25 wrz 2017

Die Liebe nur ein Traum war - 37.

Philipp wracał do świata żywych z każdym dniem, co cieszyło nas wszystkich. Już nawet nie przeszkadzało mi to, że wraz z Ivanem musieliśmy się „ukrywać”. Nadal spędzaliśmy razem dużo czasu, mimo, iż nie był tylko dla mnie.
Myślałam, że nie będę miała się czym martwić... Przecież wszystko było już w jak najlepszym porządku!
Jednak okazało się, że los lubi wystawiać mnie na wiele prób oraz pokazywał mi, jak bardzo się mylę, jak bardzo jestem beznadziejna... Oraz łatwowierna.
Przekonywałam go dobry tydzień, aby pojechał, odpoczął od tego wszystkiego. Przecież tyle się działo! Zasłużył na to. Ale on był cały czas temu przeciwny, twierdził, że woli zostać tu, z nami. Tak bardzo „trułam” mu o tej Barcelonie, że w końcu mi się udało...
Czego potem zaczęłam żałować.
Nie dość, że tęskniłam za nim, to... Nie, nie jestem w stanie nawet o tym pomyśleć.
Dużo przekazywał mi przez wiadomości oraz internetową kamerkę – jaka to Barcelona jest piękna i tym podobne. Chciałam tam z nim być, byłoby to pewnie coś innego, nowego. Ale chyba... Wolałabym sobie oszczędzić tego widoku na żywo.
W nocy, kiedy to wszystko się stało, nie mogłam spać, miałam wrażenie, że wydarzy się coś złego. To przeczucie było tak intensywne, ale czego mogło dotyczyć? Przecież... był na imprezie.
To wystarczyło.
Dobrze wiedziałam, jaki jest – na imprezach lubił przesadzić z alkoholem. Zdarzało się, że widziałam skutki tego na własne oczy. Ale myślałam, że... Że jednak coś dla niego znaczę i zrobi inaczej.
Myliłam się.
Okropne dziesięć sekund.
Jeszcze gorszy alkohol.
Jednak najgorsza... Była ona, która wiła się przy nim. Która owinęła go wokół siebie.
Cisnęłam telefonem jak najdalej się dało, brzydziło mnie to. Jednocześnie miałam cień nadziei, że ten hałas nie zbudzi brata śpiącego za ścianą. Nie chciałam, żeby widział mnie w... stanie załamania. W amoku płaczu i głupich pytań „dlaczego ja?”, „co takiego zrobiłam?”... W szale rozpaczy, duszenia się łzami...
Ivan zrobił to, czego nieświadomie się bałam – pokazał, że te tygodnie, to, jak się do siebie zbliżaliśmy... Że to wszystko było zwykłą zagrywką. Że grał. Kłamał, mówiąc, że jestem dla niego najważniejsza.
A wieczorem jeszcze mi mówił, że mnie kocha... Łgał! A najlepszym dowodem tego kłamstwa był głupi filmik na Snapchacie.
Widziałam, że był pod wpływem, ale alkohol nie jest tu żadnym wytłumaczeniem. Nic tego nie wytłumaczy... Nic nie sklei mojego serca, które po tym pękło. Nikt nie pomoże. Nawet on.

Od wczesnego poranka katował mnie telefonami, oraz wiadomościami tekstowymi na Messengerze, Whatsappie i w SMSach. W pasku powiadomień widziałam, że były to wiadomości typu „odbierz, proszę”, „muszę Ci to wyjaśnić”. Ale tu... nie było niczego do wyjaśniania.
Wtedy nie musiał się kontrolować  przecież wówczas nie był ze mną, mógł robić wszystko, co tylko mu się żywnie podobało. A teraz? Nie padło tu pytanie, czy jesteśmy razem, ale to wszystko jawnie na to wskazywało!
Miałam cichą nadzieję, że ta noc okaże się głupim snem. Ale tak nie było. To wszystko wydarzyło się naprawdę. Moje życie znów wróciło do poprzedniej wersji, a nawet i jeszcze gorszej.
Zamknęłam się w czeluściach swojego pokoju. Siedziałam na łóżku, szlochałam i płakałam, wyłam i łkałam.
Moja pamięć ze mną nie współpracowała i katowała mnie obrazami sprzed tego wyjazdu. Zaczynała na początkach, jakie były w marcu. Wypominała każde jego słowo. Każdy gest. Każdy pocałunek, czułość... Jego obecność. 
Ale nie byłam w stanie opuścić tego miejsca. Czułam w sobie pustkę, którą zapełniały tylko te migawki.
Phil próbował dostać się do środka, ale zamek w drzwiach i dodatkowa barykada w postaci szafki nie była na jego siły. Walił w drzwi, domagając się wyjaśnień. Wyjaśnień, których nie mogłam mu przekazać.
Nie umiałam się oderwać od myśli o nim, o nas... O tym, co dla niego od samego początku było zwykłą falsyfikacją. A dla mnie tym, o czym marzyłam.
I tak dostałam więcej, na co zasłużyłam – był. Dał mi szczęście przez ten miesiąc. Wcześniej dawał mi nadzieję. Pustą nadzieję. Teraz została tylko pustka.
Złamał obietnicę – przecież mówił, że będzie tylko lepiej, że zasługujemy na szczęście. A on... Sam je zabrał. I już nigdy mi go nie odda.
Znów zaczęłam pakować się w to, w co nie powinnam – odezwałam się do osoby, do której nie powinnam... Ten ktoś zaproponował mi, żebym przyjechała do Dortmundu, do niego.
Ale nie... Już wystarczyło to, że w ogóle się do niego zwróciłam. Że wysłuchał tego wszystkiego, wsparł... Może i miał swoje za uszami, ale tylko on wiedział coś na ten temat. Tylko on mógł to zrozumieć.
Myślałam, że będzie gorzej, ale on jakby na to czekał. Czekał, aż się do niego odezwę.
Przecież mówił mu, że on zjebie to wszystko jeszcze szybciej. Cóż, miał rację...
Znów wróciłam do swojego „złego” nałogu – pod łóżkiem miałam schowane papierosy, które popalałam, aby się odstresować. Jednak teraz nie działały... 

- Chloe, otwórz te piekielne drzwi! - syknął mój brat, jeszcze mocniej uderzając w drzwi. - Martwię się, nie odzywasz się, nie wychodzisz... 
Siedziałam zaszyta u siebie od wczorajszego poranka, a zbliżały się godziny nocne. Philipp pojawiał się średnio co pół godziny, próbując nakłonić mnie do wyjścia. Nie reagowałam na te prośby i groźby. Siedziałam przy oknie, zaczadzając się dymem nikotynowym. Idealnie.
To były niesamowicie długie godziny. Czas jakby zwolnił... Jak zawsze działa na moją niekorzyść. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, że minęło tak „mało” czasu. A miało być jeszcze gorzej.
- Nie musisz powiedzieć mi, co się dzieje. Tylko wyjdź. Boję się, że coś sobie zrobisz...
Po dłuższej chwili namysłu niepewnie do nich podeszłam i przekręciłam klucz. Moje kroki były lekko chwiejne, jakbym trochę wypiła. Potem odsunęłam tę szafkę, z którą miałam nie lada trudności.
Nie zwracałam uwagi na dosłownie nic – na to, że jestem w piżamach, nieumyta, niewyspana... Nic. Musiałam się mu pokazać. Że nic mi nie jest, tylko jestem na dobrej drodze do destrukcji.
Brat momentalnie przyciągnął do siebie drzwi i bez niczego mnie przytulił. Nic nie mówił na odór dymu papierosowego, jaki dobywał się z pomieszczenia, po prostu trzymał w swoich ramionach i pozwalał mi wylewać na siebie niewielką ilość łez, jaką mój organizm zdążył wyprodukować, próbując nadrobić straty.
- Boję się o Ciebie, słońce. Mam tylko Ciebie... - wyszeptał mi we włosy, mocniej przytulając.
- Też mam tylko Ciebie, Phil...

 MOJ BOZE NARESZCIE.
w koncu dotarlysmy do punktu kulminacyjnego tego ff :v to teraz z gorki, hehe

1 komentarz:

  1. nie wiem ale mialam lzy w oczach na tej koncówce, nie oceniaj pls............;_; ale mam nadzieje ze bedzie lepiej w dalszych rozdziałach juz, bo---

    OdpowiedzUsuń