6 lis 2017

Alles wird gut - 44.

- Chciałem mu pokazać, że mogę mieć to, czego on nigdy nie zdobędzie - kontynuował, a we mnie się buzowała frustracja, złość i wszystkie inne złe emocje. Jak on śmiał... - I nigdy nie zdobył, bo to ja dobrałem się Tobie do majtek, nie on.
Nie wytrzymałam, tylko podeszłam do niego i wymierzyłam mu siarczystego policzka. Jak... jak on tak mógł?! Po tym wszystkim...
Żadne z nas nie miało czystych intencji – wiedziałam to od dawna. Ale żeby on był aż tak cyniczny i wyrachowany? Idealnie to sobie zaplanował... A ja byłam naiwna, ufając mu i opowiadając o tym wszystkim. Dałam mu kolejną szansę do popisu...
Wyglądał tak, jakby go to nawet nie bolało. Szyderczo się uśmiechał, nawet nie trzymając się za miejsce, które powinno go piec, a starałam się uderzyć jak najmocniej umiałam. Spodziewał się czegoś takiego. Na pewno.
Pod wpływem tego czułam, jak gwałtownie maleję. Słabnę pod wpływem tego wszystkiego... Złość zniknęła, zajęła je słabość.
- Nienawidzę Cię, Henrik.
- Twoje słowa to miód dla moich uszu - ta pewność siebie... Nie wiedziałam, co mogę, i czy w ogóle da się cokolwiek, zrobić. Ja... Byłam za słaba na to. Zdecydowanie.
Przymknęłam powieki, zaciskając palce na skroniach. W oczach czułam łzy, które chciały się uwolnić i pokazać, jaka naprawdę jestem. W gardle zjawiła się gula, która odbierała mi mowę. Aczkolwiek jeszcze walczyłam. Nie mogłam przy nim okazać słabości.
Nikt nic nie mówił. Słyszałam różne dźwięki, które na dobre na nic sensownego się nie składały.
- Twój książę dzwoni, chcesz może z nim porozmawiać? - spytał, a ja z początku nie reagowałam. Ivan dzwoni do Henrika? Niby po co?
Otworzyłam oczy, wyciągając w jego stronę dłoń, w którą podał mi dzwoniące urządzenie. Pospiesznie przeciągnęłam palcem po ekranie, odbierając połączenie.
~ Jeszcze raz tak o niej powiesz... ~ syknął Chorwat, myśląc, że odebrał Bartsch, nie ja.
- Ivan... - szepnęłam płaczliwie, nieudolnie kierując się w stronę tarasu. Nie chciałam, aby Niemiec był obecny podczas tej rozmowy. Nie chciałam mieć z nim już nic wspólnego. - Ivi, przepraszam...
Nic nie odpowiedział. Milczał, a ja się popłakałam. Co za mięczak ze mnie, boże.
Jego głos... To wszystko, co się działo w ciągu ostatnich minut... Co miał na myśli w tej wiadomości, przez którą aż musiał do niego zadzwonić?
- Ivan, powiedz coś, proszę.. - poprosiłam łamliwym tonem, a on odetchnął ciężej. Chciałam teraz być obok niego, móc się w niego wtulić i poczuć się nareszcie dobrze...
~ Nie wiem nawet co powiedzieć... Tęsknię za Tobą, skarbie. Z każdą chwilą coraz bardziej.
- Zrobiłam tyle złego... - na dźwięk „skarbie” przeszły mnie dreszcze, których mi brakowało.
~ Sam Cię do tego podżegłem...
Podżegł, nie podżegł... To jest teraz nieważne. Nie cofniemy tego, możemy zadziałać jedynie w tym, co będzie jutro. Nadać przyszłości zupełnie inny tor... Zrobić w końcu to, co oboje powinniśmy już dawno uczynić przyznać się Philowi do tego wszystkiego. Tak na początek.
W końcu czas powiedzieć mu to, co postanowiłam. Że chcę zacząć nowy rozdział w moim życiu. W naszym życiu, naszej historii...
- Chcę wrócić do Norymbergi - Chorwat wciągnął zaskoczony głośno powietrze. Wiem, kochanie.
~ Czekałam na te słowa od chwili, kiedy dowiedziałem się, że tam jesteś ~ zamilkł na chwilę. ~ Zadzwoń do Moritza, on Ci pomoże. Nie możesz już tam być...
- Już mi pomógł, Ivi. Pomógł mi ostatecznie podjąć tę decyzję - teraz to ja ucichłam. Usłyszałam stukanie w szybę. Henrik... - Ale powiem Ci o niej niedługo, kiedy... Mnie już tu nie będzie. 
~ Chloe?.. ~ był przerażony. Po chwili dotarło do mnie, jak to zdanie zabrzmiało.
- Głuptasie, chodziło mi o to, kiedy wyjdę z mieszkania Bartscha - mimowolnie się zaśmiałam. Tak bardzo go to przejęło...
~ Przestraszyłaś mnie, wiesz? Będę czekał.

To dziwnie zabrzmi i będzie jeszcze dziwniej wyglądać, ale... okazało się, że Leitner czekał cały czas w dokładnie w tym samym miejscu, w którym  według mnie  się żegnaliśmy. Czy to nie dziwne? Kiedy spytałam się Mo, czemu czekał, to ten odpowiedział, że wiedział, że i tak podejmę tę decyzję. Wyglądałam na taką pewną?
Ogarnęła mnie ulga i... poczucie wolności, kiedy tylko opuszczałam blok zamieszkiwany przez Bartscha. Jakby ktoś zdjął ze mnie kajdany, w które na dobrą sprawę sama się wpakowałam.
- Kiedy na Ciebie czekałem, to rozmawiałem z Lisą - nie wiem, jaką minę zrobiłam, aczkolwiek jej widok u Moritza wywołał gromki śmiech. - Ej, no! Nie jest taka zła, naprawdę! Po prostu była zaskoczona Twoją obecnością i powodem wizyty u nas. Ale wszystko ogarnęła i chciałaby poznać osobę, na której punkcie oszalał Ivan.
Uśmiechnęłam się na dźwięk oszalał. To takie... Nie do pomyślenia, naprawdę! Chwilami nadal to wszystko do mnie nie dociera...
- Mówiła też, że jak wrócimy, to czeka na nas lasagne ze szpinakiem jej roboty. Niebo w gębie, przysięgam!
Wywróciłam oczami, kręcąc z politowaniem głową. Kolejny, który żyje dla jedzenia...
Zerkałam przez okno. Dortmund zaczynał żyć jeszcze bardziej  było może po 20, a ludzi jeszcze więcej niż w ciągu dnia, co na dobrą sprawę mnie nie dziwiło. Bowiem komu chciałoby się siedzieć na zewnątrz w skwar, jaki serwowała nam matka natura za dnia?
Obserwując dortmundzką społeczność myślałam o Philippie. Obiecałam mu, że wyjaśnię tę sytuację... Co mu powiem? Uciekłam stąd, bo kocham Twojego przyjaciela. Uciekłam, bo on też mnie kocha, ale zrobił coś, czego nie powinien.”? Toż to niedorzeczne!
Nie, nie wiem, jak mu to przekażę. Nic nie wiem.
- Nie denerwuj się - położył swoją dłoń na mojej, która  nie wiedząc kiedy  zaczęła wystukiwać bliżej nieokreślony rytm na skórzanym obiciu podłokietnika. - Teraz już będzie tylko lepiej, zobaczysz.
- Nie chodzi o to...
- Coś jeszcze się dzieje?
- Mój brat... Mo, on nic nie wie. Nie wie, gdzie jestem. Na pewno jest wściekły na mnie, bo unikam szkoły bez, rzecz jasna w jego mniemaniu, bliżej określonego powodu. Nie wie też o tym, co łączy Ivana i mnie...
- Naprawdę? - naprawdę Cię to dziwi?
- Pozwalałbyś swojemu kumplowi spotykać się ze swoją młodszą siostrą? - nie odpowiadał. - No właśnie...
- Zna Ivana, na pewno by to wyglądało inaczej...
- Chciałabym... No ale mniejsza. Wierzę, że będzie dobrze  w końcu na każdego z nas przychodzi ta chwila...
- I tak ma być! - usłyszałam aprobatę ze strony młodego piłkarza. - Myślisz o wiele bardziej pozytywnie niż ta niemota - spiorunowałam go wrogim spojrzeniem, gdy zrozumiałam, że tak określił Ivana.
Drgnęłam, czując wibracje w kieszonce spodenek. Siedząc w samochodzie zebrałam się na odwagę, aby umieścić kartę SIM z powrotem w telefonie. Nie obyło się bez spamu i masy nieodebranych połączeń od brata, ale nie zwracałam na nie uwagi. Wrócił też internet, co oznacza...
Od razu po otrzymanym powiadomieniu sięgnęłam po komórkę. Na mojej twarzy z automatu zakwitł uśmiech, kiedy tylko odczytałam autora wiadomości.
Ivi:  Keine gibt mir, was du gibst
(...)
Du bist einfach nur für mich (yes)
Uns're Liebe ist besiegelt
Und du kannst mir wirklich glauben, dass ich dich für immer liebe*
Nie hamowałam się ze łzami, czułam... Czułam to, czego brakowało mi przez ostatnie dni.
Szczęście.
Miłość...
Radość.
Euforię...
To wszystko było takie... Takie prawdziwe. W końcu czułam, że oddycham pełną piersią, a świat stawał się coraz bardziej kolorowy.
Ten pobyt  pomimo tego, jak wyglądał  jednak miał swoje dobre zakończenie.


*Żadna nie jest w stanie dać mi tego, co Ty mi dajesz
Jesteś po prostu tylko dla mnie (tak)
Nasza miłość jest przypieczętowana
Naprawdę możesz mi wierzyć, że będę Cię zawsze kochał (ładnie też brzmi: Uwierz mi, że to miłość na zawsze)


BOŻE, NO NARESZCIE. tak mi się cieplutko na serduszku robiło, gdy to poprawiałam. Was pewnie to ucieszy, nieprawdaż?

1 komentarz: