami była tak namacalna, że dało się ją nożem kroić. Nachylił się, opierając łokcie o kolana. Nadal nie spuszczał ze mnie wzroku, podobnie jak ja z niego. Nikt nic nie mówił.
Chciałam znać powód jego pobudek, jego zainteresowania tą sprawą, ale... ale nie umiałam się zebrać, aby się tego dowiedzieć. Zgrywałam pewniaka, w jego obecności tak naprawdę będąc tchórzem. To spojrzenie mnie hipnotyzowało... Pobudzając moje serce.
- Nie muszę, ale chcę - słyszałam to z o wiele bliższej odległości.
...Pardon? Nim się zorientowałam, stał już przede mną. Że co? Chce znać odpowiedź?
Otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć. Ale że nie wiedziałam co, to je zamknęłam. Jego twarz pozostawała nieprzenikniona, a dystans... Był naprawdę niewielki. Był na wyciągnięcie ręki... A ja mimo to stchórzyłam i ogłosiłam swój odwrót. A mówiąc dokładniej odwróciłam się i... chciałam stamtąd zniknąć. Ale mi nie pozwolił, chwytając mój nadgarstek w swoją dłoń.
- Chloe - chyba pierwszy raz w swoim życiu usłyszałam swoje imię z jego ust. Przymknęłam powieki, rozkoszując się tym brzmieniem. Ale z drugiej strony chciałam, aby brat już wrócił, bałam się, że nie powstrzymam się i zrobię coś, czego będę żałować. 
- Spójrz na mnie - czułam jego oddech na swojej twarzy. Madre mia, to nie sen, prawda? Chciałam to zobaczyć, ale... bałam się, że to tylko wytwór mojej wyobraźni. - Otwórz oczy.
Powoli podniosłam powieki. Te oczy z tak bliskiej odległości były... jeszcze lepsze niż niesamowite. Wpatrywały się wprost w moje, chyba próbując doszukać się odpowiedzi na nurtujące go pytanie. Ja w jego... widziałam strach.
- Dlaczego nie chcesz mi odpowiedzieć na jedno proste pytanie? - odrobinę zwiększył dystans. Bał się? Niby czego?
- Ty też nie chcesz mi udzielić odpowiedzi na jedno pytanie - westchnął ciężko, spoglądając w dół. Nadal trzymał mój nadgarstek w swoim uścisku.
- Ale ja byłem pierwszy.
- Nie musisz wiedzieć wszystkiego.
- Ale chcę - do cholery, co to za gierka?
Męczyła mnie ta rozmowa. Nie wiedziałam już, jak grać na zwłokę. I niby co, niby tak teraz mam się poddać? I co mu powiem? „Leci na mnie, ale nie chce ze mną być, bo nie chce mnie ranić”? To brzmi jak debilizm roku. Gdzie tam roku, stulecia. Przecież w dzisiejszym świecie nie ma takich facetów, którzy nie chcą ranić kobiet. Nigdy im nie zależało na tym, liczyło się głównie zdobywanie nas, niemal tak samo jak swoich trofeów. Nic więcej.
- Nie zrozumiesz tego... Po prostu mi powiedz.
- Co ta informacja zmieni w Twoim życiu? - palnęłam bez zastanowienia, a ten... milczał. Znów się przybliżył na maksymalnie najmniejszą odległość.
- Może powstrzymać coś, co jest nieuniknione - po wypowiedzeniu ostatnich głosek wprost do mojego ucha, wrócił z powrotem do salonu, zostawiając mnie samą na korytarzu. Samą z moimi myślami. Samą z rozbudzonym (nie po raz pierwszym) sercem.
Samą.
Co chciał mi przekazać ostatnimi słowami? Jeszcze sposób, w jaki to powiedział... Jeny, mam ciary na całym ciele. Był tak blisko... A ja tego nie wykorzystałam.
Zdzieliłam się dłonią po czole, po czym wbiegłam na schody i zniknęłam w ciemnościach mojego pokoju. To, co dziś się działo... To zdecydowanie za dużo jak na moje przechodzone serce. Najpierw Henrik. Później Ivan i jego nawrót do tego tematu. I pytanie: dlaczego? Przecież nic dla niego nie znaczę. Jestem tylko siostrą jego najlepszego kumpla. Na dobrą sprawę mnie nie zna. Więc dlaczego?
Padłam na łóżko z głośnym jękiem. Nic już nie chciałam. Miałam dość wszystkiego. Dość facetów na bardzo długi okres czasu. Ale... Nadal czułam przyjemne ukłucia w brzuchu, kiedy czułam jego oddech na twarzy, czy koło ucha. Jak słyszałam jego szept, czy czułam jego dotyk na swojej skórze.
Chciałam z tym skończyć. Chciałam odpuścić i nawet zaryzykować, ulegając Bartschowi. Nawet na krótki czas. Spróbować poczuć się na pewien sposób szczęśliwą. Nawet, jeśli byłoby to pozorne szczęście. Niby co może nieść platoniczne uczucie do nieosiągalnego obiektu? Chyba więcej szkód, niż radości. A ja tego nie chciałam. Czy to naprawdę wiele?
Philipp przyszedł później, kiedy tylko Ivan opuścił nasz dom. Z początku nie chciałam z nim rozmawiać. Potrzebowałam samotności.
- Kim był owy znajomy? - zapytał, a ja jęknęłam, rzucając w niego poduszką. Naprawdę nie spieszyłam się do poruszania tego tematu.
- Znajomy ze szkoły.
- Aby na pewno ze szkoły?
- Tak, jest w mojej paczce, a to, że gra u Was nie musi znaczyć, że jest z innej planety.
- Co chciał? - jak ja nie znoszę takich wywiadów! Istny Kneza, nie ma co. Ale u brata rozumiałam powody jego wywiadu. U Ivana wręcz przeciwnie.
- Porozmawiać. O nim, o mnie... I to wszystko.
- Chloe...
- Nie chcę o tym rozmawiać - ucięłam, odwracając się na brzuch. I tak powiedziałam mu dużo. Miał do myślenia i przetrawienia. Podobnie, jak ja.



znów grzeszę, wiem.
btw. jest tu ktoś? bo ponad 150 wyświetleń pod poprzednim rozdziałem i ani jednego słownego odzewu :\

5 komentarzy:

  1. Ja zawsze jestem, ok
    Detektyw Ivan czesc 2
    + nie wychodzi mu bycie tajemniczym, znam jego gierki :v /Wikson

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeny umarlam *.*
    Jakie piękne ❤❤
    Co ten Ivi 🤔🤔
    Czekam <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Melduję się!
    Wybacz, że nie zostawiłam po sobie ostatnio śladu, ale najpierw brak czasu, a potem komputer nie chciał ze mną za nic współpracować (menda niewdzięczna...).
    Ale jestem! I bardzo podoba mi się ten rozdział ^^ Coraz ciekawiej się robi, chociaż powiem szczerze... ta końcówka nie do końca mi się jednak podoba. Jakoś tak smutno.
    Weny, buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem, nadrabiam cały czas :D
    W końcówce zawiało smutkiem i chłodem, mam nadzieje, że będzie tylko lepiej :) Fajnie się czyta o Ivanie w tej wersji XD Dobra, to czekam z niecierpliwością na kolejny <3
    Buziaki Grzesznico. :* XD

    OdpowiedzUsuń
  5. W końcu nadrobiłam tutaj! I mam mętlik w głowie, za dużo informacji :p czekam na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń