21 sie 2017

Irgendwann kommt dieser Tag - 31.

- Jak to teraz będzie? - spytałam, przerywając uciążliwą ciszę. Nie chciałam tego robić, ale musiałam.
To pytanie wisiało nad nami od chwili powrotu do jego mieszkania, a byliśmy w nim od jakiejś godziny. Żadne z nas się nie odezwało, tylko raz na jakiś czas zerkaliśmy na siebie, szukając odwagi, aby wypowiedzieć tę zbitkę liter na głos. Kręciłam się po salonie, kuchni, aby ostatecznie usiąść obok niego. I się odważyć.
Jak bardzo oczekiwałam powrotu brata do świata żywych... To z tej gorszej strony teraz go nie chciałam. Nie w tej chwili, kiedy wszystko zaczęło się z nim układać. Nie w tej chwili, kiedy pozbierałam się do końca... Kiedy odżyłam. Phil też to zauważył, bowiem nie mógł się nadziwić, widząc mnie tryskającą energią. Miałam wrażenie, że nie wierzył, jak go zapewniałam, że to przez jego wybudzenie. Czy dobrze? Nie sądzę.
Aczkolwiek... Ivan mógł zebrać się na odwagę i powiedzieć Hercherowi prawdę. Ile on ma lat? Czy tak ciężko przekazać tę dobrą nowinę szerszemu gronu?
- Chloe... - szepnął, kucając przede mną. Złapał moje dłonie, spoglądając wprost w oczy. To spojrzenie... Czemu miałam wrażenie, że patrzył się na mnie z miłością? - Kiedyś przyjdzie taki dzień. Dzień, w którym znajdziesz kogoś lepszego niż ja.
Patrzyłam się na niego z niedowierzaniem. Co on właśnie powiedział? Kończy to?
- Kogoś, który dla Ciebie zrobi jeszcze więcej niż ja - kontynuował, a we mnie narastał ból. - Będzie kimś lepszym ode mnie.
- Ale nie chcę innego... - wykrztusiłam to z siebie z ledwością, a on zachowywał się, jakby mnie nie słyszał.
- Kogoś, kto oszaleje na Twoim punkcie bardziej niż ja - lekko się uśmiechnął, cmokając moje dłonie, które nadal trzymał w swoim uścisku. - Kogoś, kto załata dziurę po mnie.
Zebrało mi się na płacz, ciało zaczęło się trząść, oddech stał się urywany, spazmatyczny... On żartuje, prawda? Nie kończy z nami? Nie zrobi mi nam tego?
Wyszamotałam ręce z jego uścisku, chwytając jego twarz. Pochyliłam się, jak najbardziej się dało; niemal stykaliśmy się czołami. Zaczęłam szlochać, wpatrując się w niego. Próbowałam doszukać się odpowiedzi, dlaczego to robi...
Widział, jak na to reagowałam. Wszystko wyglądało na to, że też nie chce tego robić, aczkolwiek... to wszystko wskazywało na to, że jest to najrozsądniejsze wyjście. Osobiście sądzę, że najgłupsze.
- Chcę tylko Ciebie, rozumiesz? Tylko. Żadnego innego - głos mi się łamał... Nie radziłam sobie z tym uczuciem. Ogrom tej relacji mnie przygniatał. Jego też...
- Nigdy na Ciebie nie zasługiwałem. Nadal nie zasługuję - jęknął, pękając. Jego wargi niepewnie musnęły moje. - Nie powinienem nawet o Tobie myśleć, a co dopiero móc określać Cię moją.
- Zgłupiałeś do reszty, wiesz? - zaśmiałam się przez łzy, które chwilę potem już ścierał opuszkami palców.
- Może i tak jest... Ale też się boję.
- Czego?
- Że przez swoją głupotę pewnego dnia Cię stracę - szepnął z bólem. - A wraz z tą stratą odejdzie wszystko.
Rozmowa znów ucichła, aczkolwiek miałam wrażenie, że... Że nadeszła ta chwila, w której się otworzy. W której powie mi wszystko, co w nim siedzi. Jeśli nie wszystko, to... To i tak więcej niż zawsze. Dlatego nic nie mówiłam. Nie chciałam wywierać na nim żadnej presji.
- Dobrze wiesz, jaki jestem... a raczej byłem - już się bałam, że tego nie poprawi. Że nadzieja, że się zmienił, była tylko złudą. Przecież był inny, niż chociażby przed marcem... - Nie widziałaś, jak zmieniłem się przez te dni i tygodnie, w trakcie których zbliżaliśmy się do siebie?
- Widziałam. I widzę - szepnęłam, jakby do siebie. Pogładził mnie po policzkach.
- Przy Tobie wszystko jest zupełnie inne. Przychodzi o wiele łatwiej i lepiej. Jednakże Philipp... Tylko on jest tu „problemem”. Traktuję go jak brata i wiem, jakie ma zdanie o chłopakach swojej małej siostrzyczki.
- Zna Ciebie najlepiej.
- I tu właśnie pies pogrzebany. Wie o każdym moim wyskoku - zakuło mnie w okolicy serca. Tak mimowolnie. Myśli o każdej dziewczynie, która robiła z nim to, co ja... To boli. Cholernie bardzo.
- Ale przecież się zmieniłeś...
- Nigdy nie myślałaś, że robiłem to wszystko dla przykrywki? - milczałam. Co miałam mu powiedzieć? Tak, do tej pory tak myślę? Do tej pory się boję, że chcesz mnie wykorzystać? - Widzisz?
- To nie tak...
- Bądźmy szczerzy, proszę - wtrącił się w moją wypowiedź. Może to dobrze? Przecież lepsza gorsza prawda, niż słodkie kłamstewko... -  Sam też w to chwilami nie wierzę - zaśmiał się cicho.
- Jednakże prawdą jest to, że chcę, aby ta relacja trwała jak najdłużej - znów mnie pocałował. Krótko, ale tak... tak prawdziwie. I słodko. - Zrobię wszystko, żeby trwała jak najdłużej.
- A Philipp?
- Jeśli mu powiemy, to... Zrobi wszystko, żeby odciągnąć mnie od Ciebie.
- Henrika też nie dzierżył - słusznie zauważyłam, a w jego oczach przez chwilę widziałam istną nienawiść.
- Zawsze musisz do niego nawiązać, prawda? - nim zadał to pytanie, to głębiej odetchnął. Osoba Bartscha chyba zdecydowanie bardzo go irytuje. - Tak, też go nie dzierżył. Mimo to i tak uważał go za lepszego kandydata niż mnie.
Westchnęłam ciężko.
- On nic nie wiedział - szepnęłam. - Nie wiedział, czemu się z nim spotykałam - zacisnął wargi, spuszczając wzrok. Znów poczułam się jak ostatnia szmata. Dlaczego mimo to on nadal mnie chce? - Myślenie o tym jest... Jest straszne.
- Wracanie do przeszłości boli, prawda?
- I nie ma sposobu, aby się od niej odciąć - odparłam zrezygnowana. Nic nie pomoże mi zniszczyć we mnie tej opinii o sobie. Dla siebie zawsze będę tą najgorszą, która nie zasługuje na nic. Tym bardziej na niego...
- Jest, Chloe - powiedział twardo. Jeszcze chciał z tym walczyć? Jeszcze ma nadzieję, że się tego pozbędzie? - Ja, tuż obok Ciebie, jestem tym sposobem.


Osoba Bartscha nie tylko Ivana będzie irytowała XD 

1 komentarz: