19 paź 2017

Das kann nicht ehrlich sein - 41.

Potrzebowałam tego zapomnienia jeszcze bardziej, chciałam znieczulić się tak, jak przed tą rozmową... a nawet i jeszcze gorzej. Chciałam zapomnieć o niej przebiegu... nie chciałam pamiętać tego bólu w jego głosie, tego, że go kocham...
Dlatego piłam jeszcze więcej, co przypłaciłam tym, że straciłam nad sobą kontrolę, a film się urwał.
Obudziłam się na miękkim łóżku, okryta cienką, ciepłą kołdrą. Nie wiedziałam jak się tam dostałam, która jest godzina i czy w ogóle jeszcze żyję.
Może umarłam i obudzę się obok Ivana?
Marzenie.
Nadal żyłam. A szkoda, bo wypiłam tyle alkoholu, że już od kilku godzin powinnam stygnąć, a moja dusza powinna cierpieć katusze za ludzką egzystencję.
Żyłam, a w dodatku miałam coś takiego jak układ nerwowy i czucie wszystkich kończyn oraz zmysłów. Zdębiałam, kiedy tylko ogarnęłam, że nie mam na sobie ubrań, a w tyle głowy liczyłam, że to głupi sen.  Albo że jednak umarłam.
Przycisnęłam głowę jeszcze bardziej do poduszki i zacisnęłam jeszcze mocniej powieki, po chwili powoli je podnosząc. Nic nie pomogło. To była pieprzona rzeczywistość. Nie chciałam nawet wyobrażać sobie, co mogłam robić tej nocy.
Usłyszałam dziwne szmery dobiegające z bliskiej odległości. Część mnie chciała poznać źródło tych dźwięków, jednak zdecydowana większość nie chciała tego. Nie chciała także wiedzieć, co działo się w przeciągu ostatnich godzin. 
Jak przez mgłę widziałam tamten wieczór. Może podświadomość wiedziała, co robi.
Po rozmowie z Ivanem wybuchłam tak spazmatycznym płaczem, że aż dziw, że żaden z sąsiadów, czy przebywających w pobliżu samców się nie zjawił. Albo nikt nie zadzwonił po policję, czy też pogotowie. Albo od razu po ludzi z ośrodka dla obłąkanych.
Później pamiętam, że zaczęłam pić czystą wprost z butelki, mieszałam to z drinkami, podawanymi przez gości gospodarza. Potem był Henrik, który bez większej krępacji się do mnie dobierał, a ja się nie sprzeciwiałam. Czyli...
Powoli podniosłam głowę i spojrzałam się w lewo, czego momentalnie pożałowałam.
To było naprawdę.
Półleżał tuż obok, opierając głowę o jedno z ramion. Jego głowa była zwrócona w moją stronę, a kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały... Nachylił się nade mną, całując mnie prosto w usta. Mruknął niezadowolony, kiedy napotkał sprzeciw z mojej strony.
Nie miał na sobie nic. Kompletnie nic.
- W nocy się tak nie opierałaś - musnął wargami mój obojczyk, a ja odwróciłam się w przeciwną stronę. Nie chciałam tego słuchać, nie chciałam, aby dotarło do mnie, co się wydarzyło. Że przesadziłam i się z nim przespałam... To nie mogło być prawdą.
- Byłaś nieziemska... Brakowało mi tego - uszczypnął mnie w brodę, podnosząc się z materaca. A mi zebrało się na wymioty.
Ukryłam twarz w dłoniach, wybuchając płaczem. Znów to zrobiłam... Znów pokazałam, że jestem nic nie warta. Znów to ja jestem tą gorszą..
Odetchnęłam z ulgą, gdy zniknął mi z widoku. To było obrzydzające.
Naciągnęłam na siebie pierwsze z brzegu ciuchy i czmyknęłam do łazienki. Czułam się brudna, musiałam się tego pozbyć. Przynajmniej spróbować to uczynić.
Stojąc przed lustrem widziałam tylko... coś obrzydliwego. Nie chodziło o to, że nie podobało mi się moje ciało – akceptowałam to, że mój brzuch nie jest idealnie płaski, czy mam trochę więcej tłuszczu na boczkach. To zawsze miało swoje plusy, ale nie chodziło mi o jego wygląd.
W odbiciu lustrzanym widziałam coś, co należało do zwykłej szmaty, brzydziłam się tego. Brzydziłam się siebie, szczególnie już tego, co robię...
Gorąca woda lecąca spod deszczownicy nie pomogła. Zimna też. Nadal czułam to samo.
Po powrocie do sypialni przebrałam się w coś świeżego i bez niczego wyszłam na balkon. Jeśli pamięć mnie nie myli, to tam zostawiłam wczoraj fajki. A raczej prawie pustą paczkę po nich.
Przez cały ten czas ignorowałam pulsujący ból głowy i suchość w gardle – swoim postępowaniem zasłużyłam na coś takiego i to jeszcze ze zwiększoną siłą. Nie powinnam nawet być w stanie podnieść się z łóżka, czy kiwnąć palcem. A teraz stoję i palę ostatniego znalezionego szluga.
Wypuszczając dym z nosa schwyciłam w dłonie telefon, leżący na fotelu. Został tam od poprzedniego wieczora... Ścisnęło mnie w gardle na myśl o tej rozmowie.
Pisał Philipp, który kazał mi się budzić, bowiem „ile można spać?” jak to się pytał. Ale on nic nie wiedział... Powinnam do niego w końcu zadzwonić, ale wiedziałam, że nie byłabym w stanie wysilić się na sztucznie radosny ton, więc zostały wiadomości tekstowe...
W pasku powiadomień wyświetliła mi się też jedna wiadomość, która... która dała mi tę nadzieję.
Ivi: On kłamie. Wiem, że nic nie zrobiłaś
Zagryzłam wargi, po raz kolejny odczytując zbitkę liter.
Skąd może wiedzieć? Przecież chyba nie mogli mieć ze sobą żadnego kontaktu... Oboje darzą się nienawiścią, więc dlaczego mi to wysłał?

~ Chłopaki zachowują się jak dzieci, ale to żadna nowina, prawda? ~ zarechał Hercher, kiedy rozmawiałam z nim przez telefon. Minęły trzy długie dni, od kiedy jestem w Dortmundzie. Dwie noce od zeszmacenia się. Byłam tu zdecydowanie za długo, ale nie umiałam się zebrać, żeby stamtąd uciec. ~ Ej, słuchasz Ty mnie w ogóle?
Nie wiem, wyłączyłam się. Znów wpełzła mi myśl, że powinnam być w Norymberdze. Powinnam z niecierpliwością czekać na nich, cieszyć się tym, że moi faceci są traktowani jak profesjonaliści... Ale nie byłam w stanie.
- Przepraszam, wyobraziłam sobie Ciebie jak biegasz po boiskach w Hanowerze, a babcia pęka z dumy - sztucznie się zaśmiałam, a mój brat do mnie dołączył.
~ Do tej pory chyba wyzdrowieję. Pytałem się, jak się czujesz.
- Dobrze - kolejne kłamstwo. - Chyba już wróciłam do siebie... - usłyszałam ciche prychnięcie. Chyba ktoś wrócił i to słyszał...
~ Kneza, pedale! ~ ryknął brat, po chwili jęcząc z bólu. ~ Są jednak rzeczy, które się nie zmieniają...
~ Mów za siebie! ~ odpowiedział mu Chorwat, a ja poczułam ścisk w gardle. Tak bardzo brakuje mi tego głosu...
- Zdecydowanie nigdy nie dorośniecie - mruknęłam, słysząc z tle czyjąś aprobatę, a potem Ivana i mojego brata, którzy mi zaprzeczali. Przede mną stanął Henrik, spoglądając na mnie wyczekująco. Westchnęłam ciężko. - Muszę kończyć... 
~ Oglądaj nas jutro! ~ trzy głosy chóralnie zawyły, przez co musiałam odsunąć urządzenie od ucha. 
- Jasne, do usłyszenia i zobaczenia - zakończyłam połączenie, jeszcze ciężej oddychając.
Philipp nalegał na rozmowę, co w sumie rozumiałam. Nie musiał wierzyć w to, co mu pisałam, wolał mnie usłyszeć, aby uwierzyć, czy już wszystko okej. Oby mój głos brzmiał chociaż w niewielkiej części wiarygodnie... Nie chciałam, aby się martwił.
Ramiona Bartscha oplotły się wkoło mojego brudnego ciała. Oparłam czoło o jego klatkę piersiową, nadal nie spuszczając wzroku z telefonu. Nadal nie zmieniłam zdjęcia, jakie miałam na tapecie. Często wpatrywałam się w nie, przypominając sobie ten tydzień w jego mieszkaniu. Te dni, kiedy tyle się działo... Oddałabym wiele, żeby wrócić do tamtych dni. Wtedy, gdy żyłam świadomością, że jestem dla niego ważna. Najważniejsza. Że mnie kocha...
Kolejna wiadomość. Kolejny sztylet w serce.
Ivi: Nadal nie wróciłaś do siebie, nie okłamuj siebie, mnie także. Phil też w to nie wierzy


*rysuje w powietrzu serduszka*
 a tu się nie wypowiem, czekam na Was XD

1 komentarz:

  1. Co ja mam napisać...Chloe ratuj się, póki na to czas...

    OdpowiedzUsuń