21 wrz 2017

Du bist das einzige, was ich will - 36.

Nie mogłam się napatrzeć na Philippa, który siedział z nami w salonie, na jednej kanapie. Na śmiejącego się Phila. Żywo z nami rozmawiającego... Naprawdę brakowało mi tego widoku!
Pomimo wydarzeń ostatnich tygodni okropnie bardzo tęskniłam za bratem. Nie zważając na to, że potwornie często miałam go dość. Przecież dotychczas tu, w Norymberdze, miałam tylko go...
- Chloe, domowy! - rzucił mój brat, wyrywając mnie z letargu. Gwałtownie zamrugałam, potrząsając głową przy akompaniamencie ich śmiechów. Też mi śmieszne!
Po odebraniu połączenia okazało się, ze dzwoniła babcia – mama taty – której poprzedniego dnia obiecaliśmy, że zadzwonimy jak tylko Philipp znajdzie się w domu. Tak jakoś wyszło, że zapomnieliśmy, przez co zrobiło się jej trochę przykro.
Poprosiłam brata do kuchni, pozostając w salonie, gdzie przebywał i obserwował mnie Knezević. Opierałam się o ścianę, przyglądając się chłopakowi rozwalonemu na kanapie, jakby był u siebie. Szczerzył się od ucha do ucha, nie mogąc spuścić ze mnie wzroku.
Poruszył rękoma, wskazując, abym podeszła bliżej niego. Skinęłam głową w stronę kuchni, a ten machnął lekceważąco dłonią, po chwili jeszcze bardziej intensywnie namawiając mnie na zbliżenie się do niego.
Próbowałam ze sobą walczyć jeszcze przez jakieś dziesięć sekund, ale ten wzrok... Tak jakoś ciężko było mi się mu oprzeć.
To wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby mój brat dowiedział się o nas. Może lepiej, ale też mogło być gorzej... Dobrze pamiętam to, jak mówił na Bartscha, jak na poprzednich, którzy zdołali się przewinąć przez moje życie... Nawet i nie, bo często też komentował zachowanie zupełnie obcych facetów, najczęściej mówiąc, że z takim to mam nawet się nie pokazywać. A co, jeśli Ivan dla niego też należy w tej grupie? Co, jeśli zrobiłby wszystko, aby nas rozdzielić?
- I jak ja teraz sobie poradzę, hm? - wymruczał mi na ucho, próbując wzbudzić we mnie jakiekolwiek współczucie. Wywróciłam oczami, walcząc ze śmiechem.
- Dokładnie tak samo jak ja, skarbie - odpowiedziałam mu tym samym tonem, delikatnie całując go w usta. Próbowałam spokojnie dozować tę czułość, no ale...
- Nie musisz być taka grzeczna - gdybym mogła, to zdzieliłabym go po głowie. Jednakże tak nie zrobiłam, a w odpowiedzi wybuchłam cichym śmiechem. Przycisnął swoje usta do moich ze zwiększoną siłą, podobnież zaciskając dłonie na moich udach.
- Chyba wystarczy - oznajmił rozochocony, odsuwając się po dłuższej chwili pocałunku. Po tym już skończyła się ta bardziej sekretna część rozmowy. - Pora oderwać Phila od pogaduszek z babcią i zabrać na coś do żarcia, bo coś schudł.
Jak dobrze, że siedziałam! Ten człowiek to serio żyje dla jedzenia.
- No co? - jęknął niezadowolony. - To Roland wyciąga nas z domu, nie ja!
- Roland? - zatwierdził. - Nie chce mi się wierzyć, no ale niech Ci będzie.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Najpewniej pojedziemy do miejsca, gdzie... gdzie działo się tak dużo. To tam tak na dobrą sprawę zaczęła się nasza relacja. To tam byliśmy na tej pamiętnej randce...
Podniosłam się z kanapy, aby udać się do kuchni i zabrać mojego brata. Jednakże wszelkie plany szlag trafił, kiedy... poczułam na swoim tyłku jego dłoń. A potem znowu... Spiorunowałam go morderczym wzrokiem, a ten na złagodzenie sprawy posłał mi buziaka w powietrzu. Nie znosiłam tego, nawet mu o tym powiedziałam, a ten co?
- Phil, zwijaj dupsko! - zawołał mój chłopak, gdy naciągałam na stopy adidasy.
Kiedy w końcu Hercher odkleił się od aparatu, pojechaliśmy do naszego miejsca. Grzecznie ustąpiłam miejsce po stronie pasażera Philowi, chociaż ostatnimi dniami to ja je zajmowałam. Nie chciałam, żeby cokolwiek podejrzewał. Schwarz czekał na nas w środku, ba, nawet złożył zamówienie.
Choć szliśmy ramię w ramię, to żadne z nas nie inicjowało kontaktu fizycznego – głównie dlatego, że przecież nie byliśmy sami. Jazda zaczęła się wtedy, kiedy znaleźliśmy się przy stoliku.
Roland chciał koniecznie siedzieć z moim bratem – nie narzekałam, bo dzięki temu mogłam zupełnie legalnie siedzieć obok niego. A pod stołem... Trochę się działo.
Z całej siły skupiałam się na tym, aby zachować w miarę normalny wyraz twarzy, albo nie wydać z siebie żadnego niepokojącego dźwięku, kiedy jego dłoń mozolnie przemierzała długość mojego uda, czy trzymała moje kolano. Ten to nie umie trzymać rąk przy sobie! Nie żebym narzekała, ale przecież nie jesteśmy sami!
Miałam nadzieję, że jednak dobrze gram, albo po prostu żaden z nich niczego nie widział i nie podejrzewał. Ewentualnie udawał, że nic się nie dzieje...
Nawet jedzenie nie spowodowało, że tak nagle zaprzestał swoich działań! Więc albo miał nieziemską podzielność uwagi, albo jedzenie przestało odgrywać ważną rolę.

Do domu z powrotem zawitaliśmy późnym wieczorem. Phil zostawił nas samych, tłumacząc, że ten dzień był pełen wrażeń i chce odpocząć. Po tym wszystkim to naprawdę mnie nie dziwiło i sama zachęcałam go do tego, żeby się oszczędzał, ale jest tak uparty, że go się nie da przekonać.
- Myślisz, że Phil miałby mi za złe, gdyby zobaczył mnie tu już z samego rana? - spytał, rozwalając się na moim łóżku. Pokręciłam głową że zrezygnowaniem, cofając się do łazienki, aby na grzejniku powiesić ręcznik.
- Skądże znowu - zaśmiał się, kiedy to usłyszał. - Szczególnie już wtedy, gdybyś wychodził z mojej sypialni.
- Bez przesady! Byłbym wtedy kompletnie ubrany... Więc niby co mógłby sobie wtedy pomyśleć?
- Że i tak jesteś niewyżytą bestią - powiedziałam jak najbardziej poważnie, sadowiąc się na jego udach. Przez chwilę sunęłam palcami po materiale koszulki aby ostatecznie swój dotyk przenieść pod nią. Jednocześnie zbliżałam się do jego ust. Jednak nie udało mi się ich musnąć.
- I kto tu jest niewyżytą bestią? - spytał, przyciskając swoje wargi do mojej szyi.


oboje są niewyżyci i chuj XD


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz