- Był wściekły, jak wychodziłem. Na pewno mu nie przeszło - ostrzegł mnie Ivan przed wejściem na salę, gdzie jeszcze przebywał Philipp. Kochanie, nigdy nie widziałeś go wściekłego. To nie on przechodził z Tobą piekło.
- Widywałam go w gorszym stanie i, jak widać, jeszcze żyję - próbowałam trzymać żartobliwy ton, jednakże tak trochę wiedział, do czego zdolny jest mój brat. Przy ostatniej porcji wściekłości przecież wyleciał z domu na pół nocy... A co się później działo, to każdy już wie. A ile razy przeze mnie robił coś takiego... Eh, ciężko zliczyć.
- Chloe...
Nic już nie zdołał powiedzieć, bowiem otworzyłam drzwi i postawiłam pierwszy krok w kierunki przejścia przez przedsionek sali. Nie miał wyboru, musiał iść za mną.
Philipp wpatrywał się w stronę wejścia, a jego twarz była nienaturalnie spokojna. Zawsze to się tak zaczynało..
Z początku milczał, mierząc mnie zimnym, wręcz lodowatym spojrzeniem. Wiedziałam, że już za późno na odwrót, ale zwłoka mogła być jeszcze gorsza. Poza tym, to nie pierwszy raz.
- Co to się do cholery miało znaczyć? - jego ton był JESZCZE spokojny. Ale to była kwestia dosłownie chwili. - Kneza, do kurwy nędzy, wytłumacz mi to.
- Nic nie zawiniłem i nie będę się tłumaczyć - „oskarżony” skrzyżował dłonie na piersi.
- Sądzę, że jest całkiem inaczej.
- Tak myślisz? To nie ja bzduram sobie, że nadal mam szansę u Chloe po tym, jak na jej oczach niemal nie posuwałem innej - przełknęłam nerwowo ślinę. Dziwnie się poczułam, serce zaczęło ociężale bić, a oczy zaczynały piec...
A to przecież nie miało miejsca w rzeczywistości.
Zabolała bardziej wizja takiej ewentualności w przyszłości... Ale nie zrobi mi tego, prawda?
- Chloe... - szepnął Hercher, podchodząc do mnie. Przytulił mnie do siebie, a Ivan zerknął na mnie przepraszająco. Przecież... przecież nic nie zrobił, więc dlaczego akurat tak się spojrzał?
Phil chyba myślał, że się rozkleiłam, bo boli mnie to, co się działo z Henrikiem. W sumie Ivan ładnie to wszystko wymyślił... Chociaż w jego oczach Bartsch i tak był tym najgorszym, więc po co się przejmować?
- Widywałam go w gorszym stanie i, jak widać, jeszcze żyję - próbowałam trzymać żartobliwy ton, jednakże tak trochę wiedział, do czego zdolny jest mój brat. Przy ostatniej porcji wściekłości przecież wyleciał z domu na pół nocy... A co się później działo, to każdy już wie. A ile razy przeze mnie robił coś takiego... Eh, ciężko zliczyć.
- Chloe...
Nic już nie zdołał powiedzieć, bowiem otworzyłam drzwi i postawiłam pierwszy krok w kierunki przejścia przez przedsionek sali. Nie miał wyboru, musiał iść za mną.
Philipp wpatrywał się w stronę wejścia, a jego twarz była nienaturalnie spokojna. Zawsze to się tak zaczynało..
Z początku milczał, mierząc mnie zimnym, wręcz lodowatym spojrzeniem. Wiedziałam, że już za późno na odwrót, ale zwłoka mogła być jeszcze gorsza. Poza tym, to nie pierwszy raz.
- Co to się do cholery miało znaczyć? - jego ton był JESZCZE spokojny. Ale to była kwestia dosłownie chwili. - Kneza, do kurwy nędzy, wytłumacz mi to.
- Nic nie zawiniłem i nie będę się tłumaczyć - „oskarżony” skrzyżował dłonie na piersi.
- Sądzę, że jest całkiem inaczej.
- Tak myślisz? To nie ja bzduram sobie, że nadal mam szansę u Chloe po tym, jak na jej oczach niemal nie posuwałem innej - przełknęłam nerwowo ślinę. Dziwnie się poczułam, serce zaczęło ociężale bić, a oczy zaczynały piec...
A to przecież nie miało miejsca w rzeczywistości.
Zabolała bardziej wizja takiej ewentualności w przyszłości... Ale nie zrobi mi tego, prawda?
- Chloe... - szepnął Hercher, podchodząc do mnie. Przytulił mnie do siebie, a Ivan zerknął na mnie przepraszająco. Przecież... przecież nic nie zrobił, więc dlaczego akurat tak się spojrzał?
Phil chyba myślał, że się rozkleiłam, bo boli mnie to, co się działo z Henrikiem. W sumie Ivan ładnie to wszystko wymyślił... Chociaż w jego oczach Bartsch i tak był tym najgorszym, więc po co się przejmować?
Jednakże z drugiej strony, nie było to za zbytnio fair wobec brata... ale nie chciałam, aby ograniczał mi kontakty z Knezą... Tego chyba bym nie zniosła.
- Od początku go nie trawiłem i wiedziałem, że jego obecność przyniesie więcej nieszczęścia.
- Wiem... - szepnęłam niepewnie. Oboje mieliśmy wobec siebie nieczyste intencje, ale i tym już nie musiał wiedzieć. Prawda?
- Ale na szczęście już więcej Cię nie skrzywdzi - pogładził mnie po włosach. - Chodź, zjemy czekoladki, jakie przyniosła mi Kristina z Thomasem - zaśmiał się, ciągnąc mnie w stronę szpitalnego łóżka.
- Prze...
- Nie, proszę. Wystarczy już tych przeprosin - wtrąciłam się w jego wypowiedź. Ledwo zdążyliśmy wrócić do domu, a ten już zaczyna swoje. - Po prostu za bardzo się boję, że Cię stracę, nic więcej.
- Chloe... - podszedł jak najbliżej się dało, po czym przyciągnął do siebie. Jego wargi przycisnęły się do mojego czoła, podobnie jak ramiona w koło talii.
- Przecież mówiłem Ci, że będę przy Tobie tak długo, jak się da. Tak długo, jak będziesz chciała mojej obecności...
- Ivan...
- Csii, próbuję brzmieć jak romantyk - zaśmiał się, gładząc mnie po policzku. Wywróciłam oczami. - Może chcesz mi teraz powiedzieć, że nie lubisz czegoś takiego? Zero romantycznych kolacji przy świecach i inne beznadziejne pierdoły?
- Nie lubię jak facet udaje kogoś, kim nie jest. Może i drzemie w Tobie dusza romantyka, ale w kolację ze świecami to nie wierzę.
- Chcesz mnie podpuścić? - uniósł brwi ku górze.
- Nie. Ja po prostu to wiem.
- Podpuszczasz - zaprzeczyłam. - Ja wiem swoje - pokiwałam potulnie głową, chichocząc. No jasne, gdyby tylko wiedział... - Oj, panno Hercher, grabisz sobie.
- Grozisz mi? - udałam przerażenie. Uśmiechnął się złowieszczo.
- Jak najbardziej - odpowiedział z pełną powagą.
- Poskarżę się Philippowi! - tym razem to ja pobawiłam się w groźby.
- I co mu powiesz? Że Twój własny chłopak Ci grozi?
Te trzy słowa w jego ustach... Boże, to zdecydowanie za dużo.
Mimowolnie w środku zrobiło mi się smutno. Żadne z nas nie powie tego na głos. Nikt Philipp nigdy nie usłyszy, dlatego jestem szczęśliwa... Choćbym chciała...
- Chciałabym mu to powiedzieć. Chciałabym też, żeby wszyscy o tym wiedzieli. Żeby każda dziewczyna w promilu stu kilometrów wiedziała, że jesteś mój.
Mówiłam to cicho, nie patrząc się na niego. Swoją uwagę skupiałam wówczas na zdjęciach stojących na szafce, nad którą wisiał telewizor. Przedstawiały chyba jego rodzinę, którą miałam możliwość poznać, czego nie wykorzystałam.
Nie patrzyłam się, bo... chyba bałam się jego reakcji na moje słowa.
- Nie musisz się o to bać, naprawdę - musnął wargami szyję tuż obok ucha. - Ale ta wiadomość zmieniłaby wiele. Wszyscy podchodziliby do tej sprawy zupełnie inaczej...
- Ale tego nie zrobimy - wtrąciłam cicho, wzdychając. Jak długo chce się ukrywać? Przecież Philipp prędzej czy później... się dowie. Co pomyśli, jak dowie się, ile z tym zwlekaliśmy? Ile czasu ukrywaliśmy to przed nim...
- Ryzykowałbym za dużo, gdyby wszyscy mieli się o nas dowiedzieć.
- Tak tylko mówisz...
- Nie, Mała. Słyszałaś jak Philipp skwitował... go. W jego oczach jako kandydat dla Ciebie jestem jeszcze niżej. Gdyby mi nie zależało... Nie byłoby mnie tutaj, tuż obok. Nie mówiłbym, że się bałem, kiedy ten śmieć był tak blisko. Nie starałbym się ukrywać nas przed Twoim bratem... Zależy mi na Tobie. Jak na nikim innym, słyszysz?
Niepewnie podniosłam głowę. Nieważne, ile razy to słyszałam, dla mnie to i tak kosmos. On, mówiący, że mu na mnie zależy... Nie, to bajka.
- Powiedz to jeszcze raz - poprosiłam cicho, opuszkami palców dotykając jego policzka. Przymknęłam powieki, kiedy jego wargi natrafiły na moje.
Nim mi odpowiedział, to wolał to pokazać w sposób niewerbalny. Nie żebym narzekała... Możliwość całowania tych niepełnych, ale cudownych ust...
- Jesteś dla mnie najważniejsza.
- Od początku go nie trawiłem i wiedziałem, że jego obecność przyniesie więcej nieszczęścia.
- Wiem... - szepnęłam niepewnie. Oboje mieliśmy wobec siebie nieczyste intencje, ale i tym już nie musiał wiedzieć. Prawda?
- Ale na szczęście już więcej Cię nie skrzywdzi - pogładził mnie po włosach. - Chodź, zjemy czekoladki, jakie przyniosła mi Kristina z Thomasem - zaśmiał się, ciągnąc mnie w stronę szpitalnego łóżka.
- Prze...
- Nie, proszę. Wystarczy już tych przeprosin - wtrąciłam się w jego wypowiedź. Ledwo zdążyliśmy wrócić do domu, a ten już zaczyna swoje. - Po prostu za bardzo się boję, że Cię stracę, nic więcej.
- Chloe... - podszedł jak najbliżej się dało, po czym przyciągnął do siebie. Jego wargi przycisnęły się do mojego czoła, podobnie jak ramiona w koło talii.
- Przecież mówiłem Ci, że będę przy Tobie tak długo, jak się da. Tak długo, jak będziesz chciała mojej obecności...
- Ivan...
- Csii, próbuję brzmieć jak romantyk - zaśmiał się, gładząc mnie po policzku. Wywróciłam oczami. - Może chcesz mi teraz powiedzieć, że nie lubisz czegoś takiego? Zero romantycznych kolacji przy świecach i inne beznadziejne pierdoły?
- Nie lubię jak facet udaje kogoś, kim nie jest. Może i drzemie w Tobie dusza romantyka, ale w kolację ze świecami to nie wierzę.
- Chcesz mnie podpuścić? - uniósł brwi ku górze.
- Nie. Ja po prostu to wiem.
- Podpuszczasz - zaprzeczyłam. - Ja wiem swoje - pokiwałam potulnie głową, chichocząc. No jasne, gdyby tylko wiedział... - Oj, panno Hercher, grabisz sobie.
- Grozisz mi? - udałam przerażenie. Uśmiechnął się złowieszczo.
- Jak najbardziej - odpowiedział z pełną powagą.
- Poskarżę się Philippowi! - tym razem to ja pobawiłam się w groźby.
- I co mu powiesz? Że Twój własny chłopak Ci grozi?
Te trzy słowa w jego ustach... Boże, to zdecydowanie za dużo.
Mimowolnie w środku zrobiło mi się smutno. Żadne z nas nie powie tego na głos. Nikt Philipp nigdy nie usłyszy, dlatego jestem szczęśliwa... Choćbym chciała...
- Chciałabym mu to powiedzieć. Chciałabym też, żeby wszyscy o tym wiedzieli. Żeby każda dziewczyna w promilu stu kilometrów wiedziała, że jesteś mój.
Mówiłam to cicho, nie patrząc się na niego. Swoją uwagę skupiałam wówczas na zdjęciach stojących na szafce, nad którą wisiał telewizor. Przedstawiały chyba jego rodzinę, którą miałam możliwość poznać, czego nie wykorzystałam.
Nie patrzyłam się, bo... chyba bałam się jego reakcji na moje słowa.
- Nie musisz się o to bać, naprawdę - musnął wargami szyję tuż obok ucha. - Ale ta wiadomość zmieniłaby wiele. Wszyscy podchodziliby do tej sprawy zupełnie inaczej...
- Ale tego nie zrobimy - wtrąciłam cicho, wzdychając. Jak długo chce się ukrywać? Przecież Philipp prędzej czy później... się dowie. Co pomyśli, jak dowie się, ile z tym zwlekaliśmy? Ile czasu ukrywaliśmy to przed nim...
- Ryzykowałbym za dużo, gdyby wszyscy mieli się o nas dowiedzieć.
- Tak tylko mówisz...
- Nie, Mała. Słyszałaś jak Philipp skwitował... go. W jego oczach jako kandydat dla Ciebie jestem jeszcze niżej. Gdyby mi nie zależało... Nie byłoby mnie tutaj, tuż obok. Nie mówiłbym, że się bałem, kiedy ten śmieć był tak blisko. Nie starałbym się ukrywać nas przed Twoim bratem... Zależy mi na Tobie. Jak na nikim innym, słyszysz?
Niepewnie podniosłam głowę. Nieważne, ile razy to słyszałam, dla mnie to i tak kosmos. On, mówiący, że mu na mnie zależy... Nie, to bajka.
- Powiedz to jeszcze raz - poprosiłam cicho, opuszkami palców dotykając jego policzka. Przymknęłam powieki, kiedy jego wargi natrafiły na moje.
Nim mi odpowiedział, to wolał to pokazać w sposób niewerbalny. Nie żebym narzekała... Możliwość całowania tych niepełnych, ale cudownych ust...
- Jesteś dla mnie najważniejsza.
![]() |
| moje (no nie takie) male Bubu takie szczesliwe, aw |
Chloe szczesliwa, Ivan pewnie tez, co nie? wszyscy szczesliwi, tylko Nika umiera X D

Cuudowne ❤❤❤❤
OdpowiedzUsuńboze swiety ta koncowka, tak mnie za serce zlapała ze siedze i usmiecham sie jak glupia, super:-)
OdpowiedzUsuń