28 cze 2017

Was bedeutet für dich Liebe? - 26.

Mocno trzymał moją rękę, kiedy przemierzaliśmy słabo oświetlone osiedle, na którym mieszkał. Nie rozmawialiśmy, w głowie nadal siedziało mi to, co powiedział na chwilę przed naszym wyjściem. Próbowałam to zrozumieć, przetłumaczyć na niemiecki, ale... Co tu mówić, nie byłam w stanie tego zrobić.
Zastanawiało mnie to, o czym mógł teraz myśleć. A także to, co miał na myśli w chwili, kiedy to mówił i dlaczego powiedział to tak, żebym tego nie zrozumiała. Na dobrą sprawę to się nie trzyma kupy... Chociaż czy cokolwiek w tej relacji da się wytłumaczyć?
Przepuścił mnie jako pierwszą w drzwiach od wejścia do bloku, a także od mieszkania, które znajdowało się na pierwszym piętrze. Dalej milczał, a ta cisza zaczęła mnie przerażać... Coś wisiało w powietrzu.
Stałam tyłem do niego, rozglądając się po jasnym pomieszczeniu. Przy ścianie po mojej lewej stronie stało, w sumie to wisiało, wielkie lustro, przy którym było ustawione kilka par jego butów. Obok lustra wisiały jego bluzy i kurtki, zamocowane zapewne na haczykach. Po prawo odbijało się w stronę kolejnych pomieszczeń.
Zrzucił nasze torby z ramienia na podłogę. Ten huk był jedynym dźwiękiem, jaki był słyszalny w ciągu ostatnich kilkunastu minut... Przeraziłam się i to okropnie.
Momentalnie się odwróciłam. Odetchnęłam z ulgą, kiedy jednak ta myśl, że coś mogło mu się stać była zbyt przesadzona. Głupia, zakochana idiotka.
Podszedł do mnie, pewnie chwytając moją twarz w swoje dłonie. Jego twarz nie zdradzała żadnych uczuć, co trochę mnie niepokoiło.
Spojrzał wprost w moje oczy. Bardzo długo się w nie patrzył, przynajmniej miałam takie wrażenie. Kciukami gładził policzki, trzymając swoją twarz możliwie najbliżej mojej. Jednak nie całował.
To ja zapoczątkowałam tę czułość.
Kilka nieśmiałych, subtelnych muśnięć. Delektowanie się tymi wargami, które... które są moje. W końcu są moje. Czekałam potwornie długo, aby móc powiedzieć to chociażby w myślach.
Zarzuciłam ręce na jego szyję, napierając na jego usta. Odetchnął ciężej, mogąc w końcu oddać się przyjemności na dłużej.
Przesunął dłonie z twarzy, kierując się niżej, wzdłuż ramion, boku... aby zatrzymać się możliwie najniższym punkcie. Lekko uniósł kąciki ust ku górze, zatrzymując swój dotyk pod pośladkami. Zacisnął tam ręce, podciągając mnie do góry. Pisnęłam kompletnie zaskoczona, w odpowiedzi słysząc jego śmiech. Przez chwilę opierałam policzek o jego ramię, sama się śmiejąc. Nie spodziewałam się! 
Oplotłam go nogami w pasie, a ten postawił pierwszy krok przed siebie. A po nim kolejny i kolejny... Nieustannie mnie całował, przez chwilę będąc wręcz brutalnym, aby zaraz znów stać się nieśmiałym, nie wiedzącym, czy dobrze robi. 
Podobało mi się to. Piekielnie bardzo. 
Minęliśmy salon, który, podobnie jak korytarz, także był jasnym pomieszczeniem. Jednakże to nie on był naszym, w sumie jego, celem...
Ręczyłam nade wszystko, że to była sypialnia. Jego sypialnia. Głównym powodem, dla którego tak myślałam, było to, że... ostatecznie zatrzymał się na łóżku, a dokładniej nade mną.
Moja głowa znalazła się między jego ramionami. Wplotłam palce w jego włosy, przyciągając go jeszcze bliżej siebie. Rozwarłam wargi, cicho jęcząc mu w usta. Wykorzystał to na wprowadzenie swojego języka, który momentalnie odnalazł mój. Znalazłam się w swoim osobistym raju.
Ostatkami sił starałam się kontrolować. Te wszystkie działania zmierzały tylko i wyłącznie w jednym kierunku... 
Jego tułów w końcu opadł na mój. Dzieliła na tylko i wyłącznie warstwa ubrań, jakie mieliśmy na sobie. Tylko i aż tak w sumie.
Želim ti*, Chloe - wyszeptał, całując mnie w szyję. Zmarszczyłam brwi, próbując odepchnąć od siebie myśl, co tym razem powiedział. Robi to wszystko specjalnie.
Zadrżałam, kiedy wsunął palce pod moją koszulkę i próbował podciągnąć jej materiał do góry. Uniósł się odrobinę do góry, aby ułatwić sobie to zadanie. Nasze usta ciągle trwały w pocałunku. 
- Ivan... - szepnęłam ledwo słyszalnie, gdy ten powoli odkrywał moje ciało. Gorsza strona mnie chciała się bulwersować, jednakże kiedy ten nie reagował, z błogością oddała się temu, co robił. I czekała na więcej. - Ivan, nie...
To już usłyszał, a jego reakcja była natychmiastowa: od razu się wyprostował, skupiając swoją uwagę na mojej osobie. Zacisnął wargi, cofając ręce, które bezwiednie zwisały wzdłuż jego ciała.
- Zrobiłem coś źle? Wbrew Twojej woli? - spytał, a w jego głosie słyszałam obawę. W jego oczach widziałam coś na kształt pożądania... 
- Nie chodzi o to... - zawahałam się. Czy powiedzenie tego nie będzie błędem? - Bo ja... Nie chcę się z Tobą kochać. Ja chcę Ciebie kochać...
- Chloe... Ja inaczej nie umiem - mówiąc to nawet się na mnie nie patrzył. To bolało...
Prychnęłam, po chwili zaciskając zęby, czując... bezsilność? Chyba tylko to uczucie tu pasuje.
Nie umie? Próbował w ogóle? Dlaczego już skreśla się już na samym początku? 
Nie zgadzałam się z nim w tym przypadku. W ogóle. Tym, co robi od kilkunastu tygodni... Pokazuje mi, że jednak jest w stanie. Że coś do mnie czuje, ale po prostu nie jest w stanie tego przekazać słowami. 
- Umiesz - powiedziałam twardo, a ten mi zaprzeczył. Uparty idiota. - Nie musisz mi mówić, że mnie kochasz, czy inne mdłe pierdoły... Po prostu...
- Miłością nazywasz to, że przez długi czas starałem się zapomnieć o tym, że jak Cię widzę, to nic innego się dla mnie nie liczy? - wszedł mi w zdanie. Ta wypowiedź była przesiąknięta ogromną dozą bólu. Poczułam pieczenie oczu, przez co przymknęłam powieki. Czy on... czy te słowa mogę traktować jako werbalną deklarację tego, co do mnie czuje?
- To dla Ciebie definicja miłości? - spytał, kiedy milczałam dłuższą chwilę. Nachylił się nade mną, znów patrząc się prosto w oczy. Pomimo panującego półmroku – jedyne światło gwarantowała lampa uliczna, która ulokowana była tuż przy oknie – widziałam błysk w jego oczach. W dokładnie tych oczach, które chciałam, żeby patrzyły się na mnie inaczej, niż na innych. Od niedawna tak było...
- Miłość nie zawsze jest szczęśliwa - szepnęłam, a każde kolejne słowo było jeszcze cięższe w wypowiedzeniu. Rosnąca w gardle gula była okropnym utrapieniem. - Wiesz ile razy cierpiałam, widząc Cię w towarzystwie innej?.. Ile cierpiałam, myśląc, że nigdy nie będziesz mój? Ile cierpiałam, kiedy...
Jego wargi napierające na moje nie pozwoliły mi skończyć zdania. Nie wytrzymałam też z emocjami, przez co... z oczu poleciały mi pierwsze łzy. Mimo to nie zwracałam na nie zbytniej uwagi.
Wpijał się w moje usta z pasją, jakiej nie dało się określić słowami. Jakby chciał wytłumaczyć mi, co oznacza dla mnie miłość...
- Dla mnie definicją miłości jesteś Ty - szepnęłam cicho, między kolejnymi pocałunkami.


to zdjęcie widzieli wszyscy, ale jest takie cudowne, że nie mogę go nie wstawić 😍😍
Ivan zrobił się taki trochę... napalony, co nie :v ale jeszcze trochę musi minąć... przecież to dopiero połowa tego fanfiction! a jeszcze wiele przed nami

3 komentarze:

  1. Jeeeeeeeeeeeny!!!!!!! ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤
    Rozpływam się ❤❤❤
    Będe to chyba powtarzać do końca :D
    P
    I
    Ę
    K
    N
    O
    Ś
    C
    I
    ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  2. oj tam, musi się chłopak wyszalec przecież!!! :D
    rozdzial cudo, ale obawiam sie ze to jakas cisza przed burza...:D

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest kolejny dowód na to, że facetom bardziej zależy na tych sprawach niż kobietom.
    No i te ostatnie słowa:o mamooo ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń