14 lut 2017

Etwas sitzt auf meiner Brust - 03.

Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak zareaguję na wiadomość, że ma kogoś. Jak zobaczę go z jakąkolwiek dziewczyną. Mimo tego, że byliśmy dla siebie zupełnie obcymi osobami, to...to zawsze była we mnie jakaś wewnętrzna nadzieja, że może jednak nam się uda. Każda z dziewcząt miewa taką myśl – jak spojrzy na przypadkowego kolesia – która jej mówi, że ten ktoś mógłby być ojcem jej dzieci, co nie? Chyba pod tym aspektem też go widzę. Pomimo, że wiem, jaki jest. 
Za każdym razem, kiedy coś podsłyszałam na temat jego „podbojów”... Nie byłam w stanie określić tego, co wówczas czułam. Tego bólu nie da się określić słowami. Chociaż ten ból nie powinien istnieć, nigdy nie będę dla niego, a on dla mnie... 
Coraz częściej zdarzają się chwile, kiedy mam dość tego. Kiedy chciałabym, aby stał się dla mnie nikim, bo...ta klatka mnie przytłacza. I w momencie, kiedy wydaje mi się, że wygrywam, to...znów się pojawia na mojej drodze. I jego najzwyklejszy gest pakuje mnie w tę pieprzoną klatkę zwaną miłością. Nieodwzajemnioną miłością. Platoniczną, nie mającą najmniejszego sensu swojej bytności.
Przecież miłość to coś pięknego, więc dlaczego muszę cierpieć? Czemu musi cierpieć ta masa ludzi, której serce bije dla kogoś dla nich nieosiągalnego? Czemu to wszystko jest takie skomplikowane?
Czasem również zastanawiam się nad tym, jakby wyglądało moje życie, gdyby jego osoba się w nim nie pojawiła. Może zakochałabym się w kimś mi bliższym, podobnym. 
Wtedy przychodzą inne pytania, które oddalają mnie od Knezy. Jakby ta nasza miłość wyglądała? Gdzie byśmy mogli się poznać... Dosłownie wszystko. Jednakże większość myśli stanowi on i wszystko z nim związane. Także... Moje wizje, które...tak naprawdę same mnie nakręcają. Sama się pakuję w to głębiej, nawet nieświadomie...

Zamarłam, widząc postać Ivana w towarzystwie jakieś tapeciary. Moje serce dosłownie się zatrzymało, a wzrok wwiercał się w niego. Fakt, chciałam go zobaczyć, ale... Ale nie w takiej sytuacji.
Henrik tymczasem „walczył” o swoją uwagę, a jedna z jego dłoni powiodła przez mój brzuch wyżej, bliżej szyi... Nie potrafiłam na to zareagować. To głupie, ale nie jestem w stanie sama się uwolnić. Oh, czy Bartsch nie potrafiłby być moim lekiem na to piekielne uczucie? On, albo ktokolwiek inny?
Nie chciałam widzieć tego, jak ją obejmuje. Jak wtula twarz jej włosy... Ale nie potrafiłam się spojrzeć na swojego towarzysza.
Chciało mi się płakać, chciałam też stąd uciec. Nie chcę już tego znosić... Ale nie umiem się uwolnić. Jestem za słaba na tę walkę.
Poczułam jak opuszki palców chłopaka muskają mój gorący policzek. Jego twarz w końcu zasłoniła mi ten okropny widok, przez co byłam w stanie wreszcie na niego spojrzeć. Chciałam zapomnieć o tym, co widziałam, ale byłam świadoma tego, że te kilka sekund na długo pozostaną mi w pamięci.
Nasze nosy się zetknęły, a jego oddech owionął moją twarz. Jego tęczówki, które wówczas były niemal czarne, wpatrywały się we mnie z pragnieniem. Nie wiem, co odczytał z moich - bo na pewno to nie było to samo, co u niego – ale i tak zrobił to, czego chciał.
Chyba utraciłam nad sobą kontrolę. Chyba też poczułam potrzebę bliskości, ale...czy chciałam, aby tą osobą był właśnie Henrik? W sumie to nie miałam „wyboru”... 
Zacisnęłam mocniej dłonie na jego karku, odwzajemniając pocałunek. Nie byłam sobą, moja osobowość zaginęła, próbując powstrzymać ludzkie emocje. Wypłaczę się w domu. Stery teraz przejęła moja imprezowa strona, moje całkowite przeciwieństwo.
- Wiedziałem, że kryje się w Tobie bestia, Mała - wymruczał donośnym tonem wprost w moje ucho. Jego ciało ściśle przylegało do mojego, a dłoń, która dotychczas znajdowała się na plecach, przesunęła się o wiele niżej.
Szczerze to moja opanowana strona zaczęła się zastanawiać, czy opcja z pozostaniem w domu byłaby zdecydowanie lepsza. Chyba jednak wolałam siedzieć sama, niż mieć teraz tę świadomość, że zrobiłam coś...wbrew w sobie? Jeśli tak można to nazwać. 
Nie powiem, Henrik jest naprawdę przystojny, ale... Nie sądzę, abym mogła odnaleźć w nim „to coś”. Gdyby było to możliwe, już dawno bym się uwolniła od Ivana. 
Znikąd poczułam jego zęby zagłębiające się w mojej szyi... O kurwa, łagodnie rzecz mówiąc. Nie potrafiłam go odepchnąć i to nie tylko dlatego, że w porównaniu do niego byłam najnormalniej bezsilna i bezbronna. Moja gorsza strona chciała tego, co robił... A nad nią nie da się zapanować. Kiedyś mi się udawało, ale nie po takim czasie...
Odchyliłam głowę do boku, aby miał wygodniej. Mój wzrok znów zawędrował tam, gdzie nie powinien... Oh, czemu musieliśmy się znaleźć w miejscu, gdzie ludzi było zdecydowanie mniej? Gdzie bez problemu mogłam widzieć, jak obściskuje się z tą...wywłoką? Jak łamie mi tym serce, które czeka na niego?
- Chodźmy do baru, chcę pić - zwróciłam się do niego, kiedy znów dane było mi widzieć jego twarz, zasłaniającą mi tamten widok. Chcę zapomnieć, nie pić.
Kiedy przetrawił tę wiadomość, wypuścił mnie z objęć i ujął jedną z moich dłoni. Oparłam głowę na jego ramieniu, skupiając się na pokonywanej przez nas trasie. Starałam się, aby nikt niczego nie zauważył. Tym bardziej Bartsch.
Próbowałam oddychać miarowo, ale miałam wrażenie, że w tym powietrzu nie ma za dużo tlenu i nie mogę się porządnie zaciągnąć. Ewentualnie coś siedzi na mojej klatce piersiowej (fizycznie to niemożliwe, ale kto się tym przejmuje?) i uniemożliwia mi swobodne oddychanie. Taka...gula? Kula? Możliwe...
Na jednym łyku opróżniłam szklankę, którą podał mi chłopak, będący dziś abstynentem. Siedział tuż obok mnie, skupiając swój wzrok na mojej osobie. Jedna z jego dłoni obejmowała naczynie z sokiem, a palce drugiej miarowo sunęły po mojej nodze, powodując przyjemne mrowienia. Nadal nie byłam w stanie zwalczyć w sobie tego ucisku. Nadal nie byłam w stanie pozbyć się ze swojej głowy obrazów z parkietu. Chciałam... Chciałam wrócić do domu.
- Wyjdziemy na zewnątrz? Muszę się przewietrzyć - nachyliłam się nad nim, aby bez problemu mógł usłyszeć moją wypowiedź.
To dziwne, że latał za mną jak pies, był wręcz na każde moje skinienie. Może liczył później na coś więcej?
Objął mnie ramieniem, kiedy kierowaliśmy się w stronę wyjścia na zewnątrz. Gdybym powiedziała, że to było nieprzyjemne doświadczenie to w sumie...skłamałabym. Jednakże nadal brakowało dużo do tego, abym czuła się z nim dobrze.
Wciągnęłam po raz kolejny powietrze nosem, czując tym razem nutkę jego perfum. Obróciłam głowę, aby poczuć ten zapach bardziej. Był... taki męski, ale jednocześnie delikatny. Idealna mieszanka, którą...chciałam wielokrotnie się zaciągać.
Znaleźliśmy się...w swoistym tarasie, który jednocześnie pełnił oficjalną strefę dla palących. Oficjalną, bowiem jak to wiadomo, kopcili także w środku. 
Bez ckliwych wstępów posadził mnie na jednej z barierek, po czym momentalnie do mnie przywarł, ze szczególnym naciskiem na usta. Zaczęło mi się to podobać... Piekielnie bardzo.
- Philipp mnie zastrzeli - zaśmiałam się, kiedy kończył „przyozdabiać” moje ciało kolejną siną pamiątką. Leniwie wpiłam się w jego wargi, nogami oplątując jego biodra. W sumie powinnam się tym przejąć jakoś... Przecież go okłamałam. Ale... Poczułam się tak beztrosko, że nie chciałam tego przerywać. Przestałam nawet czuć ten piekielny ucisk...


tak, Henrik „gra” w drugiej drużynie BVB :v
znowu nie wiem, co tu robię, haha. jednakże jestem świadoma, że chyba za długo nie pożyję XD 

4 komentarze:

  1. TY GŁUPIA PIPO, CO TY ROBISZ... / Wiks -,-

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem!
    Rozdział świetny, bardzo mi się podoba, chyba jak na razie to mój ulubiony z tych dotychczasowych ^^
    Ale właśnie... cóż ty kochana tutaj wyczyniasz, co? Jejciu, to się robi wszystko coraz bardziej poplątane...
    Weny życzę, buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaplątałaś im w życiu, wiesz? I zniszczyłaś moją wizję na ich szczęśliwy związeczek :(
    Jeny jaki porządny rozdział! :D Uwielbiam takie dłuższe ^^
    No to czekam na kolejny, bo przeczytałam dzisiaj wszystkie Twoje blogi i żaden jeszcze nie skończył się rozdział dobrze xdd Został mi jeszcze 1! XDD

    OdpowiedzUsuń