27 lis 2017

Ich habe dich beschützt - 47.

Czułam na swojej dłoni zacisk palców Ivana, który dodawał mi odwagi i otuchy. Dzięki temu byłam w stanie nacisnąć klamkę drzwi wejściowych. Futryna drgnęła, a drzwi się otworzyły. Ze środka nie dochodził żaden dźwięk, co odrobinę mnie niepokoiło – przecież nie zostawiłby domu na pastwę losu. Chociaż kto go teraz wie... Sam Ivan nie wiedział, co działo się z moim bratem od chwili, kiedy powiedział mu o nas.
- Jest - wyszeptał, subtelnie muskając wargami płatek mojego ucha. Uśmiechnęłam się sama do siebie, czując przyjemne dreszcze. - Nie bój się, na pewno nie będzie zły. Po prostu martwił się o Ciebie.
- A Ty się nie boisz?
- Nie. Wystarczająco długo się bałem.
Poprowadził mnie przez cały parter w stronę tarasu. Grzecznie przepuścił mnie w drzwiach, przeszliśmy do skąpanego słońcem odrobinę zaniedbanego ogrodu. Na trawniku stał rozłożony leżak, na którym rozwalony był mój brat. To dlatego nic nie słyszał, a dom był otwarty... Zerknęłam na Knezę, który skinął mi głową, aprobując co do moich działań. Niechętnie puściłam jego dłoń i ruszyłam w stronę brata.
Moje kroki były drobne, niepewne. Phil albo spał, albo udawał, że nic nie słyszy. Zatrzymałam się przed nim i znów spojrzałam na Ivana, który trzymał kciuka w górze. Jakby ten gest miał jakkolwiek pomóc...
- Przepraszam, Philipp. To było jedyne słuszne wyjście... - zaczęłam niemrawo, nerwowo ściskając dłonie. Nawet nie reagował. Gdyby nie unosząca się klatka piersiowa, myślałabym, że nie żyje. - Ale już wszystko...
- Chcesz mi właśnie powiedzieć, że kłamstwo i uciekanie od problemów jest słusznym wyjściem? - spytał chłodno, gwałtownie podnosząc się do pozycji siedzącej. Przeraził mnie jego ton... - Okłamałaś mnie, Chloe. Okłamałaś i zwiałaś jak najzwyklejszy tchórz.
- Wiem. To wszystko pomogło mi wiele zrozumieć...
- Niby co?! - naskoczył na mnie, chwytając mnie za ramiona. Przecież... przecież nie miał się złościć.
Jego zachowanie bolało. Potwornie. Nigdy nie był w takim stanie.
Owszem, wiele razy się denerwował na mnie, miał ku temu powody, ale dziś... Przechodził samego siebie. A to dopiero początek.
- Philipp! - ryknął Ivan, szybkim krokiem zbliżając się do nas. Jednak jeszcze bezpośrednio nie interweniował.
- Sam lepszy nie byłeś! - tym razem za ofiarę obrał Chorwata. Rozpęta się to piekło, o które tak się bałam... - Może przyjaźniłeś się ze mną tylko po to, żeby się do niej zbliżyć, co!?
Zacisk na moich ramionach stawał się coraz mocniejszy, podobnie jak złość narastająca w Hercherze. Bolało coraz bardziej... Do oczu cisnęły się łzy... A on nic. Jakby tak nagle stał się niewrażliwy na innych.
- Puść ją, Hercher - brat nie reagował, tylko patrzył się wprost na mnie morderczym spojrzeniem, które coraz bardziej mi się rozmazywało od płaczu. - Robisz jej krzywdę, idioto!
To chyba jakoś zadziałało, bo przestałam czuć ucisk na obolałej części ciała. Chwilę potem już czułam ramiona Kneževicia, które mnie obejmowały. Philipp... On nigdy nie był w takim szale. Że niby na ten stan złożył się mój wyskok i wyznanie Ivana? Może to po prostu kumulowało się w nim od dłuższego czasu, a my spowodowaliśmy wybuch tego „wulkanu”?..
Chorwat przyciskał mnie do siebie, a ja próbowałam się uspokoić, co szło mi naprawdę mizernie. Nadal nie docierało do mnie to, co się stało. To, jak zachował się Phil... On nigdy taki nie był!
- Kiedy się poznawaliśmy i zaprzyjaźnialiśmy nawet nie myślałem o tym, że... że pokocham Chloe. Rozumiesz? - nic mu nie odpowiedział. -  Nie chciałem, abyś się dowiadywał, bo spodziewałem się czegoś takiego z Twojej strony. Jesteś chorobliwie zazdrosny o nią i dobrze o tym wiesz.
- Ma tylko mnie! - Niemiec gwałtownie zaprotestował. Wtuliłam się w Ivana, czekając na ponowny atak ze strony brata.
- Nie, nie tylko. Ma też mnie.
- Skrzywdziłeś ją - syknął. - Skrzywdziłeś i mimo to byłeś tak blisko...
- Wiem, co jej zrobiłem - wyszeptał z bólem. Zacisnęłam powieki – mimo wszystko wracanie do tamtych chwil boli... - Chloe wie, że tego żałuję.
- Ivan... - próbowałam się wtrącić, co zostało bez odpowiedzi.
- Będę przy niej, z nią i dla niej, bo ją kocham. Czy Ci się to podoba, czy nie. Wystarczy bycia tchórzem.
Zastanawiałam się, czy moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, czy to jednak dzieje się naprawdę. Czy te słowa, jakie wypowiedział, nie są wytworem mojej wyobraźni...
Nie, to działo się naprawdę. Jestem tu, w Norymberdze, w swoim domu. Ivan powiedział Philippowi o nas, o tym wszystkim... Dobitnie przekazał i pokazał mojemu bratu, że zależy mu na mnie...
Po raz kolejny powiedział na głos, że mnie kocha.
- Ja chciałem Cię przed tym wszystkim chronić... - jęknął, opadając bezwiednie na leżak. Ukrył twarz w dłoniach, przez co poczułam ukłucie w sercu. Ivan mnie puścił, abym mogła się do niego przytulić.
- Nie przeżyjesz za mnie mojego życia, Phil. Chroniłeś mnie, ale jestem już dużą dziewczynką...
- Dla mnie nigdy nie przestaniesz nią być - lekko pocałował mnie w skroń, pocierając moje jeszcze bolące ramiona. Trochę się skrzywiłam. Oby nie było siniaków. - Nie obiecuję Ci, że wszystko będzie dobrze. Do tej pory byliśmy tylko we dwoje...
- Dobrze wiedziałeś, że kiedyś to się zmieni - mruknęłam, a ten spojrzał na mnie pobłażliwie.
- Nie myślałem, że stanie się to tak szybko... I w taki sposób... - zamilkliśmy na dłuższą chwilę. Ivan przyglądał się nam, a Philipp nieprzerwanie się do mnie przytulał. Jednak w pewnym momencie znów się gwałtownie ruszył, co spowodowało, że przez chwilę myślałam, że ponownie straci nad sobą kontrolę. - Ej, czyli jak się obudziłem, to ten tekst o Ivanie, jako Twoim chłopaku, nie był blefem?
- Nie - odpowiedzieliśmy zgodnie, a Hercher wywrócił oczami.
- Gdzie byłaś przez ten czas? - Phil, naprawdę musisz teraz pytać się o takie rzeczy? Zerknęłam na Ivana, licząc, że jakoś mi pomoże z tego wybrnąć, ale spojrzał na mnie z pobłażaniem. To co teraz, Chloe?
- Byłam w Dortmundzie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - U pewnej osoby, która otworzyła mi oczy na tę sytuację - to też było prawdą. Mówiłam tu o Moritzie – przecież to dzięki niemu tu jestem i chcę walczyć. - Dzięki niej zrozumiałam, że uciekanie od problemów to zła decyzja. 
- Sam Ci to mówiłem - wtrącił mój brat z wyrzutem, na co usłyszałam głośne westchnienie Ivana. Racja, mówił mi to, i to wielokrotnie. Ale co z tego, skoro nie byłam w stanie nic mu powiedzieć na ten temat? Ukrywaliśmy się przez praktycznie dwa miesiące... Niemal dwa miesiące życia w niewiedzy. 
- Wiem. Ale Ty nie znałeś sytuacji. Ale już będzie dobrze. Nie będę nic przed Tobą ukrywała - przysięgłam uroczyście. To miało zwiastować nowy początek.
Coś dobrego.



 wczoraj wieczorem gdy myślałam nad tym fanfikiem, czułam obojętność. w czasie poprawiania tego posta walczę z łzami. ja pieprzę, co te fanfiki (i moje życie) ze mną robią???

1 komentarz:

  1. No i jest ten happy end yeeeey 😍 Ale jednak smuci, że to koniec...czy może jednak tak pokusisz się na kolejną część hmm?

    OdpowiedzUsuń