5 cze 2017

Muss weiter auch wenn's hart ist - 21.

Obudziłam się z głową na jego ramieniu. Oh, chyba zasnęliśmy przed telewizorem, podczas oglądania... w sumie sama nie wiem czego. Bardziej zwracałam uwagę na to, że niemal cały czas byłam w niego wtulona, a jego wargi co i rusz stykały się z moją twarzą. 
To było słodkie, niemal do porzygu, ale... chciałam tego. I wszystko wygląda na to, że on miał tak samo... I wcale nie kojarzyło mi się to z marzeniami przeszłości.
Wysunęłam się z jego uścisku jak najdelikatniej umiałam, nie chciałam go przypadkiem zbudzić. Podczas tego działania słyszałam niemiłosierne strzelanie kości. Chyba musieliśmy dłużej spać. Albo to ten wiek.
Zapaliłam lampkę i wyłączyłam telewizor, po czym zgarnęłam z szafki telefon, aby sprawdzić, która godzina. Nim to zrobiłam, zerknęłam na niego. Na mojej twarzy zakwitł czuły uśmiech na widok, jaki gościł przed moimi oczami. Był taki bezbronny, gdy spał. Cicho chrapał, opierając głowę o zagłówek.
Zegarek w telefonie wskazywał dwadzieścia dwie minuty po drugiej. Miła drzemka.
Jednym z ostatnich, co pamiętałam przed zaśnięciem, to jego szept, który składał się na – niby banalną i możliwie najkrótszą, ale w jego wykonaniu niesamowicie uroczą – formułkę, co musiało znaczyć, że było wtedy już po północy.
Tą formułką było: „Wszystkiego najlepszego, Mała”.
O tak, nadszedł ten dzień.
Dzień, którego z jednej strony oczekiwałam, a z drugiej... Nie chciałam. Wizja pełnoletności mnie przerażała. W świetle prawa byłam już osobą dorosłą. Mogłam decydować sama o sobie, a tak naprawdę... nadal byłam tą samą zagubioną Chloe, jak chociażby wczoraj. Nie wiedziałam, co chcę w życiu, nie wiedziałam, co życie może mi zaproponować... Nie wiedziałam, co tak naprawdę teraz się dzieje. 
Kliknęłam w znaczek koperty, który pokazywał mi trzy nieodebrane wiadomości. W tym dniu nie powinno mnie to dziwić.
Amanda: Niech nam żyje sto lat, niech nam żyje sto lat!🎈 Rośnij zdrowo😂
Roland Schwarz: Spędź ten ważny dla Ciebie dzień pośród swoich najbliższych, Mała!😽
Nadawca ostatniej... Wywołał we mnie dziwną mieszankę uczuć. Szczerze to bałam się zobaczyć, co zawiera ta wiadomość. Bałam się, ale z drugiej strony siedziała we mnie najzwyklejsza ludzka ciekawość... dlatego ją otworzyłam.
H.: Wszystkiego najlepszego, Chloi! 🎈😍 ps. Czeka nas poważna rozmowa.
Przełknęłam nerwowo ślinę, kiedy jeszcze raz przeczytałam tego SMSa, napisanego przez Bartscha. Poważna rozmowa? Co mam pod tym wyrażeniem rozumieć?
Zacisnęłam wargi, blokując ekran. Jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w wyświetlacz, na którym widniał mój braciszek i ja. Uśmiechnięci i szczęśliwi. Był prosto po meczu, w którym zdobył drugiego hat-tricka w sezonie. Nawet nie pozwoliłam mu wejść do szatni pod prysznic, stałam i ściskałam go jak głupia przez prawie dziesięć minut. Na marginesie: Ivan jest autorem tego zdjęcia.
Patrzyłam się na nie, wracając wspomnieniami do tych, na pozór lepszych, „czasów”. Minął dzień, góra dwa. Niby niewiele, ale... To się ciągnie. I to boli...  
- Chloe? - przeniosłam wzrok wyżej. Mozolnie się podnosił, jednocześnie się przeciągając. Musiał jednak coś we mnie zauważyć, bo po paru sekundach już stał przede mną. - Co się stało? Czemu płaczesz? - dotknął mojego mokrego policzka. To ja się popłakałam? Ostatnio robię to tak często, że nawet się nie kontroluję... Świetnie.
- Philipp... Nic nowego - zacisnął swoje ramiona wkoło mojego ciała. - Mam tylko go.
- Nie zostawi Cię, nie masz się czym martwić.
- Łatwo Ci mówić - wymamrotałam, wtulając się w niego. Miarowo gładził moje plecy, a ja powoli się uspokajałam. 
- To mój przyjaciel, też jest dla mnie ważny - powiedział na swoją obronę. - Ale wiem, że wyjdzie z tego. Dlaczego się boisz, że tak się nie stanie?
Odetchnęłam ciężej, ogarniając jedną ważną sprawę –  Philipp nic mu nie wspominał o rodzicach. W sumie... Nie dziwię mu się, bo to wszystko boli. Każde zerknięcie na rodzinne fotografie. Widok innych wraz z rodzicami... Dosłownie wszystko, co nawiązuje do nich. Boli, jednak... Jednak trzeba iść dalej. Nieważne, jak bardzo jest ciężko. 
- Nie dziwiło Cię to, dlaczego mieszkamy tu... sami? - mówiłam cicho, siląc się na normalny ton. Na samą myśl o tym wszystkim... jego dłonie nawet nie pomagały. Jego obecność tym bardziej. - Dlaczego nie mówimy nic o swojej rodzinie?
Była to walka z samą sobą. Walka z tym, żeby wyrzucić z siebie to wszystko, co siedziało wewnątrz. Tych myśli, tej historii. Mimo obawy czułam, że to ten czas. Że powinien się o tym dowiedzieć. 
- Chloe... Jeśli Ci ciężko o tym mówić, to nie mów, nie musisz.
- Chciałabym mieć to za sobą - westchnął cichutko, pociągając mnie za sobą. Znów znaleźliśmy się na kanapie, a jego ręce nadal trzymały mnie przy nim.
Nie popędzał. Miarowo jeździł palcami przez całą długość pleców, przyciskając mnie do siebie.
Próbowałam się zebrać. W sumie to dlaczego chciałam, żeby o tym wiedział? Z nikim z zewnątrz nie rozmawiałam o tym, co spotkało nas cztery lata temu. Ale jak to się mówi... Kiedyś musiał być pierwszy raz. Czystym przypadkiem wypadło na niego.
- Rodzice Philippa i moi... nie żyją. Zginęli w wypadku... - pod koniec wypowiedzi mój głos się załamał, a uścisk stał się jeszcze silniejszy. - Było to cztery lata temu, mieli czołówkę z pijakiem.
Każde słowo kosztowało mnie dużo. Szczególnie łez i skupienia na tym, żeby głos mi nie drżał, co naprawdę nie było łatwe, kiedy do głowy znów wracały wspomnienia z tamtego okresu. Pamiętałam je zdecydowanie lepiej niż wszystkie chwile z rodzicami.
Nie odzywał się. Gdyby nie świadomość, że mnie przytula, to myślałabym, że tak po prostu wyszedł.
- Gdyby nie babcia, to skończylibyśmy w domu dziecka. Mieszkała tu z nami... Dopóki sama nie umarła - westchnęłam ciężko, przecierając dłonią oczy. - Ale udzielając odpowiedzi na Twoje pytanie...
- Nic już nie mów - gwałtownie wtrącił, rozluźniając uścisk.  - Rozumiem. Boisz się o Philippa dlatego, że też doznał wypadku...
- Tak - wyłkałam cicho, a jedna z jego dłoni dotknęła mojego policzka. Uśmiechnął się blado, gdy tylko nasze spojrzenia się skrzyżowały. 
- Nie wolno Ci myśleć o tym w kategorii, że będzie miała ta historia taki sam koniec jak w przypadku Twoich rodziców - szepnął, chwytając moją twarz w swoje dłonie. Kciukami ścierał strużkę łez, jaka wypływała z oczu. - Philipp da radę.
- Nie da się tak...
- Da, wierz mi - uśmiech powoli stawał się coraz szerszy, co już wywoływało drżenie mojego serca. Chciał podnieść mnie na duchu. Próbowałam to odwzajemnić, ale zapewne mi nie wyszło. - Musisz oderwać się od tych myśli, nieważne, jak jest ciężko.
- Pomożesz mi? - spytałam, przenosząc dłonie na jego ramiona. 
- Od tego jestem, mała.



znów witam z pracy, kochane! jak po weekendzie? JAK PO TYM ROZDZIALE? nic się nie dzieje, ale okej nadrobimy to za tydzień...:3

2 komentarze:

  1. Nic się nie dzieje ale powoli zaczyna się dziać awwww. Ivan taki rycerz, mam nadzieje tylko że Henrik nic nie zepsuje. Czekam na kolejny :3

    OdpowiedzUsuń