Od ponad minuty wpatrywałam się wprost na udającego skupionego na drodze Ivana.
Tak naprawdę był zdenerwowany, a nawet i... przestraszony. Sama też tak wyglądałam, na pewno. Przerażona, zdenerwowana i zszokowana. A to wszystko przez, niby głupią, zbitkę liter...
Ivan właśnie powiedział, że Philipp już wszystko wie.
Nie byłam w stanie nic z siebie wykrztusić, dlatego wpatrywałam się w niego, jak cielę w malowane wrota, próbując zmusić go do jakichkolwiek wyjaśnień. Co go skusiło? A może Phil sam się domyślił?
- Powiedziałem mu o tym dwa dni temu - wyszeptał, przerywając uciążliwą ciszę. - Kiedy tylko do mnie zadzwonił i powiedział, że zostawiłaś mu list.
List, w którym wręcz błagałam go o to, aby się nie martwił, bo kiedy wrócę, to postaram mu się cokolwiek wyjaśnić. Postaram się wytłumaczyć, dlaczego nie ma mnie w domu, kiedy wróci. Dlaczego nic mu nie powiedziałam... Dlaczego tak się zachowywałam ostatnimi czasy.
- Jak zareagował?..
- Był... zawiedziony. Zawiedziony tylko dlatego, że nie byliśmy wobec niego szczerzy... - miałam dziwne przeczucie, że i tak nie przekazał mi wszystkiego... Ale wiedziałam, że i tak nie dowiem się niczego więcej, niż on sam z siebie mi nie powie. Bądź co bądź, trochę już go znałam.
Prócz tego moją głowę zaprzątała również jedna myśl... Jak to wszystko teraz będzie wyglądać? Co zrobi Philipp? A Ivan?
- To były ciężkie chwile dla niego. Najpierw moje zniknięcie, oraz ukryta prośba, aby się o mnie nie martwił. Potem Ty powiedziałeś mu o nas...
- Nie umiem powiedzieć Ci, co mnie podkusiło - spojrzał na mnie, a jego twarz przez chwilę ozdabiał uśmiech. - Po prostu nie umiałem już dłużej trzymać języka za zębami.
- Chyba dobrze zrobiłeś... - pogładził mnie po policzku, po chwili znów wracając do jazdy. Przymknęłam powieki, rozkoszując się przez te sekundy dotykiem jego dłoni na swoim ciele.
- Nie byłbym zbyt przekonany... Nie wiem, zaraz się dowiemy, co zrobi. Bo to co działo się dwa dni temu, to tylko wstęp do dzisiejszych wydarzeń.
Ostatnie zdanie dało mi coś na kształt „odpowiedzi”, takich wyjaśnień, co Philipp zrobił, gdy tylko Ivan mu powiedział. A to w wyobraźni nie wyglądało zbyt miło. Aczkolwiek nie zauważyłam na jego twarzy żadnych oznak bijatyki, przepychanki, czy potraktowania go przez Phila jak worka treningowego. Na szczęście.
Odetchnęłam ciężej, kiedy tylko zatrzymał pojazd. Nie spodziewałam się, że ta jazda minie tak szybko... Kiedy nie trzeba, to ten czas tak szybko gna...
Ivan szybko opuścił auto, w przeciwieństwie do mnie. Mozolnie zbierałam się do odpięcia pasu bezpieczeństwa. Jeszcze gorzej szło mi opuszczenie skórzanego fotela. Nie miałam zbyt dobrych przeczuć.
- Od tego nie uciekniesz - mruknął, odzywając się z tyłu samochodu. Wyciągał właśnie moją torbę. Westchnęłam, naciskając klamkę od drzwi. Jednak jeszcze nie wysiadłam. Nie byłam w stanie się do tego zmusić.
A Ivan czekał.
Aby zachęcić mnie do kroku na przód, wyciągnął w moją stronę swoją dłoń. Szczerze?.. Chyba mi wystarczyło. Schwyciłam ją, wystawiając jedną, a potem drugą nogę. Kiedy już stałam, puścił moją rękę, przesuwając ją przez plecy, aby ostatecznie zacisnąć jej palce na moim biodrze.Przez zdenerwowanie nie byłam w stanie jakkolwiek na to zareagować.
- Tyle przeszliśmy... Musi być w końcu dobrze - rzekł cicho, przygarniając mnie do siebie.
- Wiesz, że jest to trudne...
- Ale nie niewykonalne - lekko cmoknął mnie w skroń. - Przejdziemy przez to razem, skarbie. Zobaczysz. Wygramy tę walkę.
Kąciki ust odruchowo powędrowały w górę. Od razu zrobiło mi się tak... lepiej.
Ostatnie zdanie dało mi coś na kształt „odpowiedzi”, takich wyjaśnień, co Philipp zrobił, gdy tylko Ivan mu powiedział. A to w wyobraźni nie wyglądało zbyt miło. Aczkolwiek nie zauważyłam na jego twarzy żadnych oznak bijatyki, przepychanki, czy potraktowania go przez Phila jak worka treningowego. Na szczęście.
Odetchnęłam ciężej, kiedy tylko zatrzymał pojazd. Nie spodziewałam się, że ta jazda minie tak szybko... Kiedy nie trzeba, to ten czas tak szybko gna...
Ivan szybko opuścił auto, w przeciwieństwie do mnie. Mozolnie zbierałam się do odpięcia pasu bezpieczeństwa. Jeszcze gorzej szło mi opuszczenie skórzanego fotela. Nie miałam zbyt dobrych przeczuć.
- Od tego nie uciekniesz - mruknął, odzywając się z tyłu samochodu. Wyciągał właśnie moją torbę. Westchnęłam, naciskając klamkę od drzwi. Jednak jeszcze nie wysiadłam. Nie byłam w stanie się do tego zmusić.
A Ivan czekał.
Aby zachęcić mnie do kroku na przód, wyciągnął w moją stronę swoją dłoń. Szczerze?.. Chyba mi wystarczyło. Schwyciłam ją, wystawiając jedną, a potem drugą nogę. Kiedy już stałam, puścił moją rękę, przesuwając ją przez plecy, aby ostatecznie zacisnąć jej palce na moim biodrze.
- Tyle przeszliśmy... Musi być w końcu dobrze - rzekł cicho, przygarniając mnie do siebie.
- Wiesz, że jest to trudne...
- Ale nie niewykonalne - lekko cmoknął mnie w skroń. - Przejdziemy przez to razem, skarbie. Zobaczysz. Wygramy tę walkę.
Kąciki ust odruchowo powędrowały w górę. Od razu zrobiło mi się tak... lepiej.
Obiecał.
Znów to zrobił.
Ciekawe, czy pamięta, jaki finał miała jego poprzednia (i w sumie jedyna) obietnica?
Momentalnie przestało się to dla mnie liczyć, gdy jego wargi przejechały ciut niżej, na policzek, potem na szczękę... Zdenerwowanie i te złe myśli się ulotniły, robiąc miejsce czystej przyjemności... Wewnętrznie już topniałam, a to dopiero... początek tego wszystkiego.
Otoczył mnie drugim ramieniem, odrobinę się nade mną nachylając. Już miał mnie w garści. A na dobrą sprawę wiele było jeszcze przed nami...
Potarł swoim nosem mój, ponownie nawiązując ze mną kontakt wzrokowy. Przybliżył nasze usta na możliwie najmniejsza odległość, jednakże nie całował.
Czekał na reakcję z mojej strony.
Położyłam dłonie na jego barkach, aby ostatecznie zatrzymać się na jego policzkach, które pogładziłam. Usłyszałam cichy, bardzo przyjemny pomruk, na który cwaniacko się uśmiechnęłam. Nadal na niego działam...
- Kocham Cię, do cholery. Nawet nie wiesz, jak bardzo - wyszeptał, łącząc nasze usta w upragnionej czułości. Składał delikatne całusy, delektując się tym. Jego dłonie przycisnęły mnie do siebie, jak najbardziej się dało. Brakowało mi tej bliskości...
Także się tym delektowałam. Prócz przyjemności czerpałam też siłę. Siłę, aby powziąć tę walkę. Miałam ogromną motywację – powiedział to. Powiedział, że mnie kocha. Dał mi wystarczająco dużego kopa.
- To wszystko także mnie prześladuje. Nigdy nie powinienem do tego dopuścić... - słyszałam ból w tej wypowiedzi. Ja sama zamarłam, czekając na kolejny atak. Jednakże to się nie stało, a jego usta znów nawiązały kontakt z moimi. - To wszystko pokazało mi, jak bardzo ważna dla mnie jesteś. Pokazało mi to, że bez Ciebie sobie po prostu nie radzę. Potrzebuję Cię, jesteś dla mnie więcej niż wszystkim...
Moje ciało przeszywały przyjemne dreszcze. W głowie na nowo rozbrzmiewały się jego słowa. To wyznanie... Nie wyobrażałam sobie tej chwili nawet w najśmielszych wyobrażeniach. A doczekałam się tego na żywo...
- Ivi... Dobrze wiesz, że nikt i nic nie zmieni tego, co jest między nami. Nikt nie będzie miał wpływu na to, co do Ciebie czuję... Nikt nie zniszczy tej miłości, słyszysz?
Wtulił głowę w moje ramię, zaciskając ręce wkoło moich bioder. Cofnęłam dłonie na jego łopatki, delikatnie jeżdżąc po nich palcami. Nie mogłam nacieszyć się tą fizyczną bliskością.
- Nie zasłużyłem sobie na Ciebie – dobrze o tym wiesz. Robiłem wszystko źle, zresztą nadal popełniam błędy, ale i tak dostałem od Boga możliwie największą nagrodę. Właśnie Ciebie, Chloe...
Pocałował mnie w szyję, po czym się wyprostował. Puścił jedną z rąk moje ciało, aby ująć nią policzek. Obserwowałam go, uśmiechając się jak kretynka. Zakochana kretynka. Zakochana ze wzajemnością.
- Nie wiem, jak będzie jutro, za tydzień, czy za miesiąc. Chcę korzystać z każdej chwili z Tobą, próbując zwalczyć te złe wspomnienia. Móc w końcu cieszyć się Tobą jak należy - znów mnie pocałował, jednak tym razem krócej. - Aczkolwiek najpierw musimy przebrnąć przez konfrontację z Twoim bratem.
To już nie brzmiało tak przyjemnie, jak jego wcześniejsze słowa.
Znów to zrobił.
Ciekawe, czy pamięta, jaki finał miała jego poprzednia (i w sumie jedyna) obietnica?
Momentalnie przestało się to dla mnie liczyć, gdy jego wargi przejechały ciut niżej, na policzek, potem na szczękę... Zdenerwowanie i te złe myśli się ulotniły, robiąc miejsce czystej przyjemności... Wewnętrznie już topniałam, a to dopiero... początek tego wszystkiego.
Otoczył mnie drugim ramieniem, odrobinę się nade mną nachylając. Już miał mnie w garści. A na dobrą sprawę wiele było jeszcze przed nami...
Potarł swoim nosem mój, ponownie nawiązując ze mną kontakt wzrokowy. Przybliżył nasze usta na możliwie najmniejsza odległość, jednakże nie całował.
Czekał na reakcję z mojej strony.
Położyłam dłonie na jego barkach, aby ostatecznie zatrzymać się na jego policzkach, które pogładziłam. Usłyszałam cichy, bardzo przyjemny pomruk, na który cwaniacko się uśmiechnęłam. Nadal na niego działam...
- Kocham Cię, do cholery. Nawet nie wiesz, jak bardzo - wyszeptał, łącząc nasze usta w upragnionej czułości. Składał delikatne całusy, delektując się tym. Jego dłonie przycisnęły mnie do siebie, jak najbardziej się dało. Brakowało mi tej bliskości...
Także się tym delektowałam. Prócz przyjemności czerpałam też siłę. Siłę, aby powziąć tę walkę. Miałam ogromną motywację – powiedział to. Powiedział, że mnie kocha. Dał mi wystarczająco dużego kopa.
- To wszystko także mnie prześladuje. Nigdy nie powinienem do tego dopuścić... - słyszałam ból w tej wypowiedzi. Ja sama zamarłam, czekając na kolejny atak. Jednakże to się nie stało, a jego usta znów nawiązały kontakt z moimi. - To wszystko pokazało mi, jak bardzo ważna dla mnie jesteś. Pokazało mi to, że bez Ciebie sobie po prostu nie radzę. Potrzebuję Cię, jesteś dla mnie więcej niż wszystkim...
Moje ciało przeszywały przyjemne dreszcze. W głowie na nowo rozbrzmiewały się jego słowa. To wyznanie... Nie wyobrażałam sobie tej chwili nawet w najśmielszych wyobrażeniach. A doczekałam się tego na żywo...
- Ivi... Dobrze wiesz, że nikt i nic nie zmieni tego, co jest między nami. Nikt nie będzie miał wpływu na to, co do Ciebie czuję... Nikt nie zniszczy tej miłości, słyszysz?
Wtulił głowę w moje ramię, zaciskając ręce wkoło moich bioder. Cofnęłam dłonie na jego łopatki, delikatnie jeżdżąc po nich palcami. Nie mogłam nacieszyć się tą fizyczną bliskością.
- Nie zasłużyłem sobie na Ciebie – dobrze o tym wiesz. Robiłem wszystko źle, zresztą nadal popełniam błędy, ale i tak dostałem od Boga możliwie największą nagrodę. Właśnie Ciebie, Chloe...
Pocałował mnie w szyję, po czym się wyprostował. Puścił jedną z rąk moje ciało, aby ująć nią policzek. Obserwowałam go, uśmiechając się jak kretynka. Zakochana kretynka. Zakochana ze wzajemnością.
- Nie wiem, jak będzie jutro, za tydzień, czy za miesiąc. Chcę korzystać z każdej chwili z Tobą, próbując zwalczyć te złe wspomnienia. Móc w końcu cieszyć się Tobą jak należy - znów mnie pocałował, jednak tym razem krócej. - Aczkolwiek najpierw musimy przebrnąć przez konfrontację z Twoim bratem.
To już nie brzmiało tak przyjemnie, jak jego wcześniejsze słowa.
gdzieś tam w serduszku mnie rwie z racji, że ta część historii się kończy. :(

Oh, jak słodkooo 💛 Rozmowa z Philippem chyba nie będzie taka zła, racja? 🙈 Czekam na kolejny 😘
OdpowiedzUsuńMoje serce już pęka na kawałki, gdy tylko przypomne sobie, ze niedługo koniec :(((((((((((((((
OdpowiedzUsuńMoje kochane Mordki ❤❤❤❤❤
Cudowne, piękne i wspaniale jak zawsze ❤❤❤❤❤❤
Czekam ❤❤