To zwycięstwo zapewne było długo świętowane przez zawodników FCNII. W końcu niecodziennie wyrywa się komplet punktów na terenie najlepszej drużyny sezonu. Przez cały czas przeszywała mnie duma, której nie dało się opisać nawet w najpiękniejszych metaforach.
Mój mężczyzna został bohaterem. I to nie tylko ja tak uważałam.
Nie mogę być w stu procentach tego pewna, ile to świętowanie trwało, bowiem... impreza dla Ivana oraz mnie skończyła się naprawdę szybko. To było naprawdę dziwne, nieprawdaż? On i nieimprezowanie? Ciężko w to uwierzyć, szczególnie mając przed oczami obrazy chociażby z lutego. To wszystko tak bardzo się zmieniło przez te tygodnie... Teraz było tak cholernie dobrze. Jednak nie idealnie, bo brakowało Phila.
W sumie ten powrót do domu był tak trochę takim wybawieniem i dla niego, i dla mnie.
Czułam się nieco dziwnie w towarzystwie jego znajomych i przyjaciół, mając na uwadze to, co widzieli na stadionie w Regensburgu... Bo na pewno widzieli tę scenę przy trybunie. Na pewno... A on odczuł ogromną ulgę, kiedy z pola widzenia zniknęła jego drużyna.
Czułam się nieco dziwnie w towarzystwie jego znajomych i przyjaciół, mając na uwadze to, co widzieli na stadionie w Regensburgu... Bo na pewno widzieli tę scenę przy trybunie. Na pewno... A on odczuł ogromną ulgę, kiedy z pola widzenia zniknęła jego drużyna.
Poczułam mało przyjemne dreszcze, jakie powodowało zimno. Potarłam ramiona, na których była gęsia skórka. Było już późno, bardzo późno, w dodatku się schłodziło... A ja miałam na sobie spodenki i jego klubową koszulkę. Nie przygotowałam się, moja wina. Aczkolwiek skąd miałam wiedzieć, że będzie to tyle trwało?
- Chodź tu, zmarźlaku - rozpostarł ramiona, w które od razu się wtuliłam. Gęsia skórka stała się jeszcze większa... Zdecydowanie nie przyzwyczaiłam się do jego dotyku. I nie sądzę, żeby kiedykolwiek się to stało. W środku poczułam ciepło, które emanowało na tyle, że się rozgrzałam.
Kierowaliśmy się w stronę wejścia do domu, Ivan nieprzerwanie trzymał mnie w swoich ramionach. Trochę dziwnie nam się szło, ale nikt nie narzekał. Otworzyłam drzwi przy pomocy klucza, po czym zabrałam się za zapalanie świateł na parterze.
- Po co zapalasz światła, skoro za długo tu nie zabawimy?
To pytanie sprawiło, że momentalnie się zatrzymałam. Powoli odwróciłam się w jego stronę z wyrazem zapytania na twarzy. Opierał się o ścianę, uśmiechając się szelmowsko, jakby nie był świadomy tego, co właśnie powiedział. Albo że to pytanie nie zrobiło na nim jakiegokolwiek wrażenia.
- Chciałem Ci zaproponować przeniesienie się do mnie... Nie żebym narzekał na łóżko Philippa, czy co, ale tęsknię za swoim... - wywróciłam oczami.
- Tak się tłumacz - zaśmialiśmy się, a ten podszedł do mnie i zamknął w swoim uścisku. Krótko cmoknął mnie w czoło, potem w nos, aby ostatecznie dłużej zatrzymać się na ustach... Nigdy w życiu nie nakręcało mnie tak najzwyklejsze całowanie...
- Dobrze się wytłumaczyłem? - szepnął mi na ucho, po chwili sunąc nosem tuż pod nim. Zacisnął ręce wkoło mojego ciała z jeszcze większą siłą, przyciskając mnie do siebie jak najbardziej się da. Nawet nie dał mi możliwości, aby udzielić mu odpowiedzi. Objął ustami fragment skóry, zasysając powietrze. Do ust dołączył też zęby, przez co donośnie jęknęłam.
- Bardzo dobrze - wyrzuciłam z siebie to niesamowicie cicho, aż dziw, że to usłyszał... Byłam w szoku, że w ogóle to wypowiedziałam na głos...
Znów wrócił na chwilę do moich ust, aby skraść z nich słodkiego całusa. Czułam się jak odurzona, a to wszystko jego wina...
- Spakuj się - mruknął, cofając się ode mnie. Przygryzał wargę, wstrzymując uśmiech cwaniaka. Dobrze wiedział, jak na mnie działał i starał się to wykorzystać.
Skinęłam głową, kierując się w stronę schodów, po których niemal skakałam, czując rozpierającą mnie euforię i ekscytację.
Naznaczył mnie. Nieważne, że wcześniej czynił to Bartsch.
On to zrobił.
Teraz.
Kilka chwil temu.
Oparłam się o drzwi, wzdychając głośno, po czym wybuchłam cichym śmiechem. Tym bardziej nie wierzę w to, że to wszystko ma swoje miejsce w rzeczywistości. To sen... Piękny sen.
Kiedy wróciłam do świata żywych udałam się w stronę szafy i przypomniałam sobie, że nie dowiedziałam się jednej z najważniejszych kwestii... Na ile miałam się przygotować? W ogóle to na co miałam się przygotować?
Mniej istotnym faktem było to, co powinnam zabrać. Nie powinnam przesadzać i spakować bardziej kobiecych ubrań. Nie chciałam, żeby stwierdził, że wręcz domagam się czegoś więcej, bo tak nie było... Chciałam go, cholernie bardzo, ale nie teraz. To nie ten czas.
Nie chciałam, żeby miał mnie za jakąś łatwą. Chociaż pewnie miał, zważając na to, że wiedział, co działo się między Henrikiem a mną. Nie chciałam o tym myśleć, ale taka prawda.
Do torby wrzuciłam kilka luźniejszych ubrań oraz inne najpotrzebniejsze części garderoby. W sumie przygotowałam się na jakiś tydzień, zależało od pogody. A ile to potrwa? Wie tylko on.
Słyszałam ruch w pomieszczeniu, aczkolwiek udawałam, że tak nie było. Jego stopy po cichu odbijały się od drewnianych paneli, jakby szedł na paluszkach, żebym go nie usłyszała. Starałam się wstrzymywać reakcje, jakimi były ciarki na całym ciele. Trzymałam dłonie na drewnianej półce, mocno zaciskając na niej palce. Próbowałam też oddychać miarowo, aczkolwiek miałam wrażenie, że szczególnie mi to nie szło.
Objął mnie jedną ręką, drugą odgarniając mi włosy z karku na prawe ramię. Potem przycisnął tam wargi, pozostawiając lekko wilgotny ślad tuż nad złotym łańcuszkiem, jaki nieprzerwanie nosiłam od dnia swojej osiemnastki. Jego palce subtelnie dotykały materiał koszulki, powodując, że dotychczasowe dreszcze zwiększyły swoją częstotliwość.
Sunął ustami przez całą szyję, co jakiś czas delikatnie przygryzając jej skórę. Przymknęłam powieki, przywierając całym ciałem do niego. Chciałam go, pragnęłam go jak nikogo innego. On chyba mnie też...Jakie chyba? Jego organizm zdradzał wszystko.
Sunął ustami przez całą szyję, co jakiś czas delikatnie przygryzając jej skórę. Przymknęłam powieki, przywierając całym ciałem do niego. Chciałam go, pragnęłam go jak nikogo innego. On chyba mnie też...
Zagryzłam wargi, żeby nie dać mu jeszcze większej satysfakcji. Już ją miał, i to ogromną.
W pewnej chwili jednak zastopował wszystkie swoje poczynania. Byłam wtedy gdzieś w połowie walki rozumu, który zabraniał mi posunięcia się krok na przód, doprowadzenia do tego, czego on też chciał. Mimo to jego ręce nadal przylegały do mojego ciała, podobnie jak wargi do szyi. Jego gorący oddech powodował gęsią skórkę. Z moich warg nieprzerwanie wydostawał się cięższy oddech, a oczy nadal były zamknięte.
- Ne bi trebalo* - wyszeptał z bólem. Chyba najwyższa pora na naukę chorwackiego. Rozluźnił uścisk, a ja momentalnie to wykorzystałam, żeby stanąć z nim twarzą w twarz. Starał się uśmiechnąć, ale jego oczy zdradzały, że coś jest nie tak... Zapiekły mnie oczy na ten widok. - Mała, stało się coś? - pogładził mój policzek jedną z rąk.
Zauważył. Moje ciało zdradzało, że widziałam to, co on teraz czuł.
- Nic... - nie wierzył. - Naprawdę.
*nie powinienem
powinnam być w poniedziałek, blablabla, wiem. ale od piątku jestem w takiej euforii, że aż dziw, że wtedy się nie pojawiłam XD
IVAN MA DRUŻYNĘ, KTOŚ GO ZECHCIAŁ (tak prócz mnie XD)
spójrzcie, jak go wychwalają XD
„Jest szybki i uzdolniony technicznie. Potrafi nie tylko strzelać gole, ale także je przygotować”— nika k 👑 (@dominiquebk_) 23 czerwca 2017

Ooooo mamo ❤❤❤❤❤❤❤
OdpowiedzUsuńPiękności 😍😍❤❤
Czekam na kolejny <3333
Omg, no ale dlaczego nie powinieneś Ivek? Trzeba było dawać dalej ^^
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej takich cudowności :D
Rozdział mega :3