15 sie 2017

Du machst mich verrückt - 30.

Rozpoczął się trzeci dzień wybudzania Philippa. Wczoraj wieczorem mój starszy brat nawet zacieśnił uścisk na mojej dłoni! To zwiastowało, że jego powrót do świata żywych to kwestia czasu. Cieszyłam się i to potwornie. W końcu całe zło ma się ku końcowi. Teraz będzie już tylko dobrze, prawda?
Tuż po śniadaniu wyszliśmy z mieszkania. Niemal nie zeskakiwałam ze schodów z ogarniającego mnie podekscytowania. Może to dziś? Już dziś uda mi się usłyszeć głos Phila? Porozmawiać z nim?
- Przewrócisz się - słyszałam za sobą ten głos pełen troski. Mimowolnie też się śmiał. Cóż, gdybym miała patrzeć się na to z boku, to zapewne zwijałabym się ze śmiechu. Wyglądałam jak idiotka, albo małe dziecko, które naciągnęło rodziców na droższą zabawkę.
- Nie spadnę dalej niż na ziemię - ominęłam dwa ostatnie schodki, opadając obiema nogami na podłogę. Po swoim „wyczynie” uniosłam dłonie do góry w triumfalnym geście. Dziecko po całości. Chwilę później czułam już, jak się do mnie przytula.
- Ktoś tu chyba po kimś kopiuje cieszynkę - wymruczał mi na ucho, niewiele potem cmokając mnie w szyję.
- Nie skopiowałam, bo nie dostałeś buziaka - odwróciłam się do niego przodem. Patrzył się na mnie... wyczekująco. - Ale go nie dostaniesz, bo stwierdzisz, że Cię kopiuję - trochę chciałam się z nim podroczyć... Wydął wargi, a jego wzrok zmienił się w ten, jakim kot ze Shreka raczył głównego bohatera.
- Co ja Ci takiego zrobiłem - jęknął, kiedy zaprzeczyłam.
- Naprawdę dużo... Szczególnie chyba to, że zawirowałeś mi w głowie - wyszeptałam, nieśmiało dotykając jego policzka. Po tej pierwszej szybko dołączyła druga. Zdecydowanie przez niego wariowałam.
Nieprzerwanie utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy, nic nie mówiąc. Jego dłonie cały czas trzymały mnie przy nim, a moje z kolei miały bliski kontakt jego twarzą. Nic nie mówiliśmy, co... wykorzystał, łącząc nasze usta w subtelnej czułości. Składał na moich wargach dziesiątki krótkich cmoknięć, a z każdym kolejnym chciałam więcej...
Przez niego znów zatraciłam się w czasie, miejscu... Dosłownie we wszystkim. Nic się nie liczyło – czy ktoś nas widzi, coś mówi... Nie liczyło się nic, tylko on.
- Nie żałujesz? - spytał cicho, w międzyczasie trzymając nasze usta w dłuższym kontakcie. 
- Żałowałam w swoim życiu wielu występków, ale tego... Nigdy - uśmiechnął się delikatnie, kiedy przesuwałam dłonie na jego kark.

Prędkim krokiem przemierzałam szpitalny korytarz, a za mną wlókł się Chorwat. Wydawało mi się, czy Ivan miał problemy z utrzymaniem mojego tempa?
- Chloe, zwolnij! Nie pali się przecież - trochę szarpnął moją dłoń, która była złączona z jego, abym zwolniła. Nic z tych rzeczy! - Boże, taka mała, a zapiernicza, jakby miała motorek w tyłku - mruknął bardziej do siebie, przez co się zaśmiałam.
Prócz tego zlitowałam się nad nim i zwolniłam. Chociaż to może nie dla niego, tylko dla lekarza, który kierował się w naszą stronę? Gdzie tam, zdecydowanie dla niego.
- Panna Hercher! Pan Knezevic! - zawołał uradowany, a ja już prawie piszczałam z ogarniającej mnie radości. Wiedziałam, że ta wizyta będzie miała dobre zakończenie. Kochane przeczucie! - Mam dla Was bardzo dobrą wiadomość.
Mimo tego i tak mnie zatkało, a w medyka wpatrywałam się z rozdziawionymi ustami, jakby mi powiedział, że właśnie zostałam milionerką. Chociaż nie, te miliony nic by mi nie dały. Mam gdzieś pieniądze.
Właśnie niewerbalnie przekazał mi to, na co czekałam od długich dwunastu dni. To, czego tak bardzo potrzebowałam... 
- Kiedy się obudził? - spytał... mój chłopak. (boże, jak ciężko jest mi teraz myśleć o nim w tej kategorii, wiedząc, że to nie dzieje się w mojej wyobraźni), który jako pierwszy się opamiętał. Albo zachował zimną krew. Nie byłam niczego pewna, w końcu stał za mną.
Nim odpowiedział, zerknął w zegarek. Zdążyłam w tym czasie się ogarnąć. Pozornie, bo w ataku euforii Kneza znów mnie do siebie przytulił, całując w policzek, co wywołało we mnie kolejną burzę uczuć. Boże, zwariowałam do końca.
- Ponad pół godziny temu. Powinien odpoczywać, aczkolwiek jestem też przekonany, że chciałby Was zobaczyć. I  że Wy także tego chcecie. Tylko, bardzo proszę, nie za długo. Dobrze?
Uśmiechnął się do nas, po czym udał się w swoją stronę.
W oczach poczułam łzy. Łzy szczęścia. Nie dość, że mój świat jest tuż obok mnie, to jeszcze mój brat się wybudził... Czego mogę chcieć więcej?
Tym razem to on mnie popędzał, aby wejść do sali. Jednakże przed nią przestałam czuć na swoim ciele jego dotyk... Westchnęłam cicho, a on przelotnie zerknął na mnie przepraszająco. Coś mi nie pasowało.
Weszłam do środka jako pierwsza. Kneza czaił się za mną. Przez te dni chyba się przyzwyczaiłam do zapachu, jaki panował w tym pomieszczeniu, więc aż tak mnie nie odrzucało, kiedy tylko wciągnęłam powietrze nosem.
Philipp leżał na łóżku z zamkniętymi oczami. Samodzielnie oddychał, jego skóra już nie była taka blada... Wylizał się z tego, kolokwialnie mówiąc. Na całe szczęście. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby z tego nie wyszedł...
Przysiadłam się na taborecie obok metalowego łóżka i delikatnie schwyciłam jego dłoń w swoją. Nade mną stał Ivan, który trzymał moja drugą rękę. Trochę było mi niewygodnie, bowiem trzymałam ją za sobą... Aby Hercher nie widział. Dokładnie to mi nie pasowało.
- Przepraszam, Phil. Brakowało mi Ciebie, wiesz? - szepnęłam łamiącym się tonem, przerywając panującą dookoła ciszę.
Ivan ciężko westchnął, a na twarzy mojego brata pojawił się delikatny uśmiech. Przekręcił głowę, powoli podnosząc powieki.
- Też miło móc mi Ciebie zobaczyć, Mała. Wybacz, że trochę to trwało, ale w końcu się wyspałem - zaśmialiśmy się, a zdziwiony brat spojrzał się na osobę, jaką stała za mną. Pardon? - Chloe, to Twój chłopak? - spytał podejrzliwie, a ja... znów zamarłam. Czy to... aż tak bardzo widać?
Przełknęłam nerwowo ślinę, wpatrując się w niego. Nie wiedziałam, czy żartuje, czy może... Ma amnezję? Dłoń Ivana zwiększyła swój nacisk na moją, a Phil... wybuchł gromkim śmiechem. Że co, kurwa?
- Żartuję! Tęskniłem za kawałami z Tobą w roli głównej, Kneza - dyskretnie odetchnęłam z ulgą. Chociaż dlaczego nie chciałam przekazać bratu, że jestem szczęśliwa? O co chodziło z tymi żartami? Zawsze to mój brat był kozłem ofiarnym. - Mam nadzieję, że dużo mnie nie ominęło... I że byłaś grzeczna - pogroził mi palcem.
Boże, ja tu zdecydowanie zwariuję. I z Ivanem, i z Philippem.


za kolejne rozdziały to chyba mnie pozabijacie, ale i tak Was kocham :v <3 

1 komentarz: