Z klubu wróciliśmy w środku nocy. Dawno nie czułam się taka...taka wolna. Od kiedy zaczęłam na niego inaczej patrzeć, to czułam, że zamykam się w klatce. Ale dziś... Było zupełnie inaczej. A to wszystko dzięki osobie Henrika. Szczerze? Nie wiem, jak można określić nasze relacje, tym bardziej po tym, co miało miejsce. Na pewno to nie jest związek, ni nic z tych rzeczy. To co? Podwyższony stan friendzona? Na dobrą sprawę nic do niego nie czuję. Tylko dobrze się z nim bawiłam i ma nieziemskie usta. Tylko i aż...
Nie odezwał się przez całą niedzielę, tylko w nocy napisał, że dziękuje za cudownie spędzony czas. Ja też nie miałam w planie do niego pisać. Nie chciałam się narzucać, ale.. Ale nie tylko.
Mam wrażenie, że ta część mnie – ta, której nie potrafię kontrolować – nadal liczy, że on widział to, co robiłam. Widział i ten widok powodował u niego zazdrość, jakiej nigdy nie doznał. To głupie, ale...potwornie prawdopodobne dla mnie i mojej...naruszonej psychiki.
Philipp wrócił w niedzielę popołudniu. Nie pytał się ani o mój stan zdrowia, ani o to, co robiłam przez ten czas, kiedy go nie było. Może jednak widział i...poskarżył mu się? Gdzie tam, to przecież co najmniej niedorzeczne. Na pewno mnie nie widział, nie mógł, był za bardzo zaabsorbowany kimś zupełnie innym.
- Chodź, zjemy coś na mieście, nie chce mi się niczego pichcić - zaproponował niedzielnym wieczorem, kiedy siedzieliśmy przed telewizorem. Do tejże decyzji podkusiło go donośne burczenie, dobywające się z jego brzucha. - I Tobie tez nie chce się nic robić, co nie?
Zaśmiałam się pod nosem. Tak naprawdę byłabym w stanie coś tam stworzyć, ale widocznie nie chciał, abym nawet spróbowała. Chciał mnie wyciągnąć z domu, czy co?
- Oczywiście, że nie. Prowadź, panie kierowco - podnieśliśmy się z kanapy i przygotowaliśmy na wyjście.
Oparłam głowę o zagłówek, siedząc w samochodzie. Silnik był włączony, jednakże ten nie miał na razie zamiaru wyjeżdżać. Spiorunowałam go spojrzeniem. No halo, taki chętny, a teraz co?
Oczywiście, jak to on, siedział z nosem w telefonie, a palce w tempie błyskawicy przesuwały się po ekranie. Odetchnęłam ciężej, kręcąc głową. Typowy Philipp.
- Hercher, co Ty właśnie robisz?
- Poczekaj chwilę - mruknął, nawet nie odrywając wzroku od urządzenia. Wywróciłam oczami, znów opadając na skórzane oparcie. A niby to ja mam jakieś wieczne problemy z wyjściem. Oczywiście on to niewiniątko, które nigdy nic nie robi! Czasem hipokryzja ludzka nie zna granic.
Był tak zajęty tym telefonem, że nawet nie włączył muzyki. Słychać było tylko każde naciśnięcie przycisku na klawiaturze dotykowej. Prócz nich także nasze oddechy. I nic innego.
Gdybym tylko miała tę możliwość, to sama bym poprowadziła samochód, aby w spokoju mógł się wyżyć na diabelskim urządzeniu. Jednakże nie, na kurs dopiero zapisuję się w dniu swoich osiemnastych urodzin. I przez jeszcze dwa miesiące jestem od niego uzależniona... No chyba że lubię komunikację miejską, lub długie spacery.
Dla zabicia nudy i oczekiwania wyciągnęłam swój telefon i zerknęłam na Snapchata. Nic szczególnego, zazwyczaj zdjęcia przedstawiające moich znajomych, próbujących się uczyć. Bezskutecznie. Jednak... Jedno 'story' potwornie mnie zainteresowało...
Filmik z jakimiś rapsami w języku angielskim i ciemna droga, którą pokonywał. I ten głos, który próbuje rapować z wykonawcą... Gdzie mógłby jechać?
Phil na całe szczęście chyba tego nie słyszał. Też nie widział mojej reakcji. Jeny, ile bym dała, aby ten głos mnie budził, czy pomagał zasnąć... Aby mówił do mnie rzeczy, o których nikt nigdy nie słyszał. Aby kierował w moją stronę te najsłodsze słówka...
W końcu opuściliśmy nasze podwórko. Praktycznie w ogóle nie rozmawialiśmy, brat zdążył włączyć odtwarzacz, z których popłynęły piosenki podobne do tych, które słyszałam na filmiku od Knezy... Co jak co, ale oboje mają zryty gust. No ale cóż, upodobań innych nie można zmienić.
Droga do restauracji nie była zbyt długa. Po góra dziesięciu minutach jazdy wysiadaliśmy już z samochodu. Chłopak grzecznie otworzył przede mną drzwi i przez nie przepuścił.
- Chodź tam, na sam koniec - nie wiem, co wyrażała moja twarz, ale na pewno to była jedna z tych min w stylu 'wtf, co się dzieje'. Oczywiście jako pokorne i uzależnione od niego cielę musiałam podążać za nim. Że też nie skojarzyłam wszystkich faktów wcześniej...
Siedział tam.
Jakby nigdy nic.
Cudowny, żywy, a co najlepsze... Znów na wyciągnięcie ręki.
Jednakże w mojej głowie znów zamajaczyły obrazy z poprzedniej nocy. Zrobiło mi się z lekka niedobrze, a w oczach chyba stanęły łzy, bowiem czułam ich pieczenie. To nie czas na ryczenie, Chloe, próbowałam się zebrać. Będziesz miała na to jeszcze mnóstwo czasu.
Chłopacy przywitali się po swojemu. Tego skomplikowanego układu za nic w świecie nie da się powtórzyć, a oni mimowolnie go robią przynajmniej dwa razy dziennie – na powitanie i na pożegnanie. Przyglądałam się im, przestępując z nogi na nogę. Czułam swoje rosnące zdenerwowanie.
- Hej - posłał w moją stronę najzwyklejszy uśmiech, który już powodował u mnie palpitację serca. Ten głos... Ale musiałam zachować się jak człowiek, a nie jak fangirl. Odwzajemniłam gest, splatając swoje dłonie razem. Patrzyłam się tylko przez chwilę, aby nie nabrał żadnych podejrzeń.
- Cześć - uważnie mnie obserwował, kiedy zajmowałam miejsce przy czteroosobowym stoliku. Zaraz potem na miejsce obok mnie wślizgnął się Philipp, a na końcu Ivan.
Próbując zapanować nad wewnętrznymi emocjami, które najchętniej by się ujawniły, przysłuchiwałam się rozmowie swoich towarzyszy. Dla odwrócenia uwagi od swojej osoby wyciągnęłam telefon i bez celu zabrałam się za przeglądanie internetu. Tak upłynęło mi oczekiwanie na jedzenie, które zamówiliśmy.
Jako że każdy samiec poza jedzeniem świata nie widzi, to bez problemu mogłam powrócić do żywych. Mimowolnie czułam podenerwowanie i to, że ktoś mi się przygląda. Jadłam powoli, niespiesznie... Tak naprawdę nie byłam głodna, a to wszystko przez niego. Nie potrafiłam się zmusić na tyle, aby zjeść w spokoju. Bałam się, że się wygłupię, czego naprawdę nie chciałam.
Po zjedzonej kolacji Philipp gdzieś zniknął na chwilę. Poczułam, że z lekka zaczynam się trząść. Zostałam z nim sam na sam. Dudniło mi w uszach, było mi gorąco... Czemu tak bardzo się tym denerwowałam? Co mogłoby niby się stać?
Znów miałam wrażenie, że ktoś się na mnie gapi. Z ogromną uwagą wpatrywałam się w stół, przy którym siedzieliśmy.
- Wczoraj taka nieśmiała nie byłaś - znikąd usłyszałam jego głos. Momentalnie zamarłam.
- W jakim sensie? - udałam głupią.
- Nie udawał głupiej - mruknął trochę ostrzej, jakby mnie przejrzał. - To, że ze sobą praktycznie nie rozmawiamy nie znaczy, że nie wiem, jak wyglądasz i nie mam prawa wiedzieć, co robisz - w końcu się zebrałam i na niego spojrzałam. Opierał brodę o dłonie, wpatrując się we mnie tymi swoimi wspaniałymi oczkami.
Naprawdę może go to interesować?
- Philipp wie, że masz chłopaka?
- To nie był mój chłopak - ...czemu postanowiłam mówić prawdę? Zgłupiałam do reszty, co nie?
Chwilę nic nie odpowiadał, analizował tę wypowiedź. Po co się tym w ogóle przejmował?
- Jeśli nie chłopak, to kto? - uniósł brwi ku górze. No brawo, skoro zaczęłaś, to musisz skończyć.
Milczałam, a on nieprzerwanie się na mnie patrzył. Czemu chciał wiedzieć to wszystko? Czemu nie potrafiłam na niego spojrzeć? To może być jedna z nielicznych okazji do tak bliskiego kontaktu...
- Wznowimy ten temat później - i jak na zawołanie usłyszałam głos Philippa. Jezu, co to właśnie się wydarzyło?
![]() |
| powaga Ci nie wychodzi, słońce |
w końcu. prawda? w końcu się nad nimi „zlitowałam”, co nie? jednakże miejcie tę świadomość, że długa droga przed naszą dwójką ;) i to, no wiecie, nie za szczęśliwa.

Detektyw Ivan, odcinek 4
OdpowiedzUsuńŚledziłem każdy jej ruch. Wiem co robiła.
Ciąg dalszy nastąpi /Wikson
Cudo ❤❤❤❤
OdpowiedzUsuńsmieje sie, jaki stalker z niego :D
OdpowiedzUsuńno wreszcie, już myślałam że nigdy tego nie zrobisz! ;-;
i jaka nie za szczęśliwa droga, co znów wymyśliłaś..):
czekam <3
Jestem i tu!
OdpowiedzUsuńNo, kochana, ja się wkręcam coraz głębiej w tą historię, bo robi się naprawdę interesująco ^^ Świetny rozdział!
Ktoś się tu bawi w detektywa i stalkera jednocześnie :D Zobaczymy, jak to się rozwinie.
Weny, buziaki :**