Poczułam się gorzej jak dziwka. Gdzie tam „czułam” – byłam nią.
Moja moralność i jakiekolwiek poczucie godności człowieka wróciło zdecydowanie za późno. Ale z drugiej strony gdybym mu odmawiała... Gdybym mu się sprzeciwiała... To na pewno bym go straciła. Byłam tego potwornie świadoma. A nie chciałam go tracić, gwarantował odskocznię od codzienności.
Ale przecież sama tego chciałam. Sama chciałam mu się oddawać. Nie zmuszał mnie do niczego. Nikt mnie nie zmuszał. Była to tylko i wyłącznie moja świadoma decyzja. Decyzja, która zniszczyła moje poczucie człowieczeństwa.
Tamtego wieczora wróciłam w pobliżu północy. Ivana już nie było. W sumie to naprawdę dobrze... nie byłabym w stanie chociażby na niego spojrzeć. Sam nie był święty, ale... To nie było za zbytnio fair wobec niego, skoro... skoro go kocham.
Sprzedałam Philowi wersję, że jestem zmęczona i migiem udałam się do siebie, po czym na długo zaszyłam w łazience, gdzie... Poryczałam się z bezsilności. Jak bóbr. Dawno tak nie płakałam z beznadziejności swojego życia.
Jest ich dwóch. Jeden z nich nic do mnie nie czuje, ale to ja wariuję na jego punkcie. Drugi z nich ma odwrotnie – ponoć szaleje za mną, ale jest typem lovelasa, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki. A ja pomimo tego się mu oddałam. Skoro dostał to, czego chciał, to bez niczego mógł zakończyć naszą krótką, ale jakże wybuchową „znajomość”, która polegała w większości na zaspokajaniu swoich potrzeb. To chore. A nawet i obrzydliwe.
- Chloe? - spytał brat, kiedy tylko rzuciłam torbę na podłogę. Kogo innego mógł się spodziewać w naszym domu? Przecież tylko on i ja mieliśmy do niego klucze.
Nic mu nie odpowiedziałam. Nie byłam w stanie wykrztusić z siebie nic sensownego. Coraz gorzej radziłam sobie z tym, co we mnie siedziało. Czyżby wreszcie nadszedł dzień, w którym miał wszystkiego się dowiedzieć?
Ostatnimi dniami funkcjonowałam jak robot. Przestałam czuć się sobą, źle czułam się w swoim ciele. Chciałam uciec, zapomnieć... Chciałam z tym skończyć. Ale jestem, zbyt słaba, aby to zrobić.
Ostatnimi dniami funkcjonowałam jak robot. Przestałam czuć się sobą, źle czułam się w swoim ciele. Chciałam uciec, zapomnieć... Chciałam z tym skończyć. Ale jestem, zbyt słaba, aby to zrobić.
- Chloe, dzieje się z Tobą coś złego... - podszedł do mnie i schwycił moje ramię, a ja... się rozpłakałam. Przy nim. Pękłam jak szklana butelka, uderzona o ścianę.
- Mam dość - wyszeptałam, opierając się czołem o zimną taflę szkła. Łzy leciały ciurkiem po moich policzkach, zmywając z nich cały makijaż, jaki dziś na siebie nałożyłam. A było go... Naprawdę wiele. Szczególnie na szyi. Ale teraz naprawdę mnie to nie obchodziło.
Przyciągnął mnie do siebie, zamykając w swoich kleszczach. Dalej płakałam, tym razem mocząc łzami jego koszulkę, na której zaciskałam dłonie.
- Czego masz dość? - miarowo gładził mnie po plecach. W co ja się teraz wplątałam?
- Wszystkiego, Phil. Dosłownie wszystkiego...
- Chloe, co się z Tobą dzieje? - zadał w sumie proste pytanie, a ja pomimo tego nie potrafiłam na nie odpowiedzieć. Co mogło się ze mną dziać? Cierpiałam. Potwornie bardzo cierpiałam.
Łkałam, nie będąc w stanie się zebrać. Brat wziął mnie na ręce i zaniósł do salonu. Usiadł ze mną na kanapie, sadzając na swoje kolana. Siedziałam wtulona w niego, nie będąc w stanie czegokolwiek z siebie wykrztusić.
Chciałam mu powiedzieć o tym i to wielokrotnie. Ale zawsze nie byłam w stanie. Nie mogłam przecież powiedzieć mu, że kocham się w jego najlepszym przyjacielu! Więc, żeby o tym wiedział, to musiałam trochę uogólnić...
- Jest ich dwóch - z trudem wydostało się to z moich warg. Odetchnęłam ciężej, próbując ze sobą walczyć. - Jeden z nich ma mnie kompletnie gdzieś, jestem dla niego jak powietrze. Drugi... Pociąga mnie, tak samo jak ja jego. Ale wiem, że to nie ma sensu, bo... Bo chce się wyszumieć, a ja potrzebuję kogoś na dłuższą metę. Swoje już wyszalałam, chcę teraz spokoju. To i wizja tego, że to za szybko... Nie radzę sobie, Phil.
Przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Jego dłoń nieprzerwanie gładziła moje plecy, co w końcu zaczęło mnie uspokajać. Łzy z czasem przestały wypływać z moich oczu, a oddech powoli się unormował.
- Potrzebujesz czasu, słońce - wyszeptał, kiedy przeniosłam na niego wzrok. Pogładził mnie po policzku, uśmiechając się blado. - A na tego dupka, który ma Cię gdzieś nie zwracaj nawet uwagi. Nie wie, co traci - gdybyś tylko wiedział, kogo mam na myśli...
Prychnęłam cicho, a ten znów pozwolił mi się w siebie wtulić. Dłuższą chwilę milczeliśmy, udało mi się przez ten czas opanować do końca. W sumie poczułam się lepiej, kiedy brat mniej więcej już wiedział, co się dzieje. Na pewno czekał na tę chwilę, przecież widział, że coś się ze mną działo.
- Kto jest tym drugim? - znów przerwał ciszę, jaka pomiędzy nami panowała. - Bo jestem świadomy tego, że o tym pierwszym tym bardziej nie będziesz chciała mówić.
Długo milczałam. Na dobrą sprawę też nie chciałam mówić o osobie Henrika. Po co, skoro to i tak pewnie niedługo mu przejdzie?
- Henrik - powiedziałam cicho. W sumie wymamrotałam w jego klatkę piersiową. Nie odzywał się, ale tak czy siak wiedziałam, że usłyszał. I starał się nie myśleć, że to ta osoba, jaką ma na myśli. - Bartsch.
- Chloe... - westchnął ciężko, a jego dłonie opadły po obu stronach jego ciała. W dodatku zadzwonił dzwonek do drzwi. W głębi ducha błagałam, abym nie wywołała wilka z lasu...
- Ja pójdę - zaoferowałam się, podnosząc się z miejsca. Cóż, może odstraszę go swoim wyglądem.
Jego obecność w moim domu naprawdę nie powinna mnie dziwić. A nadal to robiła. Odetchnęłam ciężej, przenosząc wzrok na podłogę. Nadal nie potrafiłam na niego spojrzeć.
- Zrobił to, prawda? - syknął cicho, nieśmiało dotykając mojego ramienia. Zaskakiwał mnie, coraz bardziej.
- Kto i co? - nieudolnie zapanowałam nad drżeniem głosu. Przy nim tym bardziej nie potrafiłam.
- Bartsch, a kto. Skrzywdził Cię...
- Dlaczego Cię to interesuje? - ostrożnie podniosłam głowę, obserwując jego twarz. Nie potrafiłam spojrzeć wprost w jego oczy. Widziałam, że coś chce jeszcze powiedzieć, ale ktoś chyba go powstrzymał.
- Ivan? Wiesz coś, czego ja nie wiem? - czułam, że zbiera mi się na kolejny atak. Że znów pęknę, tym razem nie będąc w stanie się zebrać.
- Wiem tyle, ile Ty teraz, Phil - ten poważny ton... Był naprawdę uzdolnionym aktorem, a jego zdolności mógł pozazdrościć niejeden artysta.
- Wiedziałeś wcześniej i nic mi nie powiedziałeś? Chloe? - poczułam na swoich plecach jego mrożące spojrzenie. - Chloe, masz mi coś do powiedzenia?
Nawet się nie odwróciłam... Po prostu pobiegłam do siebie, zostawiając Ivana na pastwę mojego dociekliwego brata.
TAK, LUBIĘ PRZERYWAĆ W TAKICH MOMENTACH
za tydzień parę dni kolejny rozdział, który uwielbiam 💝
![]() |
| jestem nieziemsko dumna 💝 teraz niech trener FCN pomoże spełnić mi moje sny i witaj 2BL 💝💝 |


... Dlaczego kończysz w takich momentach, na chce więcej
OdpowiedzUsuńDosc mocno sie wciagnelam ok /Wiks
Melduję się!
OdpowiedzUsuńWybacz, że tak w kratkę, raz jestem, raz mnie nie ma, ale ostatnio nie mam na nic totalnie czasu... :(
Rozdział oczywiście cudny, chociaż... wiesz ty co, w takich momentach kurczaczki jasne się nie kończy! :D
Weny życzę, buziaki :**
oho, no to żeś zakończyła...;-;
OdpowiedzUsuńciekawe jak będzie wyglądała dalsza pogawędka Phila z Ivanem...cóż, może być niezbyt miło xD
czekam <3
Już zaczynam mu współczuć :D
OdpowiedzUsuńAle kończysz w takich momentach, że mam ten niedomiar i nie moge się doczekać kolejnego rozdziału xd
Ciekawi mnie ich pogawędka :D
Czekam na kolejny! ^^
Dlaczego kończysz w takich momentach? ;.; Tak się nie robi ;.; Czekam na kolejny :*
OdpowiedzUsuńJeny... Ivi...
OdpowiedzUsuńTajemnicza bestia :DD
Cudo ❤❤