Moritz chwilę po dziesiątej odwiózł mnie na dworzec. W dokładnie to samo miejsce, z którego Bartsch odbierał mnie jedenaście dni temu. Zacisnęłam powieki na samo wspomnienie siebie z tamtego dnia, mając nadzieję, że w ten sposób wyrzucę to z pamięci. Próbowałam zablokować rewatch wydarzeń z tego dnia – jego dotyk, te wszystkie gesty.... To było coś potwornego. Wyglądałam okropnie i równie źle się czułam. I jeszcze gorzej czyniłam.
Aczkolwiek myślę, że potrzebowałam czegoś takiego, że musiałam zejść w dół, zrobić parę kroków w tył, aby teraz móc pewnie wrócić tam, gdzie powinnam być. Obok niego.
- Trzymam kciuki - szepnął, ściskając znacząco moje dłonie. Kierował w moją stronę uśmiech, który za zadanie miał podnieść mnie na duchu. Szczerze? Chyba to robił, bowiem czułam się ciut pewniej. Słusznie robiłam.
- Nigdy nie przestanę być Ci za to wdzięczna, wiesz?
- Wiem - zaśmialiśmy się. Jeszcze przez chwilę mnie do siebie przytulał, po czym zniknął w swoim aucie, a ja skierowałam się w stronę odpowiedniego peronu.
Pięć minut później zajmowałam już miejsce w swoim wagonie i bez niczego mogłam się wyłączyć – pomieszczenie było jeszcze puste. Założyłam na uszy słuchawki i włączyłam swoją ulubioną playlistę, zatracając się w rozmyślaniach.
Liczyłam, miałam nadzieję, na coś zupełnie innego. Oby w końcu lepszego. To wszystko... Chwilami jest potwornie przytłaczające i nie mogę nad tym w żaden sposób zapanować, co doprowadza do takich wyborów, jakie dokonywałam...
Moja miłość do Kneževicia... Chwilami nie daję sobie z nią rady, uginam się pod ciężarem tego uczucia... Wiem, że mogłam to zakończyć, także w zupełnie inny sposób, ale wiedziałam, że nie poczuję do innej osoby tego, co do niego. Potrzebowałam go, niemal tak samo, jak powietrza...
Te dni były gorsze niż potworne. Nie jestem w stanie znaleźć w swoim słowniku żadnych słów, które je określą. Oddałabym wiele, aby je wykasować, aby żyć ze świadomością, że nigdy ich nie było.
W czasie jazdy za bardzo oddałam się rozmyślaniom, podsumowując to wszystko, co działo się od kiedy ujrzałam tego snapa. Chociaż chyba to dobrze, że w końcu postanowiłam zebrać się w garść i stanąć naprzeciw temu.
Dwadzieścia cztery dni i dwadzieścia cztery noce pełne cierpienia, bólu, płaczu... Oraz innych negatywnych uczuć, które ostatecznie doprowadziły mnie do Dortmundu, gdzie gwałtownie się wybudziłam z letargu, przy okazji poznając prawdziwe zamiary Bartscha. Nie spodziewałam się, że robił to wszystko, aby „znęcać” się nad Ivanem.
Dwadzieścia cztery dni i dwadzieścia cztery noce pełne cierpienia, bólu, płaczu... Oraz innych negatywnych uczuć, które ostatecznie doprowadziły mnie do Dortmundu, gdzie gwałtownie się wybudziłam z letargu, przy okazji poznając prawdziwe zamiary Bartscha. Nie spodziewałam się, że robił to wszystko, aby „znęcać” się nad Ivanem.
Dwadzieścia cztery dobry, w których po prostu nie byłam sobą – ginęłam w oczach, utraciłam dosłownie wszystko, co tylko miałam... To był koszmar.
Dotychczas myślałam, że nie jestem wystarczająco dobra dla niego dobra. Że oczekuje ode mnie czegoś więcej, czegoś, czego nie mogę mu dać, zagwarantować... I dlatego to zrobił – bo nie dostał ode mnie tego, czego chciał.
Przecież na dobrą sprawę w jego oczach mogę być zwykłą gówniarą. Naiwną nastolatką, która szaleje za nim. Ale... Ivan taki nie jest. To wszystko mi to pokazało, że moje obawy to najzwyklejsze przewrażliwienie i strach.
Dotychczas myślałam, że nie jestem wystarczająco dobra dla niego dobra. Że oczekuje ode mnie czegoś więcej, czegoś, czego nie mogę mu dać, zagwarantować... I dlatego to zrobił – bo nie dostał ode mnie tego, czego chciał.
Przecież na dobrą sprawę w jego oczach mogę być zwykłą gówniarą. Naiwną nastolatką, która szaleje za nim. Ale... Ivan taki nie jest. To wszystko mi to pokazało, że moje obawy to najzwyklejsze przewrażliwienie i strach.
Może przesadzam. Aczkolwiek te myśli są najzwyczajniej w świecie okropne. Przerażają mnie, wielokrotnie nie pozwalały spać... Bardzo się bałam, że ostatecznie mogą okazać się prawdziwe.
Oparłam głowę o szybę, głębiej oddychając. Chyba wyłączyłam się na dłuższą chwilę, co pokazywał mi telefon, w którym pojawiła się informacja, że przejechaliśmy połowę drogi do Norymbergi. Tuż obok było powiadomienie – nowa wiadomość, tym razem SMS. Na widok nadawcy na mojej twarzy zarysował się uśmiech.
Ivi: Napisz, kiedy już będziesz na miejscu. Nie mogę się doczekać
Przesadzałam.
Zdecydowanie przesadzałam z tymi myślami – gdyby mu nie zależało, to nie wysłałby żadnej z tamtych wiadomości. Nie interesowałby się mną, gdy tylko wyjechałam. Nie wykłócałby się z Henrikiem...
Coś mnie podkusiło, abym jeszcze raz je przejrzała. Z każdą kolejną czułam, że dobrze robię. Że nasza miłość pokona tę obawę. Że poradzę sobie z tym bólem.
W oczach czułam kłębiące się łzy – to wszystko... Nie umiem opisać tej mieszanki euforii, skrętu żołądka i latającego serca. Tęskniłam za tymi doznaniami – były o wiele lepsze od załamania i lamentu, jaki towarzyszył mi w ostatnim czasie. Pokazywał mi w tych krótkich słowach swoją drugą stronę – duszę romantyka, którą nieświadomie w sobie kreował...
Minionego wieczora długo rozmawialiśmy przez telefon. Później gdzieś do drugiej w nocy wymienialiśmy wiadomości tekstowe na Whatsappie. Może źle robiłam, może nie, zważając na to, że on miał swoje obowiązki oraz powinien się wyspać. Nie wiem, nie chcę o tym myśleć, tylko poddać się uczuciom. Może w końcu poprowadzą mnie dobrą drogą...
W nocy rozpierała mnie taka energia, przez którą zasnęłam tuż przed świtem. Mimo, że spałam jakieś trzy godziny, to czułam się tak, jakbym spała trzynaście – byłam w takim stanie, że mogłam przenosić góry! Ivan mnie uskrzydla, zdecydowanie.
W pewnym momencie poczułam, że ktoś się na mnie patrzy. Dyskretnie rozejrzałam się po przedziale – wszyscy siedzieli w telefonach, bądź też czytali książki. Jedynym wyjątkiem była starsza, pomarszczona pani, której wzrok skupiał się na mojej osobie. Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, ta uśmiechnęła się do mnie tak, że aż się zawstydziłam. Spuściłam wzrok, aczkolwiek miałam przeczucie, że cały czas mnie obserwuje.
Ten stan utrzymywał się do samej Norymbergi. Kiedy zbierałam się do wyjścia, na swoim nadgarstku poczułam czyjeś ciepłe palce. Jak się okazało, zatrzymała mnie owa starsza pani, która nie spuszczała ze mnie oczu przez dobrą godzinę.
- Zaufaj swojemu sercu - szepnęła, pocierając moją dłoń. - Ono wie najlepiej.
- Dziękuję - odpowiedziałam jej tym samym tonem, posyłając delikatny uśmiech. Te słowa... Nie wiem, aż tak po mnie widać, co właśnie przeżywam?
Aczkolwiek... potrzebowałam takiego wsparcia od osoby zupełnie nieznanej. Dodała mi odwagi i jeszcze bardziej upewniła w słuszności mojej decyzji. Serce wie najlepiej.
Opuszczając pociąg, napisałam wiadomość do Chorwata, że już jestem na miejscu. Nie mogłam doczekać się chwili, kiedy tylko go zobaczę. Tak potwornie bardzo mi go brakowało... Mimo iż z lekka obawiałam się, co zrobię, kiedy tylko staniemy twarzą w twarz. Bałam się, że spanikuję i będę chciała uciec.
Ivi: Widzę Cię
Po odczytaniu SMSa znów prześledziłam wzrokiem najbliższą okolicę. Był... dosłownie przede mną... a ja poczułam, że tracę nad sobą kontrolę – ciało zaczęło przyjemnie drżeć, a wargi składały się na cichy, nieskładny szept.
No i gdzie ta obawa, że ucieknę? Gdzie panika?
Nieśmiało wyciągnął jedną z dłoni, którą ujął mój policzek. Jego oczy rozwarte były do granic możliwości, a te cudowne wargi kształtowały się na „mój” uśmiech...
- Skarbie... - wykrztusił to z siebie z ledwością; z kolei ja byłam w takim stanie, że nie umiałam nic pomyśleć, a co dopiero powiedzieć...
Wtuliłam się w niego, obejmując go jak najmocniej się dało. Otoczył mnie swoimi ramionami, przyciskając wargi do mojego czoła. Kiedy to zrobił... Wszelkie zapory pękły, a z oczu pociekły łzy. Szczęścia rzecz jasna.
W końcu poczułam, że wszystko się we mnie odrodziło. Wszystko we mnie znów posklejało się w kompletną całość...
Oparłam głowę o szybę, głębiej oddychając. Chyba wyłączyłam się na dłuższą chwilę, co pokazywał mi telefon, w którym pojawiła się informacja, że przejechaliśmy połowę drogi do Norymbergi. Tuż obok było powiadomienie – nowa wiadomość, tym razem SMS. Na widok nadawcy na mojej twarzy zarysował się uśmiech.
Ivi: Napisz, kiedy już będziesz na miejscu. Nie mogę się doczekać
Przesadzałam.
Zdecydowanie przesadzałam z tymi myślami – gdyby mu nie zależało, to nie wysłałby żadnej z tamtych wiadomości. Nie interesowałby się mną, gdy tylko wyjechałam. Nie wykłócałby się z Henrikiem...
Coś mnie podkusiło, abym jeszcze raz je przejrzała. Z każdą kolejną czułam, że dobrze robię. Że nasza miłość pokona tę obawę. Że poradzę sobie z tym bólem.
W oczach czułam kłębiące się łzy – to wszystko... Nie umiem opisać tej mieszanki euforii, skrętu żołądka i latającego serca. Tęskniłam za tymi doznaniami – były o wiele lepsze od załamania i lamentu, jaki towarzyszył mi w ostatnim czasie. Pokazywał mi w tych krótkich słowach swoją drugą stronę – duszę romantyka, którą nieświadomie w sobie kreował...
Minionego wieczora długo rozmawialiśmy przez telefon. Później gdzieś do drugiej w nocy wymienialiśmy wiadomości tekstowe na Whatsappie. Może źle robiłam, może nie, zważając na to, że on miał swoje obowiązki oraz powinien się wyspać. Nie wiem, nie chcę o tym myśleć, tylko poddać się uczuciom. Może w końcu poprowadzą mnie dobrą drogą...
W nocy rozpierała mnie taka energia, przez którą zasnęłam tuż przed świtem. Mimo, że spałam jakieś trzy godziny, to czułam się tak, jakbym spała trzynaście – byłam w takim stanie, że mogłam przenosić góry! Ivan mnie uskrzydla, zdecydowanie.
W pewnym momencie poczułam, że ktoś się na mnie patrzy. Dyskretnie rozejrzałam się po przedziale – wszyscy siedzieli w telefonach, bądź też czytali książki. Jedynym wyjątkiem była starsza, pomarszczona pani, której wzrok skupiał się na mojej osobie. Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, ta uśmiechnęła się do mnie tak, że aż się zawstydziłam. Spuściłam wzrok, aczkolwiek miałam przeczucie, że cały czas mnie obserwuje.
Ten stan utrzymywał się do samej Norymbergi. Kiedy zbierałam się do wyjścia, na swoim nadgarstku poczułam czyjeś ciepłe palce. Jak się okazało, zatrzymała mnie owa starsza pani, która nie spuszczała ze mnie oczu przez dobrą godzinę.
- Zaufaj swojemu sercu - szepnęła, pocierając moją dłoń. - Ono wie najlepiej.
- Dziękuję - odpowiedziałam jej tym samym tonem, posyłając delikatny uśmiech. Te słowa... Nie wiem, aż tak po mnie widać, co właśnie przeżywam?
Aczkolwiek... potrzebowałam takiego wsparcia od osoby zupełnie nieznanej. Dodała mi odwagi i jeszcze bardziej upewniła w słuszności mojej decyzji. Serce wie najlepiej.
Opuszczając pociąg, napisałam wiadomość do Chorwata, że już jestem na miejscu. Nie mogłam doczekać się chwili, kiedy tylko go zobaczę. Tak potwornie bardzo mi go brakowało... Mimo iż z lekka obawiałam się, co zrobię, kiedy tylko staniemy twarzą w twarz. Bałam się, że spanikuję i będę chciała uciec.
Ivi: Widzę Cię
Po odczytaniu SMSa znów prześledziłam wzrokiem najbliższą okolicę. Był... dosłownie przede mną... a ja poczułam, że tracę nad sobą kontrolę – ciało zaczęło przyjemnie drżeć, a wargi składały się na cichy, nieskładny szept.
No i gdzie ta obawa, że ucieknę? Gdzie panika?
Nieśmiało wyciągnął jedną z dłoni, którą ujął mój policzek. Jego oczy rozwarte były do granic możliwości, a te cudowne wargi kształtowały się na „mój” uśmiech...
- Skarbie... - wykrztusił to z siebie z ledwością; z kolei ja byłam w takim stanie, że nie umiałam nic pomyśleć, a co dopiero powiedzieć...
Wtuliłam się w niego, obejmując go jak najmocniej się dało. Otoczył mnie swoimi ramionami, przyciskając wargi do mojego czoła. Kiedy to zrobił... Wszelkie zapory pękły, a z oczu pociekły łzy. Szczęścia rzecz jasna.
W końcu poczułam, że wszystko się we mnie odrodziło. Wszystko we mnie znów posklejało się w kompletną całość...
przysięgam, mam podobną minę teraz XD
w końcu, co nie?
ps. zostały dwa rozdziały i epilog:)

Endlich!!! Jestem szczęśliwa i oni tez i niech tego nie spieprzą ☺️
OdpowiedzUsuńW końcu są szczęśliwi i to jest najważniejsze <3 Tak długo mnie tu nie było, ale na szczęście szybko nadrobiłam zaległości, wracając do poprzednich rozdziałów, których nie komentowałam to szczerze bym Ci przywaliła szpadlem, ale się wybroniłaś tym rozdziałem. :D
OdpowiedzUsuńSzkoda, że końcówka, ale mam nadzieję, że będzie między nimi jak najlepiej i już będą szczęśliwi. Chloe i Ivan forever <3
Czekam na więcej :')
Ja się nie zgadzam na koniec ;|||
OdpowiedzUsuńJakie to cudowne ❤❤❤
Najpiękniejsze ❤❤❤❤❤
Czekam <33333