10 cze 2017

Lass mich nicht allein - 22.

Ta noc nie była szczególnie miła. Pierw te SMSy, szczególnie ten od Henrika. Później jeszcze ta rozmowa na temat strachu, którego dotychczas unikałam jak ognia... Ale to mi pomogło. Nie do końca, ale pomogło. 
Już się tak nie bałam. Szczególnie dzięki temu, że – rzecz jasna nie dosłownie – powiedział, że będzie. Przecież stwierdził, że jest od tego, żeby mi pomóc. 
Pomóc... 
W nocy pojawiła się też myśl, że to wszystko – te pocałunki, ta czułość, jaką do mnie kieruje –jest wywołana właśnie tą pomocą. Że przez to mam zapomnieć o troskach związanych z pobytem Philippa w szpitalu. To bolało, ale co miałam począć, skoro na dobrą sprawę nie wiedziałam, co między nami jest? Na czym w ogóle stoję? Czy jego intencje wobec mnie są szczere?
Kiedy po drodze na dół byłam w sypialni brata – w której tymczasowo stacjonował Ivan – widziałam, że spał. Przecież ta noc dla niego też nie była szczególnie przyjemna. Musiał wysłuchać moich żalów i ataku rozpaczy. Ale dzielnie to znosił, teraz zasłużenie to odsypiając.
Po kilkunastu minutach bezsensownego wpatrywania się w lodówkę stwierdziłam, że zrobię kanapki z serem, szynką i pomidorem. Banalne, bo banalne, ale po co wymyślać coś bardziej skomplikowanego na śniadanie? 
Przygotowałam ich trochę więcej, uwzględniając jego obecność. Wzięłam dla siebie kilka, a resztę przykryłam plastikowym przykryciem. Zaparzyłam herbatę i z całym zestawem śniadaniowym poszłam do salonu. Włączyłam telewizor, wygodnie rozsiadając się na kanapie. 
Mimowolnie ciągle czułam jego obecność, którą przywoływał intensywny zapach jego koszulki, która leżała swobodnie przewieszona przez oparcie kanapy. Próbowałam sobie przypomnieć moment, w którym ją zdjął, ale ostatecznie się poddałam, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Na szybko upiłam łyk ciepłego napoju i poszłam sprawdzić, kto się do mnie dobija z samego rana.
- Henrik... - szepnęłam, po drugiej stronie drzwi widząc stojącego Bartscha. Przez chwilę wpatrywałam się zaskoczona w niego, po czym zrozumiałam powód jego wizyty. Tamten SMS, który wysłał po północy... Nie byłam gotowa na tę rozmowę. 
- Cześć, Chloe - wszedł do środka, jakby był u siebie. Zatrzymał się dopiero w salonie, w dodatku niespodziewanie, przez co wpadłam na jego plecy. Odwrócił się i posłał w moją stronę jeden z tych uroczych uśmiechów, przez który człowiekowi robiło się cieplej na sercu. Chociaż w niektórych przypadkach tak nie powinno być.
Podrapał się po głowie, zaciskając wargi. Uważnie się we mnie wpatrywał, wolną dłonią gładząc mój policzek. Dziwnie się czułam kiedy mnie dotykał.
- Będziemy tak stać, czy może wyjaśnisz mi, dlaczego tu przyszedłeś? - przygryzł wargę, chwytając moją dłoń. W sumie to dlaczego nie zabraniałam mu tego? Szczególnie mając na uwadze to, co działo się przez całą naszą znajomość.
- Wyjeżdżam z Norymbergi, będę grał w Borussii - oznajmił spokojnie, a ja... odczułam ulgę. - Nie chciałem stąd wyjeżdżać tak bez słowa, więc dlatego chciałem z Tobą porozmawiać.
Więc nie musiałam sama się kłopotać z kończeniem tej chorej relacji? Wow, chociaż coś dobrego.
- To dobrze... - mruknęłam bardziej do siebie.
- Chcę, żebyś też wiedziała, że zawsze możesz do mnie napisać, zadzwonić, czy cokolwiek innego. Wystarczy jeden Twój telefon, a się tu zjawię. Może nie zawsze byłem fair wobec Ciebie...
- Chyba sobie teraz kpisz. Ze mnie, a przede wszystkim z niej - do rozmowy włączył się Ivan. Jego głos wyrażał istną nienawiść i wściekłość. Wwiercał się wzrokiem we mnie, czułam z tego powodu nieprzyjemne mrowienia.
Zauważyłam na twarzy Bartscha chytry uśmiech. Miałam wrażenie, że... że tylko na to czekał.
- Chyba nadal ktoś tu się nie pogodził z jednym aspektem... Ale daję Ci pole do popisu. Chociaż znając Ciebie zjebiesz tę szansę jeszcze szybciej niż ja.
Sprawiali wrażenie, jakbym nagle zniknęła. „Rozmawiali” między sobą tak, jakby w ogóle mnie z nimi nie było.
- W przeciwieństwie do Ciebie nie ślinię się na widok pierwszej lepszej -  syknął Chorwat, a Bartsch sprawiał wrażenie niewzruszonego.
- Pragnę zauważyć, że przez dłuższy czas sam tak robiłeś - błyskawicznie mu odpowiedział, a na Ivana podziałało to jak płachta na byka.
- Chloe, odsuń się od tego śmiecia.
Wykonałam robotycznie polecenie wydane tym... zimnym tonem, z drżącym ciałem czekając na rozwój wypadków. Przesunęłam się bliżej kanapy, aby podeprzeć się jej w odpowiedniej chwili.
- Oh, mam cięty język, ale ze mnie kozak - Niemiec powiedział to, próbując naśladować jego głos, jeszcze bardziej prowokując zbliżającego się do niego Ivana.
- Myślisz, że nie słyszałem, ile razy w bazie z zachwytem opowiadałeś kumplom o tym, co z nią robiłeś? - już nie syczał, a... warczał. Był przesiąknięty nienawiścią do Henrika od stóp po czubek głowy.
Zamurowało mnie doszczętnie. Że... że co?! To dlatego... dlatego tak się na mnie patrzyli?
Przez chwilę łypali na siebie nienawistnym spojrzeniem. Kwestią czasu było to, kiedy dojdzie do... bójki. Przybyły nic nie odpowiadał. Widziałam, jak Kneza zacisnął dłonie w pięści, a jego twarz stężała.
- Tak jak myślałem - zaczął Henrik po chwili uciążliwego milczenia - znów okazałeś się słabiakiem, który tylko dobrze ujada.
I to wystarczyło. Wystarczyło, żeby jego pięść wylądowała na twarzy Bartscha. Raz, a po nim kolejny, i kolejny... Henrik się bronił, a nawet i sam kreował atak.
Oh, dlaczego nie było nikogo więcej wtedy, kiedy było trzeba? Dlaczego nie byłam w stanie sama tego powstrzymać? Byłam słaba... Od zawsze tak uważałam, ale ta sytuacja tylko jeszcze bardziej to pokazywała.
Mieli osobiste porachunki, których... byłam częścią. Chociaż miałam wrażenie, że jednak byłam tego głównym składnikiem. To dlatego pałali do siebie taką nienawiścią od... od chwili, kiedy pierwszy raz się zobaczyli w tym domu. 
Do oczu cisnęły mi się łzy bezsilności, ale byłam w takim szoku, że nie umiałam się zmusić do płaczu. Tłumiłam je w sobie, cicho szlochając.
- Dość! - nie wiem nawet, w jakim momencie wydostało się to z moim ust. Liczyłam, że mój spanikowany głos spowoduje, że przerwą... Cóż, przeliczyłam się. Nie zareagowali. 
- Przestańcie! - wyłkałam, a głowa Ivana drgnęła.
Niemal się na mnie rzucił, zamykając w swoim uścisku. Wybuchłam płaczem, czując na swoim ciele jego ramiona. Wtuliłam głowę w jego nagą klatkę piersiową. Oddychałam głęboko, próbując się uspokoić. Fakt, że był bez koszulki powodował we mnie istną mieszankę wybuchową...
- Wypierdalaj stąd, Bartsch. Jak najszybciej - syknął, mocniej mnie do siebie przyciskając. 
- Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. 
- Mam się do Ciebie tam przejść? - odwrócił głowę w stronę Bartscha. 
- Nie! Nie zostawiaj mnie samej - zacisnęłam dłonie na jego ramionach. 
- Nie zrobię tego, obiecuję.


dawno nie było rozdziału nie w poniedziałek, haha
AAA, ŚWIĘTUJECIE ZE MNĄ COME BACK HENRIKA, czy jednak mam się spodziewać wideł i innych takich?

3 komentarze:

  1. Bartsch mi działa na nerwy.. Ivan powinien mu dowalić, bo jak nie to ja go zabije. :(
    Szkoda mi dziewczyny, mam nadzieje że Ivan będzie przy niej. <3
    Rozdział świetny i niecierpliwie czekam na kolejny :)
    Czekam na kolejny! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale oboje dostali po ryjcu, ja pizgam
    Chociaz tekscior Ivana
    MAM SIE DO CIEBIE TAM PRZEJSC
    Wygral ten rozdzial
    Pozdrawiam/stalkerka

    OdpowiedzUsuń
  3. Szykuj się na widły bejb XDD
    Ivi bohater hehe 😍 XDD

    OdpowiedzUsuń