27 sty 2017

Es klaut mir den Atem - 01.

Nie umiem przypomnieć sobie momentu, kiedy pojawił się w moich myślach. Ale wiem, że nie trwa to od kilku dni. Kilka tygodni? Zapewne więcej.
Z początku widywałam go głównie z odległości, zazwyczaj przez okno, w którym zwykłam spędzać większość swojego czasu. Siedziałam na wielkim parapecie, popijając gorące kakao i wpatrując się w widoki goszczące po drugiej stronie tafli szkła. Philipp często z nim przesiadywał na podwórzu domu naszej babkinieboszczki. Zazwyczaj zachowywali się jak dzieci, grając w kopaną w dwójkę. Kłócili się o to, kto jest od nich lepszy, niekiedy nawet się popukiwali. Ale to utwierdzało mnie w tym, że są sobie bliscy. Równie mocno, co Phil i ja.
Westchnęłam ciężko, uderzając się rozpostartą dłonią w czoło. Znów zaczynam z tym samym. Znów on i nawiązanie do niego w każdym aspekcie życiowym. Czy moje życie sprowadza się tylko do jego osoby? Przecież mam szkołę, przyjaciół, brata... Mam też swoją przeszłość, o której powinnam choć trochę napomknąć, aby zarysować swoją postać.
Rodzice Philippa i moi zginęli, kiedy miałam czternaście lat, dokładnie czternastego marca dwa tysiące dwunastego roku. W tym okresie, kiedy najbardziej ich potrzebowałam, jednocześnie ich nie chcąc. Opiekowała się nami babka, matka naszej mamy, oczywiście także do czasu. Staruszka zmarła tuż po osiemnastych urodzinach mojego brata, dołączając przy tym do jedynej córki i ukochanego zięcia. I tym sposobem zostaliśmy sami w Norymberdze, rodzice i rodzina ojca zamieszkuje odległy Bielefeld i Hanower.
Przez czas od śmierci naszych rodziców... Staliśmy się całkiem innymi osobami. Mój brat grał na nosie babci, a swój wolny czas poświęcał piłce nożnej. Ja z cichej i spokojnej nastolatki... Stałam się swoim przeciwieństwem. Buntowałam się, nie potrafiłam się pogodzić ze stratą rodziców. Popijałam, nawet paliłam... I to nie tylko papierosy. Ale z pomocą kobiety i przyjaciół zrozumiałam, że to nie jest dobra droga. Z czasem się ustatkowałam, jeśli tak można to powiedzieć. Dziś też imprezuję, aktywnie korzystam z życia, ale... ale z umiarem. Chyba.
Jednakże mój braciszek dalej ma wizje sprzed chociażby roku i pilnuje mnie jak oczka w głowie. Próbował zastąpić mi rodziców, przecież jest tym starszym i bardziej rozsądnym, jak to argumentował. Jednocześnie dążył do tego, aby nasze relacje nie zostały tym zaburzone. To on jest powiernikiem wszystkich moich sekretów... A nie, wróć. Jest jedna rzecz, o której nie wie. I nigdy się nie dowie. Wiadomo dlaczego.
Jestem jak większość normalnych uczennic jednego z tutejszych liceów. Jak każda z nastolatek miewam swoje kompleksy, problemy i...i marzenia. Zdecydowanie za dużo marzę.
Kiedy moje koleżanki zachwycały się kolejnymi zawodnikami Borussii Dortmund, czy wielkiej Barcelony i Realu, ja...ja swoją uwagę skupiałam na jednym z reprezentantów Regionalligi, w której dotychczas grywał mój brat, który teraz powoli wkręca się w drugą Bundesligę. Na jednym z jego kolegów. najbliższych druhów... Nie powinnam, aczkolwiek... Nie robiłam tego świadomie.
Wiedziałam, że go tak naprawdę nie znam. Może parę razy udało nam się powiedzieć cześć, czy chwilę spędzić w przestrzeni salonu, kiedy Philippa nie było. Ale nigdy nie odważyłam się zagadać, spróbować go poznać. Nie chciałam się narzucać.
Idealizowałam go w myślach. Widziałam go jako chodzący ideał. Swój osobisty ideał. Nieosiągalny cel... Ale marzyłam, a te wizje... Były lepsze niż wspaniałe.

Nie lubiłam wyjazdów i meczów wyjazdowych. Miałam do nich wewnętrzny uraz. Nie znosiłam zostawać sama, bo... Bo wszystko wracało. Minęło tyle czasu, a ja...nadal się nie pogodziłam z tym, że utraciłam dwie najważniejsze osoby.
- Chloe... - wyszeptał Phil, siadając obok mnie. Zawsze używał tego tonu w dniu, kiedy wyjeżdżał. Było w nim słychać poczucie winy i żal, jakby te wyjazdy to był jego wymysł i robił to z czystej przyjemności, ale budziły się w nim wyrzuty sumienia. Wiedziałam, że tak nie robił... Spełniał się zawodowo, przecież dzięki piłce gwarantował nam lepsze warunki bytowe, a jego pensje były dodatkiem do renty po rodzicach i babci.
Wiedziałam też, że się bał, bo na drodze pełno wypadków, a w jednym takim ofiarami byli nasi rodzice...
- Philipp, jedź już, proszę... Przecież wiesz, że zawsze to tak wygląda. Ja płaczę, bo się boję, Ty się boisz... A wiesz, jak to się kończy... - dobrze, jak zawsze.
Westchnął ciężko, otaczając mnie swoimi ramionami. Odruchowo się w niego wtuliłam. Potrzebuję bliskości... A mam tak naprawdę tylko go. Nie jestem człowiekiem, który ufa wielu ludziom i otwarcie opowiada im o swoich problemach. Żadna z moich koleżanek tak naprawdę mnie...nie znała. Pośród nich byłam kimś innym, z Philippem także, a gdy byłam sama... Zamieniałam się w jeden kłębek nerwów.
- Dzieje się z Tobą coś, czego nie potrafię rozgryźć. Mam wrażenie, że coś ukrywasz i to nie od dziś...
Miał skubany rację. Okropnie bolącą rację. Ale czy... Czy którakolwiek z dziewcząt przyznałaby się, że podkochuje się w kumplu jej brata? Oczywiście, że żadna. Więc on myśli, że co? Że będę odmieńcem jakimś i powiem mu, że jak widzę Ivana to żołądek wywija mi fikołka?
- Wydaje Ci się - uśmiecham się blado, opierając głowę o jego pierś.  Lubiłam słuchać bicia jego serca.
Miałam wrażenie, że to wszystko...odbiera mi powietrze. Bezceremonialnie je kradnie, śmiejąc mi się wprost w twarz. A ja nie potrafię temu zaradzić. Desperacko chwytam się tego, co teraz mam. Jednocześnie o wiele za często zamykając się w kleszczach przeszłości.
- Mała - jego głos nagle stał się spięty, a w piersi zawibrowało. Podniosłam się, spoglądając na niego. - Muszę już wychodzić, jeśli Roger ma mnie nie zabić.
- Jasne... - wstałam z kanapy, a brat za mną. Razem ruszyliśmy do korytarza, w którym stała jego torba. Założył na ramiona kurtkę, a na stopy buty i znów mnie przyciągnął do siebie.
- Bezpiecznej podróży - powiedziałam cicho, cmokając go w czoło. Uśmiechnął się, mierzwiąc mi włosy. Zmarszczyłam nos, na którym po chwili wylądowały jego usta.
- Bądź grzeczna, a o dwudziestej drugiej miej już zgaszone światło - jego ton nagle stał się bardzo potwornie poważny.
- Dobrze, dobrze... Mogę zaprosić Amandę na noc? W dwójkę będzie nam raźniej...
- Jeśli nie będzie miała nic przeciwko, to jasne - tym razem musnął moje policzki, po czym się odsunął. Sięgnął po torbę i schwycił w jedną z dłoni klamkę. Zawsze się wahał.
- Idź, nie wracaj na mnie uwagi - nie podnosiłam głosu, bo...bo wiedziałam, że się poryczę. Zawsze tak się działo. Nie był szczególnie zadowolony, kiedy naciskał metal i popychał drzwi.
- Kocham Cię mała, uważaj na siebie - posłał w moją stronę buziaka.
- Też Cię kocham, walczcie i wygrywajcie - po tych słowach zniknął po drugiej stronie.
Przez pierwsze chwile nigdy do mnie nie docierało, ze na nadchodzące dwa dni weekendu zostaję sama. Gdy w końcu moich uszu uderzyła otępiająca cisza... Poczułam, jak mój humor momentalnie spadł na samo dno.

***


nie wiem, czemu dziś jestem. dodanie tego chodzi mi po głowie od chwili, kiedy w ogóle pojawił się prolog... 
pierwsze rozdziały na początku będą właśnie z takim dłuższym tekstem, czy też monologiem myśli Chloe. zarysuje Wam to trochę fabułę, pozwoli wejść w jej głowę... mam nadzieję, że Was tym nie zanudzę!
(zauważyłyście, że nie ma na razie niczyich zdjęć? XD)


4 komentarze:

  1. Chloe to ja...
    KOCHAM JAK PISZESZ, WIESZ? /Luki

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku jak ja czekałam na rozdział! postać Chloe jest intygująca i jestem ciekawa kiedy jej sekret wyjdzie na jaw...oczywiście czekam już na 2! ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Melduję się!
    No, powiem szczerze... teraz to mnie zauroczyłaś totalnie *.* Genialny rozdział!
    Podoba mi się też strasznie postać Chloe. Ma w sobie coś takiego przyciągającego i intrygującego jednocześnie... na pewno w kolejnych częściach będzie ciekawie, po tobie można się wszystkiego spodziewać :D
    Czekam, buziaki :**

    OdpowiedzUsuń