15 maj 2017

Verzeih mir... - 18.

Siedziałam u Philippa. Sama. On poszedł. Nawet nie wiem gdzie... Nawet nie wiem kiedy.
Siedziałam na niewygodnym taborecie, trzymając jego bladą dłoń. Obserwowałam spokojną twarz brata, myśląc. O tym, co działo się na korytarzu. O jego cudownych wargach, które jeszcze kilkanaście minut temu czuły moje. Dotykały, pieściły... Rozmarzyłam się, a wyobraźnia sprawiła, że wręcz je czułam. Dotknęłam swoich ust wolną ręką, wzdychając ciężko.
Ta chwila... Nawet nie wiem, dlaczego to zrobił. Przecież nikt, prócz lekarza, który mnie badał, nas nie „znał”. Nikt nie wiedział, że kłamiemy... Dlaczego, Ivan? Dlaczego?
Może to wszystko z litości? Żebym poczuła się lepiej i choć na chwilę zapomniała o wszystkich troskach?
Może to dlatego, że... Że jednak domyślił się wszystkiego? Że wie, że go kocham? Może chce to wykorzystać?
Poczułam pieczenie oczu. Na pewno się domyślił i chce to wykorzystać, przecież nigdy nie poczułby niczego szczególnego do kogoś takiego jak ja. Jestem tylko siostrą jego kumpla. Rozwydrzoną gówniarą, która nie wie, czego wymaga od życia i nieustannie pakuje się w kłopoty. Tą, która popada w chore relacje z nieodpowiednimi osobami...
Załkałam cicho, a z oczu wypłynęły mi pierwsze słone kropelki. Moje życie jest gorsze niż beznadziejne. Czemu faceci na mojej drodze muszą być nieosiągalni, albo są kompletnymi kretynami? Albo połączenie jednego i drugiego? 
Chcę szczęścia. Odrobinki. Naprawdę niewiele. Potrzebuję czyjejś miłości, która nie jest kierowana przez brata. Tych ramion, które zawsze będą czekać na mnie... Czy to wiele?
Przetarłam łzy wierzchem dłoni. Oddychałam szybko, ociężale, niemal charczałam. Pociągnęłam nosem, a po policzkach pociekły kolejne łzy. Super, brakowało mi jeszcze tego...
- Przepraszam - usłyszałam ten szept. Zdębiałam. Od kiedy tu był? Od kiedy mnie obserwował?
- Za co znów mnie przepraszasz? - spytałam... czując ból. Bolało. Dlaczego? Przecież nie zrobił nic złego. Dzięki niemu poczułam się przez chwilę szczerze szczęśliwa.
Nie byłam w stanie się odwrócić do niego przodem. Nie wiem, czy chciałam to nawet zrobić... Nie chciałam, aby znał mnie jako beksę i miękką kluchę. Zawsze przy nim udawałam zimną, obojętną sukę. Chociaż może wiedział, że to tylko zwykła maska? Przecież ponoć jesteśmy dobrymi obserwatorami, z czasem da się odgadnąć wszystko. Prawie wszystko...
Przymknęłam powieki, słysząc świst wiatru, który znaczył, że się przemieszcza. Położył dłoń na moim ramieniu, unosząc je do góry. Schwycił moją dłoń i ją ścisnął, przyciągając do swoich ust. Zadrżałam, czując na niej ich dotyk.
- Nie powinienem tego robić - nie podnosił głosu. Ten ton był jeszcze bardziej pociągający, niźli normalne brzmienie. 
Standardowa śpiewka. Znów nie powinien. To co dla niego jest słuszne? 
- Ale naprawdę nie potrafiłem już dłużej wytrzymać - dokończył swoją wypowiedź. - Wystarczająco długo to robiłem.
Wystarczająco długo? Halo?
- Ivan? - wyrzuciłam z siebie, kiedy przypomniałam sobie o czymś takim jak mowa. - Co Ty mówisz?
- Przepraszam, Chloe - słyszałam te słowa wprost do ucha. Jego oddech pieścił wrażliwą skórę. Dreszcze powróciły, a moje ciało ogarnęła niewysłowiona przyjemność. Wiedział, co ze mną robi takimi głupimi gestami? - Łamię teraz wszystkie, absolutnie wszystkie normy, jakie tylko istnieją.
Jakie normy do jasnej anieli?! Nie jestem żadną nietykalną, prawda? A nawet jeśli... To niby kto stwierdził? W dodatku dlaczego o tym nie wiedziałam?
Przesunął nosem przez mój policzek, drugą ręką obracając moją głowę. Cmoknął mnie w czoło, po czym w czubek nosa, chwytając moją twarz w swoje dłonie. Nie byłam w stanie się skupić na czymkolwiek innym, niźli na nim i jego twarzy, będącej tak blisko mojej.
- Wybacz mi... - te oczy były piękne. Cudowne. Chciałabym, aby patrzyły się na mnie z miłością... Z miłością do mnie...
- Za co?
- Za to, jaki byłem dla Ciebie na samym początku. Za to, że ignorowałem Cię jak najbardziej się dało - w chwili, kiedy moje serce po raz pierwszy zabiło mocniej na jego widok... Wybaczyłam mu wszystko. I jestem przekonana, że wybaczyłabym mu wszystko... No dobra, prawie wszystko...
I nie dałam mu dokończyć tej wypowiedzi, muskając jego pełne, spragnione pocałunków, usta. Puściłam rękę brata, aby zarzucić je na jego szyję. Był tak blisko, ale dla mnie to i tak było za mało...
Nie opierał się. Ba, sam pogłębiał pocałunek, wpijał się w moje wargi z niesamowicie wielkim pragnieniem i namiętnością, aczkolwiek z drugiej strony czułam, że się boi. Ale czego? Mogłam tylko gdybać, bowiem tylko on znał prawdę. Nie chciałam się nad tym skupiać, miałam ważniejsze sprawy.
- Za dużo mówisz i myślisz - mruknęłam znad jego ust, cmokając je kilkakrotnie podczas tej wypowiedzi. Oddychał ciężko, a wszystko w nim domagało się kolejnej dawki. Wplotłam palce w jego włosy, z niezwykłą delikatnością znów łącząc nasze usta razem. Nie mogłam się teraz zatracić. Nie tuż obok brata.
- Ale mam rację... - miałam wrażenie, że nie chciał tego mówić. - To nie powinno mieć miejsca.
Cofnął usta, chociaż nadal był w takiej odległości, że bez niczego moglibyśmy wrócić do przerwanej czynności. 
Bolało. Te słowa bolały.
Lustrował mnie swoim spojrzeniem, próbując się doszukać... Sama nawet nie wiem czego. Nic nie stało na przeciw. Nikt nas nie widział, nikt nie bronił... Przecież Phil jest w śpiączce, a ludzie w tym stanie są wyłączeni z życia.
- Niby dlaczego?
- Nie mogę Ci tego powiedzieć. Nie możesz o tym wiedzieć. Chociaż powinnaś sama się domyślić...
- Chodzi Ci o Bartscha? - jego twarz stężała, kiedy tylko powiedziałam to nazwisko.
- Tego śmiecia nie biorę nawet pod uwagę - niemalże warknął, a w jego oczach przez chwilę było widać istną nienawiść. Jednakże po chwili wróciły tamte dziwne iskierki, których nie byłam w stanie wytłumaczyć.
Nic nie mówiliśmy. Nadal trwaliśmy w poprzedniej pozycji, dzięki czemu mogłam zachwycać się chwilą, jaka była. Nie chciałam myśleć o jego słowach, o tym, że to, co robimy jest niewłaściwe. Ale niby dlaczego? Nigdzie nie są zakazane jakiekolwiek kontakty międzyludzkie, kiedy obie strony tego chcą...
Do rzeczywistości przywrócił nas jego telefon. Jednakże nim odebrał, znów poczułam dreszcze, jakie niósł kontakt jego wargi-moja skóra – tym razem przez chwilę czułam je na szyi. 
Poniósł się z klęczek i niewiele oddalił, aby odebrać połączenie.
- Halo? ...Tak, sala numer 8 - cofnął urządzenie od ucha, a jego mina stała się poważna. - Roland zaraz tu będzie.


mój mały bohater małych derbów Frankonii❤ #IvanCzłowiekOdZadańSpecjalnychKnezevic
to będę ja w czwartek ok 21, kiedy małe derby Bawarii się skończą, a Ivan oficjalnie stanie się wolnym zawodnikiem :-))))

jak emocje po tym poście? powoli zaczyna się to kręcić we właściwym kierunku...:v

5 komentarzy:

  1. Jaaaakie cudowne ����������❤❤❤❤❤
    Ivi durniu! Teraz nie masz innego wyjścia jak się brać :))) ❤
    Piękności ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Buziaki i buziaki, niech ja obmaca i juz bedzie jego hihi
    Wlasciwe tory, ale i tak cos spieprzysz, ZNAM CIE. /WIK

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaaa ❤❤❤❤❤ ale czemu Ivan uważa to za niestosowne? Boję się, co się za tym kryje

    OdpowiedzUsuń
  4. awwwww jak cudownie♥ dobra, teraz juz musi byc dobrze do konca wszystko♥ ale i tak wiem ze coś jeszcze namieszasz...

    OdpowiedzUsuń
  5. powiedz mi, dlaczego miałam tyle rozdziałów do nadrobienia? przecież, przecież to ff jest cudowne. ♥
    haha, ale nie mogę z siebie. tam jest "międzyludzkie", ale ja of kors przeczytałam między udzkie XDD
    całuję ;***

    OdpowiedzUsuń