Po tym nie wróciłam już do swojego pokoju, Philipp mi zabronił. Wziął trochę moich rzeczy z szafy i przeniósł do siebie, po czym zamknął drzwi na klucz, który non stop ma przy sobie. Tym sposobem zostałam zmuszona do przeniesienia się jak najdalej stamtąd. Za swój cel obrałam sypialnię brata, ewentualnie ogród.
Starałam się ze sobą walczyć – siliłam się na to, aby wyglądać tak, jakby było już dobrze. Ale on wiedział, że tak nie jest. Przecież znał mnie jak nikogo innego. Wiedział też, że nic nie zdziała zmuszając mnie do rozmowy. Dlatego czekał i to przeżywał. Przeżywał tak bardzo, że nie był w stanie zbyt długo ze mną siedzieć w jednym domu...
Minął tydzień. Potwornie ciągnący się tydzień. Nadszedł dzień, którego na dobrą sprawę nie chciałam...
Wracał.
Przynajmniej tak było ustalane, gdy tylko opuszczał miasto. Gdy wszystko było jeszcze dobrze. Mieli jechać na dziewięć dni i wrócić. Miało być dobrze.
No właśnie. Miało.
Przynajmniej tak było ustalane, gdy tylko opuszczał miasto. Gdy wszystko było jeszcze dobrze. Mieli jechać na dziewięć dni i wrócić. Miało być dobrze.
No właśnie. Miało.
Nadal nie odbierałam od niego wiadomości, czy telefonów. Nieprzerwanie bolało, a z każdym dniem było coraz gorzej. Maska na nic się nie zdawała – dodatkowo pękała coraz bardziej.
O poranku wstawałam z łóżka z coraz mniejszą chęcią do wszystkiego. Z coraz większym strachem.
Z coraz mniejsza ilością siły. Z coraz większym zmęczeniem.
Z coraz mniejsza ilością siły. Z coraz większym zmęczeniem.
Znów nie byłam sobą, ale w porównaniu do tego, co było trzy miesiące temu... Było zdecydowanie gorzej.
Philippa standardowo nie było w domu. Siedziałam sama, na bujaczce za domem. W jednej z dłoni trzymałam papierosa, a w drugiej książkę. Nie wiem, lubię chyba sprawiać sobie ból, wybierając tanie romansidła zamiast jakiegoś thrillera...
Po skończeniu kolejnego rozdziału „Chłopaka na zastępstwo” zerknęłam na zegarek w telefonie. Niemal siedemnasta. Zbliżała się pora na jakąś przekąskę. Tak, Philipp ustalił mi godziny jedzenia, których muszę przestrzegać jak najświętszych przykazań. Zrobił to po tym, jak zemdlałam na jego oczach... Nie mogłam tego powtórzyć. Dlatego zmuszałam się do jedzenia.
Dogasiłam papierosa, podnosząc się z bujaczki. Pewnie już wrócił do domu, ale nie wychodził – nie chciał się narzucać.
Wróciłam do środka, gdzie zastałam głuchą ciszę. Super, znów sama... Westchnęłam ciężko, przechodząc do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wpatrywałam się w nią przez kilka minut, zastanawiając się, co mogłabym w siebie wmusić. Ostatecznie padło na parówki.
Kiedy się gotowały, ktoś zadzwonił do drzwi. Ignorowałam ten dźwięk – najlepszym wyjściem jest to, abym nie pokazywała się ludziom na oczy. W końcu przestał dzwonić, co przyjęłam z ulgą. Jednakże po chwili do akcji włączył się domowy, który zmusił mnie do nawiązania kontaktu z nimi.
- Halo? - zwróciłam się do osoby znajdującej się po drugiej stronie. Jednak nie usłyszałam niczego w odpowiedzi, a ktoś pod drzwiami znów zaczął swoje.
Przymknęłam powieki, odkładając słuchawkę. Powolutku podeszłam do drzwi, wahając się. Otworzyć, czy nie? Uparcie wpatrywałam się w klamkę, poszukując odpowiedzi. Dzwonek regularnie się odzywał, a ten dźwięk irytował coraz bardziej.
Ostatecznie zrobiłam to pierwsze, momentalnie tego żałując.
On.
On.
Nic nie mówił, chociaż jego wargi próbowały ułożyć się do wypowiedzi.
Po prostu stał i patrzył się wprost na mnie, a jego oczy z każdą sekundą rozwierały się coraz bardziej. Ducha zobaczyłeś, kochanie?
Po prostu stał i patrzył się wprost na mnie, a jego oczy z każdą sekundą rozwierały się coraz bardziej. Ducha zobaczyłeś, kochanie?
Moje serce przyspieszyło swoje bicie na jego widok. W oczach stanęły łzy, a nogi niemal się nie ugięły...
Tęskniłam za nim. Tak potwornie bardzo... Brakowało mi jego widoku; jego ramion, jego dotyku... Jego głosu i dosłownie wszystkiego, co jest z nim związane. Ale zrobił coś złego... Powinnam go nienawidzić.
Zabrakło mi sił, żeby zamknąć przed nim drzwi.
Zabrakło mi odwagi, żeby kazać mu stąd odejść.
A on to wykorzystał, stawiając pierwszy krok, potem drugi... Nie byłam w stanie się cofnąć, a kiedy jego ramiona oplotły moje ciało... Przycisnął mnie do siebie, wtulając policzek w moje włosy.
Część mnie złożyła się z powrotem do kupy.
Część mnie złożyła się z powrotem do kupy.
„Zniknij z mojego życia!” – krzyczał rozum, który kłócił się z sercem. Z sercem, które chciało, aby tu był. Aby nigdy mnie nie opuszczał, i żeby tamta sytuacja nigdy nie miała miejsca. Ale to nie było możliwe – zrobił to. Całując się z tamtą pokazał mi, gdzie moje miejsce. Zrobił to samo, co z każdą poprzednią.
„Zawsze chciałaś, żeby tu był. Teraz masz, mimo wszystko! I co, tak nagle dasz sobie spokój?” No właśnie? Chciałam, żeby tu był. Potwornie o tym marzyłam. Nie tylko czasem, jak to śpiewa Sierra Kidd. Zawsze, już na zawsze.
„Zawsze chciałaś, żeby tu był. Teraz masz, mimo wszystko! I co, tak nagle dasz sobie spokój?” No właśnie? Chciałam, żeby tu był. Potwornie o tym marzyłam. Nie tylko czasem, jak to śpiewa Sierra Kidd. Zawsze, już na zawsze.
- Nie ma słów, które wytłumaczą, co zrobiłem - szepnął łamliwym tonem, przenosząc dłonie z moich pleców na policzki. Chciał, abym na niego spojrzała, ale... Nie byłam w stanie. Po prostu stałam, jak ten słup soli. Nie potrafiłam zmusić się do jakiejkolwiek reakcji. Dłonie zwisały wzdłuż ciała, nie były w stanie go odepchnąć. Taka była rzeczywistość – potrzebowałam go, ale nie byłam w stanie się przełamać. Nie po tym...
Jego wargi dotykały mojego czoła, skroni, policzków... W końcu zatopiły się w moich.
Zrobił to. Potwornie mi tego brakowało.
Chciałam się odsunąć – to było jedyne rozsądne wyjście. Opierałam się, jak najbardziej się dało, ale to... I tak nie zdało się na nic. Bez problemów mnie podniósł i swoim ciałem przyparł do ściany. Próbował wykrzesić ze mnie cokolwiek innego, niż łzy, które ciurkiem leciały po moich policzkach. Na marne.
Stałam i wyłam, a on mnie całował, dotykał i... Chyba sam płakał.
Stałam i wyłam, a on mnie całował, dotykał i... Chyba sam płakał.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam... - mówił między całusami. Ciężko oddychał, co tylko potwierdzało moją teorię.
Chciałam wierzyć w te przeprosiny. Chciałam wierzyć, że te słowa to najczystsza skrucha... Ale tak nie było. Znów kłamał.
Chciałam wierzyć w te przeprosiny. Chciałam wierzyć, że te słowa to najczystsza skrucha... Ale tak nie było. Znów kłamał.
- Wyjdź - powiedziałam niepewnie, czego nawet nie usłyszał. Odkręciłam głowę w bok, a jego usta zatrzymały się w pobliżu ucha. Ciężko oddychał, wręcz sapał. - Zostaw mnie, słyszysz?
- Chloe... - jego oddech powodował te przyjemne dreszcze... Chciałam się im oddać, ale nie. Nie powinnam.
- Nie... Wiesz, co zrobiłeś.
- Żałuję tego. Nawet nie wiesz, jak bardzo.
Zacisnęłam powieki. Byłam w stanie ulec, ale... Nie, nie tym razem. Wewnętrzna feministka kazała mi być silną. Musiałam mu pokazać, gdzie jego miejsce.
Ten feminizm jest chory, ale czy wygra ze zranioną osobą?
Ten feminizm jest chory, ale czy wygra ze zranioną osobą?
- Zniknij z tego domu.
Jeszcze przez chwilę czułam go tuż obok. Kiedy się cofnął... Znów się rozpadłam. Poczułam się, jakby moje serce wyleciało mi z piersi i dołączyło do niego. Tam, gdzie powinno być już na zawsze.
- Ja się nie poddam, Chloe - ten łamiący się, oraz wszystko we mnie, głos... A potem dźwięk zamykanych drzwi. Osunęłam się po ścianie, ukrywając twarz w dłoniach. Znów się złamałam. Znów pękłam.
Zostałam sama.
Chciałam za nim ruszyć, kazać mu wrócić i przytulić tak mocno, że zapomniałabym o wszystkim... Ale sam to zaczął. Sam sprowokował tę sytuację.
Znów rozdzwonił się domowy. Nie miałam nawet siły podnieść się z podłogi, aby odebrać połączenie. Na moje (nie)szczęście dzwoniący nagrał wiadomość na pocztę głosową, a automatyczna sekretarka od razu zaczęła powiadamiać o niej. O jej treści też...
„Kocham Cię”
Głupie dwa słowa wypowiedziane przez tę jedną osobę. Głupie dwa słowa, które dla mnie w jego ustach miały największą wartość.
Zostałam sama.
Chciałam za nim ruszyć, kazać mu wrócić i przytulić tak mocno, że zapomniałabym o wszystkim... Ale sam to zaczął. Sam sprowokował tę sytuację.
Znów rozdzwonił się domowy. Nie miałam nawet siły podnieść się z podłogi, aby odebrać połączenie. Na moje (nie)szczęście dzwoniący nagrał wiadomość na pocztę głosową, a automatyczna sekretarka od razu zaczęła powiadamiać o niej. O jej treści też...
„Kocham Cię”
Głupie dwa słowa wypowiedziane przez tę jedną osobę. Głupie dwa słowa, które dla mnie w jego ustach miały największą wartość.
mała rada cioci Dominiki – nigdy się nie zakochujcie.

Biedna dziewczyna :( Tak bardzo mi jej szkoda, dlaczego musisz tak bardzo mieszać? :(
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej i mam nadzieje, że wszystko się ułoży i nie będzie już rozpaczania tylko sielanka <3
Czekam! :D
Nadrobiłam i Cię zaraz zabije. Czemu Ivan tak się zachował ?! Cham i prostak... biedna Chloe ☹️
OdpowiedzUsuń